poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Goa Delhi

Zupelnie niespodziewanie za namowa znajomego, zamiast w ulubionym Mumbaju (gdzie mialam obejrzec slynne schody na ktorych pol miasta robi pranie), znalazlam sie w znienawidzonym Delhi. Pisze "znienawidzonym" bo jakos kiedy wyladowalam tutaj pierwszy raz, niespecjalnie spodobala mi sie atmosfera tego chaotycznego miasta. Oczywiscie cieszylam sie ze jestem w Indiach, ale miasto wydalo mi sie zbyt przytlaczajace, zbyt duze i zbyt "eklektyczne". Byc moze byl to tez troche szok kulturowy - pierwszy raz w Indiach i do tego od razu w Delhi. Nie dziwi mnie za tem ze niektorzy podroznicy, ktorych spotkalam albo omijali Delhi, albo od razu po wyladowaniu gnali na pociag czy autobus - byleby tylko jak najdalej od doprowadzajacych do szalu tlumow, szalonych kierowcow ( po 6 w szeregu na 3 pasmowej drodze), wszelkiej masci zebrakow i bogaczy w jednym miejscu. Tak jak pisalam wczesniej, mnie osobiscie bardzo podoba sie Bombaj - poniewaz okazal sie tym wszystkim czym mialo sie okazac niespokojne Delhi. Oczywiscie Bombaj tez nie jest spokojny, ale jak to wszedzie, a tym bardziej w Indiach wszystko ma swoja gradacje - tutaj oczywiscie oscylujaca w gornych granicach. Np. "zatloczony", "halasliwy" w odniesieniu do jakichkolwiek standardow dawno wykroczylyby poza skale, zas sytuacje odczuwane jako "mniejszy ruch uliczny" czy "spokojniejszy" mimo ze w Indiach czynia ogromna roznice, sadze ze dalej bylyby poza ta skala:). Sadze jednak ze teraz kiedy juz wchlonelam Indie w siebie, kiedy poznalam ludzi, ich serdecznosc i otwartosc, to mimo ogromnej roznicy kulturowej bedzie mi latwiej odnalezc sie takze i w Delhi. Pociag z Margao na Goa jedzie do Delhi zaledwie 26 godzin, Tym razem byl to Radjani Express, klasa 3AC, okna za przyciemniona gruba szyba przez ktora malo co widac (i dlategi podroze w gorszych klasach tez maja swoje zalety, zalezy od trasy i ilosci bagazu na ktory trzeba miec oko). W pociagach Indyjskich w zasadzie slowo ekspress nie ma wiekszego znaczenia, prawie wszystkie pociagi to express albo super fast a i tak okazuje sie ze maja tempo osobowych, nie wyobrazam sobie jak wobec tego moze wygladac jazda local train. Chociaz przepraszam, bylam w kilku local trains i jechaly one wolno, tylko tyle ze nie laczyly tak odleglych miejscowosci, najdluzsza trasa to moze 2 -4 godziny i do 300 km maksymalnie. Chociaz pociagi normalnie sie spozniaja to czasem zdarza sie ze pomiedzy wiekszymi miejscowosciami przyjada wczesniej. Czasem nawet do godziny co tez mi sie zdarzylo i nie zawsze jest wygodne kiedy ma sie gdzies byc na 7 rano, i jest sie umowionym z kims z couchsurfingu a pociag przyjezdza o 6 rano i jakos nie bardzo wypada budzic tej osoby o godzine wczesniej. Przynajmniej ja mam takie przekonanie, moze inni robia inaczej. W kazdym razie jesli w Indiach chce sie pociagiem podrozowac troche szybciej, z naciskiem na "troche" wtedy liczy sie nazwa Shatabdi lub Radjhani. To takie odpowiedniki naszych intercity - choc i nasze intercity z biegiem czasu zaczely tracic na znaczeniu jako polaczenia miast i zatrzymywac sie a to we Wloszczowej ( w drodze do krakowa) a to w kutnie ( w drodze do Poznania) do ktorych to miejscowosci, zeby nie bylo, absolutnie nic nie mam, tylko ze wtedy to juz nie ma z intercity nic wspolnego. Nota bene nazwa intercity tez w Indiach funkcjonuje ale jak wszystko oznacza zupelnie inny rodzaj pociagu. Zwlaszcza pociagi Shatabdi sa znacznie szybsze, a w Radjani zamiast swojskich wallach ze wszelkimi przekaskami kroluje instytucja "meals on wheels" (posilki na kolach) czyli taki nasz wars z dostawa na kolana na plastikowej tacce wiec moze powinna nosic nazwe posilki na kolanach. Z urzedu karmia pasazerow 5 razy dziennie, lunch, podwieczorek, kolacja, sniadanie, przegryzka. Nie jest to jakos szczegolnie wybitne ( poza curry z ryzem i saszetka ze swiezymi plastrami warzyw) ale w miare zjadliwe, a na deser po lunchu daja nawet lody. Do tego kazdy pasazer dostaje przydzial 2 butelek wody na dobe. Nie jest zle. W pociagu poniewaz to klasa AC (air condition) jest dosc zimno, a ja na tych wszystkich plazach przyzwyczailam sie do upalow, nie ma zbyt duzej wilgoci (choc tutaj to znow relatywizm) i mozna jakos spokojnie przetrwac byle nie chodzic po asfalcie o godzinie 14tej. Usiadlam zatem na swoim miejscu, troche rozrzewniona pozegnaniem z domkiem na plazy i westchnieniem sygnalizujacym ze znow rozpoczela sie ciezka praca czyli podrozowanie. Moze to moj polski charakter daje o sobie znac, bo jakos zawsze tak sie to objawia ze o ile z niecierpliwoscia i radoscia czekam na zmiany, to jesli znow trzeba wlozyc w cos troche wysilku (nawet jesli to przyjemny wysilek) to mysle sobie na poczatku " o nie znowu". Tak jak na naszych wyprawach rowerowych codzien rano wstaje, skladam namiot, wsiadam na rower i przez pierwszych 10-20 km slysze w glowie "o nie, znowu trzeba pedalowac", tak i tutaj wsiadlwszy do pociagu pomyslalam: "o nie, znowu Indie". Za chwile jednak wszystko wraca do normy, mozna rozejrzec dookola, obserwowac jak ludzie tlocza sie na peronie, miedzy nimi sprzedawcy, jak wchodzacy do pociagu ludzie sadowia sie, ukladaja bagaze. W pociagach przedzialow w polskim tego slowa znaczeniu nie ma. Tzn. sa "przedzialy" a nie osobne "pokoje". Dajmy na to po prawej stronie jest korytarz ale nie przy samym oknie bo przy samych oknach sa lezanko-siedzenia, ciagnace sie rownloegle do sciany wagonu, po lewej jest taka jakby wneka, czyli przedzial gdzie prostopadle do lewego okna, sa 2 lub 3 koje i na przeciwko znow to samo i za nimi scianka, drzwi nie ma sa zaslonki. Czyli przekladajac na polskie realia to by bylo tak jakby te wszystkie szkla, i drzwi usunac i jeszcze na przeciwko przedzialu przy oknie wstawic 2 lozka nad soba. Bardziej to przypomina rosyjskie czy ukrainskie wagony, choc tam w lepszych klasach sa drzwi. Mam zreszta wrazenie ze te indyjskie wagony podobnie jak rosyjskie sa duzo wieksze, albo po prostu u nas nie umieja gospodarowac przestrzenia. Wracajac zatem do mojej przegrodki: na przeciwko mnie rodzina z 2ka dzieci, w tym jedno dosc male bobo, spodziewam sie wiec ze maja wykupione 2 miejscowki bo siedza w 4 osoby na 3 miejscach plus jeszcze jeden pan siedzi jednym poldupkiem na tej samej lawie przy samym przejsciu. No i daja tez posciel mimo ze klasa 3-cia, a wiec co Radjani to to Radjani. No, no. Za chwile przysiada sie sympatyczna dziewczyna - na oko lat dwadziescia kilka. Cel podrozy ten sam: stacja Hazrat Nizzamudin, czyli dla nie wtajemniczonych jeden z wielu dworcow w Delhi. Ale jednak pannica ma lat zaledwie 19cie (ciagle trudno mi jeszcze oceniac wiek Hindusow) Pochodzi ze stanu Uttar Pradesh, w ktorym znajduja sie tak znane miejsca jak: taj mahal, varanasi, czy Kushinagar miejsce smierci gautamy buddy, nieformalnie jednak czesc UP lezy praktycznie w grniacach Delhi i jest polaczona z nim metrem) Mnie tym czasem bardziej fascynuje fakt iz UP (swojsko nazywany tutaj "JUPI", a dawniej united provinces, zywy dowod na to jak skrot daje sie zaadaptowac do zmieniajacej sie rzeczywistosci) jest najbardziej zaludnionym, choc wcale nie takim duzym stanem w Indiach. Indie plasuja sie na 2 miejscu pod wzgledem zaludnienia i w ciagu najblizszych 10-15 lat maja wyprzedzic Chiny. Niektorzy twierdza ze to juz nastapilo a oficjalny spis ludnosci, ktory odbyl sie w Indiach w zeszlym roku, pominal pewne grupy ludzi. W stanie Uttar Pradesh liczba ludnosci wynosi zas tyle co w piatej pod wzgledem populacji na swiecie Brazylii. Wracajac jednak do owej dziewczyny, to powiedziala mi ze mieszka na Goa, wraz z ojcem wojskowym ktory jest tam wraz z cala rodzina skoszarowany. Do Delhi jedzie na egzamin wstepny bo chcialaby zostac inzynierem. Siedzimy wiec tak z ta uprzednio wspomniana rodzina z 2ka dzieci, my dwie i jeszcze dwoch innych panow, ale widze ze cos jej nie swojo. W koncu wyznaje ze nie czuje sie komfortowo, bo tylu tu mezczyzn, i ze jej ojciec tez jest w tym pociagu, tylko w wagonie obok. No wiec chcial, nie chcial zaproponowalam zamiane, jako ze pan ojciec przyszedl i doniosl ze ma miejsce analogiczne do mojego (na dole wiec nie musze z noga sie wspinac) i ze sa tam bardzo mili ludzie. Mili ludzie okazali sie 7mka wyjatkowo roslych mezczyzn kazdy z pistoletem pod koszula. A wiec zamienil stryjek siekierke na barierke. Obok na lozkach przy naszej przegrodce uplasowal sie ojciec z 2 ka dzieci - mysle wiec moze panowie przy ojcu z dziecmi strzelac nie beda. Reszta rodziny tegoz ojca czyli jedna corka i matka byly 2 przegrodki dalej (widac ze system rezerwacji dziala tak samo jak polski - choc mysle sobie ze moze nawet troche lepiej.) Po wejsciu z upalu do pociagu i zaraz po lunchu, gdy pociag troche pobujal, panowie z pistoletami od razu zabrali sie za rozkladanie kuszet. Myslalam ze moze wysiadaja gdzies wczesniej i po prostu musza sie wyspac (jak to sie czesto zdarza gdy ktos wysiada na stacji o 3 nad ranem), ale sama po chwili siedzenia z pelnym brzuchem i w chlodzie zrobilam sie senna, zapadlismy wiec w zbiorowa drzemke. Gdy sie obudzilam 4 panow czytal ksiazke z pistoletem i mezczyzna w kapeluszu, albo w samochodzie, albo skradajacymi sie osobami na okladce - zapewne lokalne kryminaly. Obok nich jeden siedzia z duza torebka paan na kolanach. Taka wersja jak nasze duze gumy do zucia, po co kupowac mala paczke jak mozna kupic cale torbisko. Nie wiem czy juz o tym pisalam, bo czas przy komputerze mam tutaj ograniczony i nie zawsze udaje mi sie sprawdzic jakie tematy juz byly na tapecie, ale paan to tutaj cos pomiedzy srodkiem na trawienie a papierosem. Mam tu na mysli funkcje zdrowotna, spoleczna i nawykowa. Pan w wersji podstawowej to specjalny orzech (areka) z lisciem betelu oraz proszek wapniowy, ktory teoretycznie zuje sie razem zaraz po posilku. Po wlozeniu owej mieszanki do jamy gebowej jezyk lekko dretwieje a policzki zaczynaja szczypac. Nastepnie nalezy zaczac obficie pluc - przy czym w ustach podczas zucia zachodzi reakcja chemiczna w zwiazku z czym pluje sie na czerwono/bordowo. Duze ilosci paanu bardzo niszcza zeby, a przynajmniej bardzo je barwia na ciemny braz, zas na ulicach i niejednokrotnie w rogach budynku, przy scianach, kraweznickach widac czerwone zacieki i kleksy. Plucie jest tutaj sportem narodowym, i z trudem przychodzi oduczenie ludzi plucia w autobusach, metrze czy pociagu, mimo licznych nalepek, kar itp. Zreszta nie dziwota, powietrze w miastach jest brudne a poza miastami zazwyczaj pelne pylu, ze swojskie "krchhhhhhhhhhtooooooput, plaf" slychac wszedzie, i egalitarnie wsrod kobiet, mezczyzn i dzieci, nawet jesli nie zuja paanu. Niektorzy od paanu uzalezniaja sie tak od tytoniu. Normalnie to swiezy lisc i orzech i odrobina pasty wapniowej ktora palcem wydobywa sie ze sloiczka, ale w wersji komercyjnej wszystko jest suszone i przgotowane do zucia w malej paczuszce 1 x 2 cm ze skladnikami lekko rozdronionymi, lub w duzej "hurtowej" wersji. W tradycji zucie orzecha arekowego i liscia betelu jest zwyczajem weselnym, takim jak nasze witanie chlebem i sola. Wracajac jednak do naszego pana z pistoletem, sadzac po zebach nie byl chyba zbytnio uzalezniony od tego przysmaku, choc brakowalo mu lewej gornej czworki. Pozatym wygladal jak myslaca hinduska wersja Schwarzeneggera o myslacej twarzy, i lagodnych migdalowych oczach, ostrzyzony prawie na zero. Pisze "myslaca" bo madre oczy i inteligentna twarz zawsze zdradza czlowieka przenikliwego. Moze jest to swojego rodzaju rasizm ale u ludzi wszelkich ras mozna po twarzy (sposobie napiecia miesni) i wzroku rozpoznac inteligencje - lub jej brak - czyli wzrok neandertalczyka. Panowie okazali sie tajna jednostka specjalna wojska. Kazdy z nich mial kompletnie inny typ urody, mimo ze wszyscy byli bardzo dorodni - zwlaszcza jak na Indyjskie warunki, sugerujacy ze kazdy pochodzi z innego regionu Indii. I tak wlasnie bylo - tworzyli jednak wspolna mini jednostke, stacjonujaca w Delhi a pan zujacy paan byl ich nieformalnym przywodca. Wyjasnil mi ze maja ten sam stopien ale on jest jakby "team leaderem". Rozmowa zaczela sie kiedy zabraklo lyzeczki do herbaty, a ja wyjelam swoj noz w ktorym jest wszystko, a nastepnie z gracja zaprezentowalam wyciskanie z woreczka do herbaty ostatniej kropli przy pomocy lyzeczki i nitki z owego woreczka czym wprawilam panow w oslupienie bo nikt tego manewru powtorzyc nie umial. Mimo ze dosc slabo mowili po angielsku udalo nam sie porozmawiac na rozne tematy od krykieta po upaniszady no i oczywiscie o wrazenia z Indii. Hindusi zawsze pytaja pytaja cudzoziemcow o kraj, "dobre imie" (what is your good name?) i o zawod. Ja akurat uznalam ze na podroz po Indiach zawod nauczyciel bedzie odpowiedni dla mnie. Bo przeciez tak na prawde nie mam zawodu i nie czuje sie zadnym zawodem. Niektorzy lubia identyfikowac sie zyciowo poprzez identyfikacje z praca, zawodem przynaleznoscia, to im daje poczucie bezpieczenstwa i latwosc klasyfikacji. Czesto pada tez pytanie " Jak sie podobaja Indie?". Pan filozof silacz od razu przyznal mi racje ze to kraj bardzo wielu kultur mimo ze czesto traktuje sie go jednolity twor. Przyznal sie tez ze lubi myslec o ludziach i o kulturze. Chetnie napisalby ksiazke ale niestety w tajnych sluzbacz nie wolno niczego publikowac, nawet kilka lat po skonczeniu pracy. Dla niego (i ja sie z tym zgadzam) Indie sa takim magicznym pudelkiem, kapeluszem iluzjonisty, wkladasz reke i mozesz wyciagnac doslownie wszystko. I po takim doswiadczeniu malo co cie dziwi. Supernowoczesne technologie i zacofane wioski, bogata kultura, szybki rozwoj i bieda, zebracy i plemiona koczownicze, sadhu, guru, medytacje i kluby nocne. Gra w krykieta zadomowila sie w wiekszosci krajow kolonizowanych przez Wielka Brytanie, przez hindusow jednak zostala ukochana szczegolnie. Jeden mecz trwa 7 godzin i idealnie pasuje do tutajszej mentalnosci. Hindusi sa filozoficznie nastawieni do zycia i lubia sie nie spieszyc. Poza tym w Indiach jest dosc goraco i kazda inna dyscyplina sportu (nawet lekka atletyka) jest zbyt wyczerpujaca. To prawda ze kiedys hokej (na trawie) byl narodowa dyscyplina, ale teraz rzadzi krykiet choc jest (a moze dlatego) mniej dynamiczny. Do tego aby duzo biegac czy trenowac potrzebny jest chlodniejszy klimat, Takze po to by moc wiecej jesc - zdaniem pana Zolnierza-Filozofa potrzebna jest chlodniejsza temperatura. Czasem zdarzy sie jakis wybitny sportowiec - ale najczesciej z polnocy - miedzy innymi wlasnie na klimat. A ja jeszcze zauwazylam ze ludzie z polnocu, zwlaszcza z Punjabu sa jacys wieksi, roslejsi - maja wiec wiekszy potencjal by konkurowac w zagranicznych zawodach. Rozmawialismy tez o kulturze, o pojmowaniu czasu, o tym ze teraz zyjemy w czasach Kali Yuga - czyli czasu maszyn i technologii, ale ze ludzka kutura i cywilizacja kiedy tylko zbliza sie do poziomu boskiego - tak jak to bylo w cywilacji chinskiej i azteckiej czy egipskiej a potem nastepuje jej upadek i wszystko zaczyna sie poniekad od nowa. Czas zatem jest cykliczny a czlowiek mimo ze wyobraza sobie siebie w roli boga w koncu popada w pyche, i przestaje widziec czynniki zewnetrzne takie jak natura od ktorej jest zalezny i cywilizacja upada bo np. wyczerpal sie zapas wody, wyrabano las itp. To samo powtarza sie w cywilzacjach zaawansowanych. Dumni jestesmy z elektrycznosci, elektroniki, zasilania jadrowego ale widac jak to wszystko jest zludne. Rozmawialismy tez o sytuacji kobiet, i jak zwykle kiedy rozmawia sie mezczyznami w Indiach, oni twierdza ze kobiety maja bardzo duzy wplyw na rzeczywistosc. Poniekad to prawda ze obowiazuje zasada ze mezczyzna jest glowa rodziny a kobieta szyja, ktora ta glowa kreci. Ale mezczyzni na pierwszy rzut oka nie zdaja sobie sprawy jak ogolnie spolecznie w indiach tolerowana jest przemoc wobec kobiet, jak zle sa traktowane w zyciu codziennym. Podczas kiedy gdy rozmaiwam z kobietami od razu czuje sie jak dotkniete sa malymi niesprawiedliwosciami. Wiec gdy po chwili zaczelam wymieniac sytuacje o ktorych opowiadaly mi hinduski panowie zaczeli kiwac glowami na boki na znak potwierdzenia. Potem Pan Zolnierz filozof opowiedzial mi o tym jak madrosci wedyjskie zostaly zepchniete troche na bok przez upaniszady ktorepowstały jako główny przejaw reformy religii aryjskiej w nurcie potrzeby nowego rozumienia świata i niestety jak kolejne interpratecje (np koranu czy innych tekstow religijnych) zaczely redukowac role kobiet, sugerujac takze ich nieczystosc. Przed tem w Indiach jak na zadnym innym kontynencie kobiety graly tez na bebnach podczas rytualow religijnych, a w ksiegach wedyjskich zapisane jest wiele madrosci znanuych we wspolczesnym swiecie zachodnim jako niedawne odkrycia. Mowa jest o atomie, lotach w kosmos, czy tez bardzo zaawansowanej matematyce. Na koniec jeszcze dowiedzialam sie kto to byl Hazrat Nizzamudin Aulya - swiety suficki ktory podkreslal role milosci w jednoczeniu sie z Bogiem i dazeniu do Boga. Pan zolnierz filozof na koniec jeszcze zabawil nas antygrawitacyjnymi sztuczkami z zapalek i czas bylo wysiadac juz z pociagu.

wtorek, 12 kwietnia 2011

2 miesiace w indiach

Ani sie obejrzalam a tu drugi miesiac w Indiach zlecial. Teraz wydaje mi sie ze juz moglabym tak jechac i jechac. Nawet i dookola swiata. Tymczasem kolejne modyfikacje planow. Bede kilka dni w znienawidzonych Delhi -a nuz zmienie swoj stosunek do tego miasta:) Na pewno nie odpuszcze Varanasi a z Varanasi juz mam kupiony bilet do Kalkuty - coby sie na samolot nie spoznic i moze jeszcze paczke z gratami wyslac. Bedzie mozna wreszcie pokazywac noge i rece wiec pewnie tuniki pojda w odstawke. Swoja droga ciekawe jak tam sie ma paczka wyslana z poczty przy aszramie. Oficjalna data przybycia paczki do Polski to 15 kwietnia - no a jak bedzie w rzeczywistosci - zobaczymy. Tym czasem dla uczcenia dwumiesiecznicy przygotowalam subiektywny alfabet rzeczywistosci indyjskiej. No to start:

A jak 1. Ayurveda - czyli leczenie ziolami i olejami, bardzo skuteczne. 2. Ananas - tak samo nazywa sie w hindi a dojrzaly na sloncu smakuje wysmienicie takze w formie soku

B 1.Bangles - czyli bransolety koniecznie brzeczace, niekoniecznie metalowe, cienkie noszone po kilka kilkanascie na jednej badz obu rekach, zazwyczaj swiezo upieczone panny mlode maja ich najwiecej 2. bindi - czyli kropka na czole (chroniaca trzecie oko), mogaca byc ozdoba lub swiadczyc o wizycie w swietym miejscu, czerwone bindi w formie kreski na przedzialku u kobiety oznacza iz jest ona zamezna

C. 1. Chello - oznacza w hindi: Chodzmy, Idziemy, Jedziemy, Spadaj! 2. Ciezarowki - koniecznie pomalowane ze wszystkich stron lacznie z oskami, z nadbudowa nad kabina zeby pomiescic towary gabarytowe (np bawelne), z wymalowanymi na przedzie oczami, czarna lameta badz wstazkami przeciwko zlym urokom, z nazwa bogini lub boga lub nazwa kierowcy na przedzie, w wersji chrzescijanskiej z wizerunkami swietych i nazwa Maryja itp, badz haslami Alleluja. Czasem nawet ciezarowki nie maja bocznych drzwi no bo i poco:) Pluc mozna i wentylacja jest:)

D. 1. Dal packa z soczewicy badz soji, z roznymi przyprawami, mam moment kulminacyjny bo pomalu robi mi sie nie dobrze od jej zapachu:). Spozywana koniecznie z plackiem roti badz ryzem. 2. Dhoop - kadzidla w formie malego stozka, ze sprasowanych ziol i krowiego gowna (pachna bardzo ladnie). 3. Dzieci - wszedzie i zawsze, male koniecznie z pomalowanymi oczami na czarno lub 3 ma czarnymi kropkami (2 na policzkach 1 na czole)

E. Elektroniczny system rezerwacji biletow kolejowych, ze skomplikowanym systemem listy pasazerow oczekujacych, miejsc typu emergency, puli dla weteranow, turystow emerytow, zrozumienie go jest troche skomplikowane ale dziala wysmienicie a bilety mozna kupic na kazdej stacji choc oczywiscie trzeba przed tem wypelnic tone formularzy. Rezerwacji mozna dokonac tez przez internet.

F. Formularze - niezbedne wszedzie, w banku, hotelu , restauracji, sklepie, stacji kolejowej koniecznie z kalka i w 3 wersjach tak zeby dluzej trwalo ich zapelnianie

G. jak Gowno:) nie ma sie co oszukiwac krowie gowno rzadzi a jego slodkawy zapach unosi sie prawie wszedzie, z krowego gowna buduje sie lepianki, robi sie kadzidla, stosuje sie jako opal, nierzadko przy drodze lub przy domach widac pieknie ufromowane placki z odciskami rak suszace sie na sloncu

H. W hindi HA! znaczy tak koniecznie z kiwaniem glowa na boki. Ewentualnie Haaa? Z intonacja pytajaca oznaczajace: "Ze coooo?"

I. 1. IK - W hindi 1, niezbedne przy zakupach:) ik czaj - jedna herbata:) 2. IST - indian standard time - czyli czas indyjski gdzie 24 godziny to 3 dni, 5 minut to 25 minut do godziny a godzina to kilka godzin. Jak wyjasnila mi jedna kolezanka hinduska, nie nalezy sie niecierpliwic gdyz to nie grzeczne a hindusi maja swobode rozciagania czasu w zaleznosci od swoich potrzeb. Zwiazane to jest takze z pojmowaniem czasu nie w sposob liniowy (zachodni) a raczej w sposob kolisty jako cykl

J. 1.Yututsuhu - czyli Jujutsuhu czyli Dzudzitsu o ktorym mowa byla wczesniej, poludniowo indysjska sztuka walki

K. jak kolczyki w nosie (im wiekszy tym lepszy) czasem nawet w obu platkach nosa, czasem polaczony lancuskiem z kolczykiem w uszach, piekne kolczyki w uszach poloczone lancuszkiem w gornej i dolnej czesci ucha

L. jak Lama a raczej Dalaj Lama ktory na stale rezyduje w malenkiej miejscowosci Mc Leod Ganj Na wyokosci ok 2020 m n p m., w ktorej to jest wiecej sklepow i turystow na metr kwadratowy niz w niejednej innej miejscowosci w indiach. Dalaj lama ostatnio zrezygnowal z piastowania funkcji glowy tybetanskiego rzadu na uchodztwie

M. motocykl - niezbedny srodek transportu w indiach, wszelkie jego odmiany ozna tutaj spotkac, popularne sa takze skutery, szczegolnie Honda Hero, na motorze moze jechac od 1 do 5 osob male dzieci koniecznie z przodu na baku lub wcisniete na kanapke pomiedzy rodzicow, panie czesto bokiem po dwie za kierowca. Na motocyklu mozna takze przewozic drzwi, belki konstrucyjne, lodowki i inne dobra z wielka gracja i wyczuciem rownowagi.


N. Namaste lub Namaskar - indyjskie powitanie

O.

symbol om - swiety symbol bedacy takze mini mantra, jest to glowny i naturalny dzwiek wibrujacy w ciele ludzkim

P. 1.Prepaid - czyli telefon komorkowy na karte. Dzieki terorystom i dzialaniom rzadu jak juz pisalam w jednym wpisie zakup numeru jest niezwykle trudny a i to nie daje gwarancji ze numer bedzie dzialac. W tym czasie terorysci korzystaja juz z telefonow satelitarnych i innych kanalow komunikacji. 2. Parsowie czyli Zoroastrianie zamieszkujacy przede wszystkim bombaj. Wywodza sie z persji, jednym z ciekawych zwyczajow jest to ze rytual pogrzebowy polega na konsumpcji ciala przez ptaki padlinozerne, w tym celu w bombaju sa specjalne wieze (pionowe tunele z cementowych kregow) , w ktorych umioeszcza sie ciala. niestety pestycydy i zmiany klimatyczne powoduja ze padlinozerne ptaki (to jakis specjalny gatunek sepa) prawie wymarly w tej okolicy i w tej chwili trwa walka o przywrocenie gatunku. Problem polega tez na tym iz Parsowie wierza ze ptaki unosza ich dusze do nieba, a co bardziej ortodoksyjni kaplani sprzeciwiaja sie kremacji uwazajac ja za obraze religijna i grzech.

R Rishi - swieci lub uczeni wiary hinduistycznej, 2 gi rodzaj to swami - przy czym roznica jest taka ze rishi moga sie zenic a swami pozostaja w celibaci

S. Slodycze na ogol na bazie mleka i ogromnej ilosci cukru z kardamonem, czesto smazone w tluszczu,

T. Tako rzecze stara pluskwa :) W niektorych miejscach noclegowych trzeba sie miec na bacznosci bo pluskwy sie zdarzaja a zwlaszcza w Bombaju gdzie jest duzo Zoroastrian chociaz akurat to nie oni szerza pluskwy:)

U. Ubranie - A wiec kroluja sari i salwar kameez, czyli bluza do kolan z rozcieciem i spodnie pumpu lub legginsy, do tego koniecznie szal (dupatta), w bardziej nowoczesnych miastach dzinsy i t-shirt, ale nogi kobiet w spodnicach mozna zobaczyc tylko na goa, (z rzadka w Bangalore czy w Delhi pojawi sie kobieta w szortach.) Mezczyzni ubrani w stylu zachodnim choc na prowincji wielu z nich w stylu lat 80 tych z pasami z duzymi klamrami i spodniach po pachy. Rewelacyjne dla mezczyzn jest lunghi badz dhoti czyli kawalek materialu noszony jak spodnica i czesto podwijany do kolan - wygodnie i przewiewnie. Do tego szykowna koszula i najnowszy model telefonu komorkowego.

W. Wasy -Nie wiem co powoduje w mieszkancach Indii taka lubosc do wasow ale 5 na 6 mezczyzn z duma nosi wasy ( co niektorych postarza) rozumiem ze Sikhowie musza nosic zarost, ale jakos broda z wasami tak nie rzuca sie w oczy jak same wasy, niektore sumiaste, ale wiekszosc przyciete na lata 80te koniecznie z fryzura zaczesana do tylu na szczotke lub delikatna fala na czole

Z - jak 1.Zindabad Hindustan! czyli okrzyki wznoszone przy granicy pakistanskiej na ceremonii zamkniecia oznaczajace niech zyja Indie 2. Ziola - rozne pyszne do jedzenia, ponoc tez w obfitych ilosciach tutaj do palenia ale jakos nie specjalnie udalo mi sie spotkac poza tymi rosnacymi jak chwasty wszedzie i bez mocy:)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Znowu Goa

Nie ma to jednak jak Palolem! Tymbardziej po sezonie. Mialo byc goraco, ale dla mnie jedyna roznica objawila sie w porannej mgle, wiekszych falach no i 1/3 osob. Czyli jednym slowem pelen komfort. Podroz pociagiem do Mangalore przebiegla wrecz luksusowo, z posciela, klimatyzacja i lekkim bujaniem. W Mangalore powloczylysmy sie troche po miescie (ja i dwie Lotyszki), obejrzalysmy buty i szereg strojow dla dzieci, bo jedna z pan chciala zakupic cos dla swojej wnuczki. W Indiach male dzieci nosza buty na obcasach i sa ubierane w stroje ktore my okreslilibysmy raczej jako wyjsciowe, ze srebrnymi lamowkami, haftami, cekinami, pseudoaksamitami. Do tego bransoletki na rekach i nogach i obwiedzione czarna kredka oczy (przeciw zlym spojrzeniom) lub 3 kropki (2 na polkiczkach jedna na czole). Tak wiec znalezienie czegos odpowiednio w stylu indyjskim a zarazem nadajacego sie do zalozenia w europie nastreczylo nam troche problemu i akurat zajelo czas do odjazdu pociagu. Klasa general okazala sie tak pelna ze nie udalo nam sie usiasc nawet na polce bagazowej. Wobec tego przenioslysmy sie do klasy general sleeper, a ja uzbrojona juz w uprzednia wiedze nt systemu rezerwacji sprawdzilam ze miejsca na ktorych siedzimy nie beda zajete dlugo az po naszej stacji w zwiazku z czym spokojnie mozemy sobie tam usiasc i zrobic doplate u konduktora bez koniecznosci stania w kolejce. Droga uplynela bardzo przyjemnie pod znakiem siedzenia i stania w drzwiach oraz wykonywania roznych figur akrobatycznych (szczegolnie wyrozniala sie Inta co mozna zobaczyc na zdjeciach::) oraz smakowania kolejnych przekasek przynoszonych przez wallachow, ogladania pieknych krajobrazow estuariow i morza oraz swiatyn. Po drodze dziewczyny odkryly ze ich samolot ma miedzyladowanie na lotnisku na Goa, i moze udalo by sie zmienic bilet, bo inaczej to po 3 dniach znowu 20 godzin tluczenia sie z powrotem do Bangalore zamiast sobie posiedziec na plazy i wziac taxi ktore jedzie na lotnisko 90 minut. Oczywiscie rozpoczely sie kolejne problemy z telefonami ktore znowu przestaly dzialac takze prawie przegapilysmy stacje bo zajelysmy sie zmienianiem kart i godzin w telefonach. Na stacji juz uprzedzone o realiach wytargowalysmy dobra cene i uwaga udalo nam sie w 3 osoby oraz 5 sztuk bagazu upchac do 1 Tuk-tuka!!! I nie wypasc przez drzwi. A wiec plan byl taki, najpierw idziemy na kolacje, a potem na spokojnie szukamy zeby uwolnic sie od naganiaczy. Pierwszy domek za 700 rp, dziewczyny troche przerazone warunkami, choc jak na domek blisko plazy to byl luz bo i podloga kamienna i siatki na owady. Potem nastepny, wysoko na palach, troche ciasny dla 3 osob. Idziemy plaza dalej. Ciemno wiec trudno mi wytlumaczyc dlaczego najdrozej jest na plazy. W koncu idziemy do jednego z barow i pytamy o domek. Cena 300 rp na 3 osoby, materac doloza, domek przestrony, na samej plazy. Nie jest zle. Obowiazkowe wieczorne zanurzenie w morzu i z wrazenia zapominam ze jestem w okularach i daje nura pod fale. Oczywiscie po okularach slad zaginal ale na szczescie mam drugie a te i tak mi juz raz ukradli wiec zyskaly jakby nowe zycie. Tym razem plaza byla naprawde pustawa, ceny nizsze, i ogolnie relaks. Zrobilysmy sobie wycieczke na delfiny - okazuje sie ze rano jakis moze najdalej kilometr od brzegu mozna spotkac delfiny, oczywiscie nie widzialysmy pelnego wynurzenia ale pletwy, pyszczki itp. Codziennnie na sniadanie owoce, warzywa, i rozne pysznosci jako odpoczynek od ryzu i plackow. Potem albo przedtem spacer i plywanie. A okolo 6 rano zobaczyc mozna jak lodzie wyplywaja lub wracaja z polowow. Co ciekawe psy na Goa takze spaceruja, i mowie tu o kroku spacerowym bo normalnie przeciez pies porusza sie jakby klusem, natomiast lokalne psy (ktore w wiekszosci do kogos naleza) poruszaja sie z godnoscia powoli przestepujac z lapy na lape. Bardzo chetnie rowniez towarzysza plazowiczom w morskich kapielach albo beztrosko leza przy brzegu czekajac az obmyje je chlodzaca fala. W poludnie jest bardzo goraco ale rano jest spore zachmurzenie tak do 10, no i fale sa duzo wieksze od tych miesiac temu, mimo wszystko jednak da sie porzadnie i poplywac i poskakac przez fale. Nadszedl takze czas skorzystac z kajaka morskiego, i sprobowac z czym to sie je. W zasadzie najtrudniej ruszyc z brzegu bo trzeba poczekac albo az ustana fale albo probowac sie przez nie prostopadle przebic nie wypadajac przy tym z lodki. Wioslowanie przy tym wydaje sie juz bardzo proste. Znudzeni cisza barmani i lodkowi naganiacze takze chetnie rozmawiaja nie tylko namawiajac do zakupow ale i na tematy ogolne przy okazji prezentujac niezle wyrobione miesnie i piekne uzebienie. Nie wiem czy o tym pisalam ale wyraznie widac tutaj wplyw urody portugalskiej. Inny jest tez typ podrywu, o ile w miastach Indyjskich moze poza Bombajem, mezczyzni sa natarczywo - agresywni, co zreszta przenosza na grunt goanski rowniez tylko w formie stonowanej (Sit here with me, give me a kiss), o tyle wyluzowani goanczycy sa bardziej wyrafinowani w uwodzeniu choc nie mniej bezposredni:) Tak czy siak mozna z nimi przyjemnie pozartowac i podpytac przy okazji o miejscowa kulture. Panie Lotyszki zdecydowanie spaceruja wiecej ode mnie, ja ciagle ze wzgledu na noge a takze na znakomita ksiazke (900 stron) ktora czytam wole posiedziec przy domku albo w barze 5 metrow od domku i kontynuowac lekture i raz po raz chodzic "na przeplywke". Jak juz pisalam jedzenie jest znakomite, a swiezo zlowione ryby to niebo w gebie. Udaje mi sie nawet namowic zdeklarowane wegetarianki na zjedzenie, homara, krewetek i kalmara! Pycha! Nastepnego wieczora znow mamy sprobowac jakis owocow morza, ale widocznie jednak sila wyzsza postanawia uratowac wegetarianki od dalszych grzechow bo nasza restauracja jest pod golym niebiem (wiekszosc restauracji znajduje sie na plazy i niektore maja tylko grill bez "stalej miejscowki") i zaczyna sie urwanie chmury. Troche za wczesnie chyba na monsun. Pada przez prawie godzine, wiec wszyscy goscie tlocza sie pod jedyna w poblizu nie przeciekajaca strzecha, po chwili w wiosce pada prad, a my mamy okazje do integracji z ludzmi w tym 2 ma sympatycznymi Francuzami w wieku ok 50 lat. Rozmawiamy o tym jak nazywa sie Lotwa po Angielsku i francusku i jak zwykle iPod i Google przychodza z pomoca gdy brak pamieci i cywilizacji. (Lotwa - fr: Lethany). Wiekszosc restauracyjnych gosci martwi sie czy aby bambusowo -dyktowe chatki sa dobrze zabezpieczone przed deszczem, a pozatym my jestesmy strasznie glodne bo dlugo czekalysmy na jedzenie no a potem deszcz. W koncu ulewa troche ustaje, w barze przy naszym domku sa swieczki i nie przeciekajacy dach. No i udaje sie zamowic ekspresowo zupe warzywna i jakies drugie. Z niepokojem otwieramy domek! Hurra napadalo tylko w lazience a tam i tak generalnie tylko dziury w podlodze jako odplyw (poza wc). Dziewczyny ida spac, ja zostaje jeszcze chwile pogadac z lokalesami. Nad ranem mam dziwny sen, ze moj nos lize pies i ze spotykam bardzo znanego guru (choc jest to siwy mezczyzna w zachodnim strojum bez brody a nie z broda jak to zwykle guru, zawiniety w powloczyste biale lub pomaranczowe szaty) budze sie i czuje ze nos mam faktycznie mokry, ale po twarzy chyba przebiegla mi jaszczurka (wydaja takie charakterystycznie cwierki), drzwi sa zamkniete na zasuwke ale otwieraja sie, za nimi swit, wychodze na ganek rozgladam sie ale nikogo nie ma. Tego ranka czeka nas misja, musimy zmienic lot Lotyszek. Poniewaz jest to lot laczony z innym operatorem przez Dubai, juz w rozmowie telefonicznej z Air India zaczynaja sie problemy. Ja jako najbardziej obeznana z realiami i najszybciej mowiaca po angielsku, referuje dziewczynom po rosyjsku jak moge cala sytuacje (swoja droga mozg zaczyna mi sie lasowac od 3 dni non stop mowienia na zmiane po rosyjsku -lamanym, angielsku i pisaniu po polsku, ew rozmowiach na skype po polsku. Wiec to co wydaje sie proste ze pasazer ciagle leci tym samym samolotem, tylko wsiada w porcie miedzyladowania, nie jest takie proste bo to juz jest zupelnie inne polaczenie mimo ze ten sam lot i mimo ze bilety byly kupione osobno. Nie ma rady trzeba jechac osobiscie do biura Air India na Goa - 2 godziny taksowka, no ale dziewczyny wola to niz tluc sie 20 godzin z powrotem. Nie wiadomo czy sie uda. Pani w biurze stara sie byc bardzo pomocna, myslimy wiec o locie do Bangalore ale nie ma odpowiedniego polaczenia i tez by trzeba leciec dzien wczesniej. MOzna tez kupic nowy bilet na ten lot bo sa miejsca ale ona nie moze skasowac tego wykupionego lotu bo bilet wystawil agent. W koncu po godzinie okazuje sie ze jednak mozna dokonac podmiany ale bez transferu bagazu, ktory i tak by trzeba wziac recznie, i za doplata bardzo niewielka ok 30 dol od osoby. Hurra!! Bedzie weselej. Juz bardzo przyzwyczailam sie do Lotyszek, jedna ma 42 a druga 55 lat ale bardzo ciekawie nam sie rozmawia, jako ze i one maja bardzo burzliwe zyciorysy. Czuje ze na pewno jeszcze sie spotkamy. Po drodze zwiedzamy Panjim i Margao przynajmniej z okien samochodu. Niektore kobiety tutaj chodza w bluzkach i spodnicach do kolan - prawdziwa rewolucja jak na Indie. Nosza tez sukienki w stylu szmizjerek z rekawem, mlodsze nawet szorty! Wszyscy usmiechnieci i zyczliwi. Po drodze zatrzymujemy sie przy drodze zeby napic sie soku z trzciny cukrowej, robi sie go napedzana silnikiem spalinowym prasa w ktora wklada sie twarde kije trzciny i wciska sie odrobine limonki. Pycha, cukru dodawac nie trzeba:) Swoja droga ciekawe ze z czegos tak twardego mozna wycisnac sok. Tymczasem w Palolem przez kolejne dni poklosie deszczu, raz po raz wylaczaja prad bo nikt nie spodziewal sie takiej ulewy i nie zabezpieczono instalacji:). Wkrotce nasze slodkie dolce far niente dobiegnie konca. To tylko 5 dni ale wielki relaks po pobycie w prawdziwych Indiach (chociaz ja tydzien temu bylam w Varkali). Dziewczyny wyjezdzaja dzien wczesniej niz ja. Jeden dzien mam dla siebie, kupuje klapki, czytam ksiazki i poznaje mloda hinduske dziennikarke z Mumbaiu - no i prosze jest kolejna osoba zainteresowana pomoca przy filmie i informacjami na temat zycia kobiet w Indiach. A jutro.... Pociag 26 godzin do Delhi, ktore jakos nie za bardzo darze sympatia.... no ale przynajmniej bedzie baza wypadowa do Amritsaru i moze do Dharamsali, moze uda mi sie porzucic znowu duzy plecak i jechac w droge z tornistrem. Tymczasem zostaje mi ostatnich 200 stron ksiazki Shantaram, wciagajacej historii pewnego australijczyka ktory uciekl z wiezienia i zamieszkal w Indiach. Na kolacje pozegnanie z rybka, a rano po porannym plywaniu na dworzec do Margao. I adieu Palolem... bede tesknic.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Varkala

A wiec po spotkaniu z Guru i dojechaniu luksusowa taksowka ( bo ryksza kosztowala tyle samo a trzeba by wsychac smrod) na spolke ze znajoma pania doktor (lat 25) wyladowalam na dworcu kolejowym w Bangalore. Jako znany control freak upewnilam sie z ktorego peronu odjezdza moj pociag poczym udalam sie do przechowalni bagazu. Duzy plecak udalo mi sie po drodze podrzucic lotyszkom do szpitala i maja mi go potem podrzucic kiedy bedziemy razem jechac na polnoc. Juz troche sie denerwuje jak to bedzie z tymi biletami ktorych nie ma na pociag, ale potem zawsze na koncu sie okazuje ze sa. Z tymze wiadomo wole 50 godzin jechac pociagiem niz autobusem. Jest jescze samolot ale teraz Indie maja wakacje szkolne i ceny sa podobne cenom ktore zaplacilam za przelot z Turcji do Indii. Przy okazji dochodze do wniosku ze Indie traktuje sie czesto jako jeden homogeniczny kraj, a tutaj co stan to obyczaj, Goa to inny kraj, a poludnie takze jest bardziej wyluzowane , szczegolnie obszary przyplazowe przyzwyczajone do turystow. Miejscowi nosza sie w szortach i kitkach, kobiety jak zwykle zakryte. Ale i jezyki sa inne, i zmieniaja sie potrawy. Sama polska nazwa Indie jak i niemiecka, a pewnie i inne sugeruja wielosc. Indie w lokalnym jezyku nazywane sa Bharat anie Indyeea jak sugeruje slowniczek Lonely Planet. Bharat znaczy brat Boga Bramy. Nazwa pochodzi od Bharatvarsha, zas Bharat byl synem krola Dushyanta i jego zony Shakuntali. Juz przed brytyjczykami mimo roznorodnosci, indie istnialy jako calosc pod rzadami krola Samrata Ashok i obejmowaly prawie caly subkontynent indyjski jak rowniez i tereny Pakistanu, Bangladeszu oraz czesci krajow sasiadujacych takich jak Afganistan czy Nepal. Sama nazwa Indie ma pochodzenie greckie, Grecy zjawili sie tu ok 2500 lat temu.

