poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Goa Delhi
Zupelnie niespodziewanie za namowa znajomego, zamiast w ulubionym Mumbaju (gdzie mialam obejrzec slynne schody na ktorych pol miasta robi pranie), znalazlam sie w znienawidzonym Delhi. Pisze "znienawidzonym" bo jakos kiedy wyladowalam tutaj pierwszy raz, niespecjalnie spodobala mi sie atmosfera tego chaotycznego miasta. Oczywiscie cieszylam sie ze jestem w Indiach, ale miasto wydalo mi sie zbyt przytlaczajace, zbyt duze i zbyt "eklektyczne". Byc moze byl to tez troche szok kulturowy - pierwszy raz w Indiach i do tego od razu w Delhi. Nie dziwi mnie za tem ze niektorzy podroznicy, ktorych spotkalam albo omijali Delhi, albo od razu po wyladowaniu gnali na pociag czy autobus - byleby tylko jak najdalej od doprowadzajacych do szalu tlumow, szalonych kierowcow ( po 6 w szeregu na 3 pasmowej drodze), wszelkiej masci zebrakow i bogaczy w jednym miejscu. Tak jak pisalam wczesniej, mnie osobiscie bardzo podoba sie Bombaj - poniewaz okazal sie tym wszystkim czym mialo sie okazac niespokojne Delhi. Oczywiscie Bombaj tez nie jest spokojny, ale jak to wszedzie, a tym bardziej w Indiach wszystko ma swoja gradacje - tutaj oczywiscie oscylujaca w gornych granicach. Np. "zatloczony", "halasliwy" w odniesieniu do jakichkolwiek standardow dawno wykroczylyby poza skale, zas sytuacje odczuwane jako "mniejszy ruch uliczny" czy "spokojniejszy" mimo ze w Indiach czynia ogromna roznice, sadze ze dalej bylyby poza ta skala:). Sadze jednak ze teraz kiedy juz wchlonelam Indie w siebie, kiedy poznalam ludzi, ich serdecznosc i otwartosc, to mimo ogromnej roznicy kulturowej bedzie mi latwiej odnalezc sie takze i w Delhi. Pociag z Margao na Goa jedzie do Delhi zaledwie 26 godzin, Tym razem byl to Radjani Express, klasa 3AC, okna za przyciemniona gruba szyba przez ktora malo co widac (i dlategi podroze w gorszych klasach tez maja swoje zalety, zalezy od trasy i ilosci bagazu na ktory trzeba miec oko). W pociagach Indyjskich w zasadzie slowo ekspress nie ma wiekszego znaczenia, prawie wszystkie pociagi to express albo super fast a i tak okazuje sie ze maja tempo osobowych, nie wyobrazam sobie jak wobec tego moze wygladac jazda local train. Chociaz przepraszam, bylam w kilku local trains i jechaly one wolno, tylko tyle ze nie laczyly tak odleglych miejscowosci, najdluzsza trasa to moze 2 -4 godziny i do 300 km maksymalnie. Chociaz pociagi normalnie sie spozniaja to czasem zdarza sie ze pomiedzy wiekszymi miejscowosciami przyjada wczesniej. Czasem nawet do godziny co tez mi sie zdarzylo i nie zawsze jest wygodne kiedy ma sie gdzies byc na 7 rano, i jest sie umowionym z kims z couchsurfingu a pociag przyjezdza o 6 rano i jakos nie bardzo wypada budzic tej osoby o godzine wczesniej. Przynajmniej ja mam takie przekonanie, moze inni robia inaczej. W kazdym razie jesli w Indiach chce sie pociagiem podrozowac troche szybciej, z naciskiem na "troche" wtedy liczy sie nazwa Shatabdi lub Radjhani. To takie odpowiedniki naszych intercity - choc i nasze intercity z biegiem czasu zaczely tracic na znaczeniu jako polaczenia miast i zatrzymywac sie a to we Wloszczowej ( w drodze do krakowa) a to w kutnie ( w drodze do Poznania) do ktorych to miejscowosci, zeby nie bylo, absolutnie nic nie mam, tylko ze wtedy to juz nie ma z intercity nic wspolnego. Nota bene nazwa intercity tez w Indiach funkcjonuje ale jak wszystko oznacza zupelnie inny rodzaj pociagu. Zwlaszcza pociagi Shatabdi sa znacznie szybsze, a w Radjani zamiast swojskich wallach ze wszelkimi przekaskami kroluje instytucja "meals on wheels" (posilki na kolach) czyli taki nasz wars z dostawa na kolana na plastikowej tacce wiec moze powinna nosic nazwe posilki na kolanach. Z urzedu karmia pasazerow 5 razy dziennie, lunch, podwieczorek, kolacja, sniadanie, przegryzka. Nie jest to jakos szczegolnie wybitne ( poza curry z ryzem i saszetka ze swiezymi plastrami warzyw) ale w miare zjadliwe, a na deser po lunchu daja nawet lody. Do tego kazdy pasazer dostaje przydzial 2 butelek wody na dobe. Nie jest zle. W pociagu poniewaz to klasa AC (air condition) jest dosc zimno, a ja na tych wszystkich plazach przyzwyczailam sie do upalow, nie ma zbyt duzej wilgoci (choc tutaj to znow relatywizm) i mozna jakos spokojnie przetrwac byle nie chodzic po asfalcie o godzinie 14tej. Usiadlam zatem na swoim miejscu, troche rozrzewniona pozegnaniem z domkiem na plazy i westchnieniem sygnalizujacym ze znow rozpoczela sie ciezka praca czyli podrozowanie. Moze to moj polski charakter daje o sobie znac, bo jakos zawsze tak sie to objawia ze o ile z niecierpliwoscia i radoscia czekam na zmiany, to jesli znow trzeba wlozyc w cos troche wysilku (nawet jesli to przyjemny wysilek) to mysle sobie na poczatku " o nie znowu". Tak jak na naszych wyprawach rowerowych codzien rano wstaje, skladam namiot, wsiadam na rower i przez pierwszych 10-20 km slysze w glowie "o nie, znowu trzeba pedalowac", tak i tutaj wsiadlwszy do pociagu pomyslalam: "o nie, znowu Indie". Za chwile jednak wszystko wraca do normy, mozna rozejrzec dookola, obserwowac jak ludzie tlocza sie na peronie, miedzy nimi sprzedawcy, jak wchodzacy do pociagu ludzie sadowia sie, ukladaja bagaze. W pociagach przedzialow w polskim tego slowa znaczeniu nie ma. Tzn. sa "przedzialy" a nie osobne "pokoje". Dajmy na to po prawej stronie jest korytarz ale nie przy samym oknie bo przy samych oknach sa lezanko-siedzenia, ciagnace sie rownloegle do sciany wagonu, po lewej jest taka jakby wneka, czyli przedzial gdzie prostopadle do lewego okna, sa 2 lub 3 koje i na przeciwko znow to samo i za nimi scianka, drzwi nie ma sa zaslonki. Czyli przekladajac na polskie realia to by bylo tak jakby te wszystkie szkla, i drzwi usunac i jeszcze na przeciwko przedzialu przy oknie wstawic 2 lozka nad soba. Bardziej to przypomina rosyjskie czy ukrainskie wagony, choc tam w lepszych klasach sa drzwi. Mam zreszta wrazenie ze te indyjskie wagony podobnie jak rosyjskie sa duzo wieksze, albo po prostu u nas nie umieja gospodarowac przestrzenia. Wracajac zatem do mojej przegrodki: na przeciwko mnie rodzina z 2ka dzieci, w tym jedno dosc male bobo, spodziewam sie wiec ze maja wykupione 2 miejscowki bo siedza w 4 osoby na 3 miejscach plus jeszcze jeden pan siedzi jednym poldupkiem na tej samej lawie przy samym przejsciu. No i daja tez posciel mimo ze klasa 3-cia, a wiec co Radjani to to Radjani. No, no. