wtorek, 3 maja 2011

Ceremonia Zamkniecia granicy Indyjsko Pakistanskiej

razu wyciagnal ipoda a na uszy zalozyl sluchawki. Po odpoczynku w swiatyni i w jej spokojnej atmosferze wyjscie poza mury okazalo sie znow brutalnym zderzeniem ze swiatem indyjskim:) Niezliczone autobusy, ryksze, samochody oraz mase handlarzy wszyscy przelewajacy sie uliczkami starego miasta Amritsaru. Przy wyjsciu ze swiatyni kilka lawek z siedzeniem z dykty za prowizorycznym plotkiem z palikow i lancucha. Mamy czekac, Choc zbiorka o 14 30. Zapewne az zapelni sie nasza mini taksowka. Czekamy wiec cierpliwie. Potem haslo idziemy i z lawek i sposrod innych czekajacych wylania sie nasza grupka 5 hndusow (2 pary) i dwojka bialych. Drugi bialy jest z Francji i jest jakis wystraszony czy zmeczony, w kazdym razie nie bardzo rozmowny od . Juz bardziej rozmowni sa hindusi:)). Niestety siedze tylem co przy ostatnich historiach zoladkowych nie bardzo mi pomaga. Krajobraz: dalej slomiane pola i okazjonalne palmy, kawalek autostrady, zapelniony autorykszami, podobnymi minivanami jak ten w ktrorym siedzielimsy, busami - wszyscy ewidentnie zmierzali do granicy pakistanskiej. Normalnie granica jest czynna do ok. 16 30 i po zalatwieniu wizy w odpowiedniej ambasadzie, mozna ja przekroczyc. Choc slyszalam ze hindusi robia czasem problemy, przy wjezdzie granica ladowa z pakistanu. Wiadomo jak mozna zrobic problem to czemu nie tymbardziej ze te kraje lacza jednak zaszlosci. Niemniej jednak codziennie przed zachodem slonca odbywa sie ceremonia zamkniecia granicy indyjsko -pakistanskiej, ktora jest takim przyjaznym show i kazdy moze w niej uczestniczyc jako widz. Na parkingu okazuje sie ze zadnych toreb, torebek, aparat moze byc. Mialam tez wiadomosci od wspolkoczownikow ze swiatyni zeby nie kupowac wody bo zabieraja, kupilam wiec mala cole na nudnosci - akurat starczylo do dojscia do bramek ochrony. A wiec tradycyjnie panie po lewej, panowie po prawej. W kolejkach - co w Indiach oczywiscie jest nieslychanie trudne bowiem pojecie kolejki chyba godzi w dume Hindusow i bardzo ciezko jest im zrozumiec to pojecie. I tak przede mnie mimo ze stoimy gesiego - najpierw wpycha sie jedna starsza pani (auntie-ji jak sie tutaj mowi czyli cioteczka z szacunkiem) potem za nia druga i ich corki i wnuczki, ja piorunuje je spojrzeniem ale jakos nie pomaga. Potem zaczynaja dolaczac kolejne osoby, w koncu jakas kobieta za mna nie wytrzymuje i zwraca jej uwage "auntie-ji cala rodzine przed nas wpychasz?". Wszystko z gory nadzoruja pol galowo ubrani wojskowi na koniach. Panie zolnierki jeszcze ze zdziwieniem stwierdzily ze mam schowek na pieniadze i dokumenty na nodze - i dlaczego wlasnie tam przeciez to moze byc bomba. Potem juz bylo latwiej bo cudzoziemcow wpuszczaja na przednia trybune (po okazaniu paszportu) tubylcy wiec tlocza sie troche dalej. Po drodze minelam sluzbowy samochod typu jeep czyli lokalna marka Mahindra z napisem Border pEtrol, byc moze to jakas specjalna benzyna graniczna:))) Nastepnie mozna juz bylo zajmowac miejsca na trybunie. Wszystkim kierowali niesamowicie wysocy (a jak na warunki indyjskie to juz wrecz gigantyczni) zolnierze w galowych mundurach i z czerwonym wachlarzem zatknietym na gorze czapki. Na dole bylo przejscie a po lewej stronie brama z napisem India a zaraz za nia widac bylo identycznie "urzadzona" strone pakistanska, z brama w kolorze bialo zielonym i z portetem prezydenta nad glownym wjazdem do strefy trybun. O ile po stronie Indyjskiej trybuny byly zapelnione juz pol godziny przed ceremonia, o tyle po stronie pakistanskiej zapelnialy sie bardzo powoli - no i oczywiscie byl podzial na trybuny dla kobiet i mezczyzn. Oczywiscie poniewaz nie wolno bylo wnosic napojow miedzy trybunami krazyl pan z kartonem coca coli ktory mial odpowiedni glejt i sprzedawal ja po odpowiednio wygorowanej cenie. Nagle jakis glos poderwal wszystkich - to pan zagrzewacz i mistrz ceremonii - wydaje mi sie ze cywil, tlum na trybunach zaczal wiwatowac, potem puszczono glosna muzyke i chetni ustawiali sie na dole pod trybunami w kierunku bramy gdzie mogli brac udzial w biegu z flaga indyjska rzesiscie oklaskiwani. Nie wiem co sie dzialo po stronie pakistanskiej bo nie bylo tego dokladnie widac. ale zdaje sie ze skoczylo sie na wymachiwaniu flaga i oklaskach z trybun. Potem po stronie indyjskiej kobiety zaczely tanczyc pod trybunami w takt znanych bollywodzkich hitow. Nastepnie byla czesc bardziej oficjalna, przy czym pan zagrzewacz caly czas zachecal do rytmicznego wykrzykiwania: Hindustan Zindabad! (Niech zyja Indie). Na co echem z drugiej strony rozbirzmiewalo: Ciule Ciule Pakistan! NAstepnie dwie panie zolnierki przeszly paradnym krokiem wysoko zadzierajac nogi w kierunku bramy i tam sie ustawily. Potem kolejna para zolnierzy przeszla w kierunku bramy prawie kopiac sie samemu w czolo, potem nastepna, az znalazlo sie tam 6 osob i dowodca. Potem nastapilo krotkie otwarcie bram i jeden z zolnierzy pakistanskich oraz indyjskich weszli do strefy pomiedzy bramy (ok 1 m szerokosci) tam pokopali sobie obaj w powietrzu noga poczym wrocili. Tlum wiwatowal, i co jakis czas slychac bylo okrzyki Hindustan Zindabad, i Ciule Ciule Pakistan , oraz mialczenio buczenie pana zagrzewacza a potem pana dowodcy zolniezy ktore to bylo sygnalem do kolejnych ruchow. W miedzyczasie spadl silny descz, a jako ze my pulicznosc siedzielismy na betonowych stopniach to zaczelismy wstawac bo przeciez i spod spodu podmywa, i na kolana leci, nie mowiac juz o aparatach. Bo przeciez toreb na aparty nikt nie wzial bo nie wolno bylo. Ja swoj wcisnelam jakies dziewczynie pod parasol, ktora jako jedna z nielicznych miala takie wyposazenie. Na szczescie tlum uspokoil sie gdy deszcz przestal padac. Potem bramy otwarto na dobre i zolnierze kursowali od i do bramy ciagle malo nie ogluszajac samych siebie kopniakiem. Na koniec dwoch wstapilo w przestrzen miedzy bramy trzymajac kazdy postronek flagi swojego kraju. Przy czym zolnierze pakistanscy ubrani byli podobnie jak indyjscy tylko w granatowe stroje i oprocz wachlarza mieli jeszcze grananatowy welon. Flagi stopniowo obnizaly sie wraz z zachodzacym sloncem. Na koniec jeszcze pare przytupow oraz podanie sobie reki i bramy zamknieto. A zlozone flagi z odpowiednimi honorami powedrowaly do dwowodcow, a potem do miejsca przechowywania. Biorac pod uwage smutna historie tych dwoch krajow to bardzo wesola i pokazowa ceremonia majaca w sobie cos bardziej z show niz z parady wojskowej. No i kazdy moze wziac udzial. Na koniec oczywiscie mozna kupic sobie jeszcze dvd z nagraniem calosci jesli ktos sobie zyczy. Podczas powrotu zlapal nas deszcz, ulewny, obfity, na szczescie skonczyl sie przed dojechaniem na miejsce, a mnie pozostalo juz tylko czekac na wschod slonca w zlotej swiatyni i wyprawe do Dharamsali nastepnego dnia.

Tutaj mozna sobie obejrzec fragment programu Michaela Palina (tego od Monty Pythona) jak to wyglada od strony pakistanskiej:
http://www.youtube.com/watch?v=YeSX6AZ5xEI