Kilka godzin w Bangalore i od razu odczuc mozna bylo roznice miedzy tym a innymi miastami w Indiach. Ruch i smrod spalin taki sam jak wszedzie. Ale widac tez duzo innych Azjatow, Chinczykow czy Koreanczykow prawdopodobnie przyjezdzajacych do tej stolicy technologii, tak samo z reszta jak Bangalore eksportuje lub wypozycza swoich pracownikow do pracy w koncernach w Chinach, ktore to z koleji maja placowki w Indiach. Ludzie ubrani bardziej zachodnio, z tym ze panie Indianki mimo upalu w sweterkach z rekawem i dzinsach do kostek, mlodsze w t-shirtach. Oczywiscie nie wszystkie, dominuje jednak salwar kameez, czyli szerokie spodnie i kurta czyli koszula do kolana z rozcieciem na boku. Mezczyzni ubrani w 90% bardzo zachodnio. Widzialam tez 2 panie hinduski w rybaczkach (dlugosc 3/4), jedna w szortach do kolan (ale za to dluga bluzka), oraz panie z Korei i wschodniej azji ubrane bardzo skapo. Pozostaje mi wierzyc ze przyjezdzaja do pracy zwiazanej z technologia.

Najpierw odwiedzilam wiec ktory chyba pamieta lata 50te, ale za to z wyglansowanym marmurem, w ktorym znajduje sie biuro zarzadu koleji, w ktorym z koleji mozna dostac glejt zeby zwolnili miejsca z listy rezerwowej dla turystow na przyszly tydzien, na podroz z lotyszkami. Po wypelnieniu kolejnych formlarzy, pani za biurkiem, figurujaca na tle poteznego regalu z tysiacami segregatorow zapewnila ze mimo iz normalnie procedura powinna byc przeprowadzona w dniu odjazdu, postara sie to zalatwic od razu, z tym ze o wynikach dowiem sie i tak dopiero 3 godziny przed odjazdem, ale zapewnia ze mam 99% ze miejsca sie znajda. Gdyby Normalnie gdybym jechala sama nie bylo by problemu, mam ew, zaklepane opcje do spania, mam opcje autobusu, ale jakos glupio mi wobec pan lotyszek ze nie wiedza bidule do godz 18 czy jada o 20 35 czy nie. Wobec tego plan jest taki zeby w Varkali na 2 dni przed odjazdem sprobowac jeszcze raz kupic te bilety a najwyzej te zwrocic. Co jak co - przewaznie system kolejowy dziala bez zarzutu ale jakos nie trafia do mnie koncepcja "waiting list" gdzie dowiadujesz sie na 3 godz przed odjazdem czy jedziesz czy nie. (podobno chodzi tylko o bilety z puli naglej potrzeby.) Pozniej postanowilam udac sie do dzielnicy zakupowej, blisko parku, chcialam sie znalezc w jakims bezpiecznym miejscu, byc moze juz troche tesknie za zachodem, a moze jest to generalnie moja fobia przed chaosem duzych miast w Indiach. Dosc ze trafilam na kilka biurowcow, restauracje w naszym tego slowa znaczeniu, sklepy pumy, ispota, kawiarnie z wifi. Na poczatek wystarczy. Przemyslawszy zakup ipoda - i jednak z niego zrezgynowawszy gdyz uswiadomilam sobie ze mam za to calkiem niezle zwiedzanie w tajlandii, odczulam jednak pewien dysonans. Nawet teraz piszac te slowa, siedze 20 m od plazy juz 3 godziny usilujac cos splodzic i denerwuje sie tym faktem ze zamiast spokojnie odpoczywac ogladam ekran komputera. No coz jakos to przeboleje. Moze. Przeslam sie jeszcze paroma ulicami i udalo mi sie kupic pedzel do aparatu z dmuchawka - nie znam nazwy profesjonalnej. Moze zdjecia beda chcociaz troche czystsze choc sadze ze obiektyw w srodku juz zassal tony pylu, takze zdjecia sa w ciapki. Tutaj wszystkie monitory, komorki itp pakowane sa w specjalne plastikowe kondomy zeby chociaz troche dluzej wytrzymaly wciskajacy sie bardzo pyl. W dniu ktorym opuszczalam Bangalore oczywiscie byl polfinalowy mecz krykieta -ktorym tu wszyszcy bardzo sie pasjonuja. Pociag stal wiec na peronie, obok pociagu tlum ludzi przy telewizorze, wiekszosc stala dotykajac wagonu reka, jakby w razie gdyby pociag mial ruszyc mogli go przytrzymac. A tak naprawde dotykanie pociagu znaczy ze sie do niego wsiada i pan z choragiewkami ma sie wstrzymac. Pociagi sa przewaznie dlugasne wiec ruszaja bardzo powoli - stad tez jak pisalam w przygodzie z okularami nawet gdy ten ruszy mozna jeszcze bez wysilku do niego wskoczyc. Tym razem czekal mnie prawdziwy rarytas 15 godzin w prawdziym general sleeper. Czyli najnizsza klasa sypialnego. Prawde mowiac czysciej niz u nas w tzw. rzezniach. Zwlaszcza toalety. Smierdza to fakt, ale poza nielicznymi przypadkami sa mniej obsikane itp niz polskie. Inna sprawa ze tu wszystko leci na tory, lacznie ze smieciami przez okna. Nawet wiec jesli jakas czesc indii jest "relatywnie"czysta to przewaznie tory uslane sa setkami kubeczkow paierowych po czaju, zawiniatkach po ryzu, czekoladkach, czipsach etc. Powiedziawszy to dochodze jednak do wniosku ze na poludniu tory sa jednak mniej zasmiecone ( a moze nawet regularnie je czyszcza??) , a wokol torow sa biedne lecz schludne chatki, czesto ocienione jakimis palmami i bananowcami, ktore to rosliny wygladaja chaotycznie ale daja przyjemny cien, a pozatym taka jest juz uroda plantacji ze wygladaja jak niezly pieprznik, bo jedne rosliny daja cien innym lub zyja w symbiozie z drugimi.

Klasa general sleeper to 3 lozka nad soba i 3 po przeciwnej stronie przyklejone prostopadle do okna i na przeciw tej 6tki przedzielone przejsciem 2 lozka nad soba wzdluz sciany pociagu. W ciagu dnia srodkowe siedzenie jest skladane i sypialnym podrozuje sie jak normalnym. Jesli chce sie pospac lub polezec, najlepiej wyladowac na gorze, chociaz z koleji jak sie chce posiedziec to tez jestsie uzaleznionym od innych. Roznica miedzy klasa 3 jest taka ze lozka tutaj sa wezsze no i tam jakos wyglada troszk ebardziej domyto. Noc byla goraca ale na szczescie bez wiatrakow bo te burcza a w dodatku w taki gorac niewiele pomagaja a przewaznie wieja w jedno miejsce np. w nerke lub szyje i mozna wyjsc niezle polamanym. Na sniadanie oczywiscie czaj, idli (rodzaj nieslodkiego, tlustego paczka, i dosa lub ciastko ryzowe (miekkie) z sosem garam w torebce plastoikowej zasuplanej wygladajacym jak rzygowiny noworodka. Wole w misce bo mniej mi sie przewraca w zoladku. Do 4tej jakos zeszlo. Potem zrobilo sie b. goraco ale jeszcze 2-3 godzinki pol snu udalo sie wyciagnac. Bylam na gornej pryczy, a tam na dole rodzina, babcia (co butow nigdy nie zaznala), mama, corka (przesliczna egzotyczna uroda, poldlugie wlosy, ubrana jak pilkarz (brawo!) z ksiazka do matematyki, lat 13, oraz psotnik synek wulkan energii. Niestety rano byly jakies roszady i na dolnym miejscu do siedzenia dla mnie usiadl jakis jegomosc z laptopem a mnie juz odlezyny jely wystepowac wiec bilam sie z mysla coby go wyprosic. W koncu przesiadl sie sam ale na jego miejsce siadla jakas pani co to chyba z nasza mama byla zaznajomiona. Poszlam popatrzec co tam w sekcji umywalkowo toaletowej (na laczeniu wagonow) jako ze tam jak i wsrodku sa drzwi z dwoch stron, czesto otwarte i mozna si etroche powietrzyc. Postalam chwile poczym zebralam sily zeby pania przeprosic. Bylo okolo 10 jescze nawet nie dotarlismy do Cochi ale juz robilo sie niemilosiernie goraco, postanowilam wiec jakos bardziej zadomowic sie przy drzwiach. I to byl strzal w 10! 4,5 godziny na stopniu w otwartych drzwiach z aparatem w reku, duzo ludzi siedzi tak i jakos nikt nie zwraca na to uwagi. Bardzo milo tez ze ludzie na zewnatrz pociagu przyjaznie do mnie machali - ach to jednak poludnie! Krajobraz zrobil sie niemozliwie zielony, ze strzelajacymi palmami roznych odmian, gesta trawa i bog wie jeszcze jakimi roslinami ktorych nie znam. Po drodze pojawily sie tez kapliczki z maryjami i jezusami. I tak jak jak na ciezarowkach hinduistiw wymalowani sa bogowie hinduizmu tak i katolickie ciezarowki tryskaja feeria barw i wzorow oraz swietych wizerunkow. Mnostwo rzeczek, jezior, bagienek i wielce kolorowe domki. Czas zlecial blyskawicznie. Najgorsze byly ostatnie 2 godziny o ktore pociag spoznil sie a ktore ja spedzilam gotowa do wyjscia w swojej przegrodce, z sympatycznym panem i jego siostra z Tamil Nadu ktorzy zachecili mnie do zjedzenia obiadu sprzedawanego przez jednego z food wallach. W bialy papier zwinietyc byl ryz z ostrymi piklami, a sosy tradycyjnie w plastikowych woreczkach do nalania na wierzch. I chwala bogu, bo bym dotarla na miejsce glodna i nie myslala o znalezieniu rozsadnego lokum. Niewiedzialam gdzie jest moja stacja, a pan sasad podrozny tez nie wiedzial dokladnie wiec siedzialam jak na szpilkach. Juz na miejscu jakos nie bylo problemu z taksowka ani cena czy oszukiwaniem, piekny bialy ambasador za 70 rupii zawiozl mnie na poczatek klifu w Varkali. Varkala ma dwa oblicza. Jedno to zwykle keralanskie miasteczko ok 3 km od plazy i tutaj zycie toczy sie bardzo indyjsko, choc czuc spora swobode. Oraz mini miasteczko nad samym klifem, gdzie znajduja sie wszystkie hoteliki, pensjonaty, restauracje, kafejki internetowe, masaze, sklepiki, oraz ponizej oczywiscie sama plaza. Temperatura powietrza to okolo 36 C w cieniu. Za to na polnocy okolo 20 stopni:) Po zwyklej asfaltowej drodze nie da sie przejsc nawet pol kilometra miedzy 12 a 15 lecz tutaj nad plaza przyjemna bryza chlodzi nielicznych juz o tej porze roku czytelnikow w kafejkach, czy plazowiczow na plazy. De fakto na dole wiatr i uksztaltowanie terenu powoduja ze plywanie jest tu w zasadzie niemozliwe, i lepiej trzymac sie blisko stanowisk ratownikow. Tam gdzie woda jest po kolana za pol minuty moze miec 4 metry gdy zblizy sie fala, tak wiec wiekszosc ludzi stoji i podskakuje przy falach, albo surfuje wplaw wraz z przelamujaca sie fala. NIektorzy uzywaja tez boogie boards czyli takich desek surfingowych na ktorych si eplywa na brzuchu. Sa parasole i frisbee, ale teraz na calej plazy jest moze 200 osob, patrzac na ilosc stolikow w restauracjach i bogata oferte uslug oraz sklepikow scisnietych na tak malej powierzchni moge sobie wyobrazic jakie moze tu byc zatrzesienie turystow. Tymczasem ja rozkoszuje sie wieczornymi swiezo polawianymi rybami, masazem ajurwedyjskim oraz bajecznie tanimi i smacznymi owocami ktore sobie na gazetce podjadam. Ananasy, arbuzy, mango wszystko tanie i dojrzale na sloncu coza radosc po tych wszystkich curry, plackach i kiczirilri (czyli packac kaszowo ryzowych - bardzo zdrowych i zostrymi przyprawami wiec nie tak mdlych jak w polsce, ale jednak mdlosci u mnie powodujacych). Pierwszej nocy nieco podjadly mnie komary ale jedna pani co tu jest juz 2 miesiace powiedziala mi ze moge upomniec sie o siatke na moskity. I to mam piekna siatke nad lozkiem co niemalo dwum panom zadala trudu zeby ja zamocowac, bo i gwozdzie trzeba bylo wbic, a jeden za niski byl, a i pod dobrym katem. Ale udalo sie. I spie jak dziecko, i jak dziecko sie czuje w tym kokonie co jak kojec otacza lozko, ani jednego bzykniecia od tamtej pory. Oprocz tego po ashramie rowniez spie jak babcia - o 21szej juz robie sie senna, i mimo ze staram sie jakos szukac przygod to ich nieznajduje wiec chodze sobie wczesnie spac, a rano lekka joga na plazy do wtoru biegaczy i pilkarzy. Potem jest juz za goraco i najbardziej wytrwale kaski tylko smaza sie w samo poludnie (wlosi i francusi) sytaucja zmienia sie po 15 wtedy znowu wiekszy ruch na plazy a ok 17 wiekszosc spaceruje lub udaje sie do knajpek, gdzie owoce morza, koncerty, scrabble, filmy no i wczoraj: final krykieta! Coz to za pasja, 7 godzin meczu, no ale dobrze ostatecznie to byl final India Sri Lanka, jakos nie dalam sie skusic cena piwa (spod lady w kubku na herbate) ani niczym zeby zostac a nawet w najbardziej trendy tutaj klubiku tez dominowal krykiet. Spacerkiem do pokoju wrocilam a podrodze jak zwykle sprzedawcy hello my friend, look my shop, ale z mniejszym entuzjazmem bo do krykieta chcieli wracac i w sumie najwazniejsze dla nich bylo zapytac czy popieram Indie. Polozylam sie spac i przysnelam, gdy fajerwerki i wrzaski radosne prawie rozerwaly pierze w mej poduszce. India mistrzem swiata! Kolejny powod do dumy po tym jak w 2008 mistrzem swiata w szachach zostal hindus! Oby tylko zmienil sie stosunek do kobiet, wiecej szancunku, mniej podmiotowosci, choc chyba tu na poludniu jest troche inaczej, takze ludzie nie wstydza sie corek (1100 kobiet na 1000 mezczyzn - a na polnocy odwrotnie). Moja znajoma ze srodkowych indii opowiedziala mi ze jest adoptowana bo urodzila sie dziewczynka, a sama pracujac w szpitalu codzien ma do czynienia z przypadkami gdy kobiety rodza dziewczynki i po 2 godzinach bez slowa uciekaja ze szpitala porzucajac dzieci. Ona sama miala duzo szczescia bo choc rodzina ktora ja przygarnela (spowinowacona z biologiczna rodzina) miala juz 5cioro dzieci, a rodzice byli duzo gorzej sytuowani od biologicznych oraz byli analafabetami, kochali ja jak swoja i wyksztalcili ja bardzo dobrze. Wiele jeszcze musi sie w Indiach zmienic, choc jest to inna kultura i bedzie ciezko. Nie mozna przeciez jednoznacznie uznawac ze zachodnie to lepsze, ale traktowac kobiete wylacznie jak sluzaca lub matke do rodzenia dzieci to jdnak przesada. Kroluja tu rozne randki internetowe na ktorych jednach wiekszosc ogloszen daja rodzice, ktorych obowiazkiem jest wydac corke za maz, a dla syna znalezc matke dzieci. Malzenstwa z milosci pozostaja jednak (moze poza Bombajem i Bangalore) wielka rzadkoscia. Koncze bo nie moge juz patrzec na monitor.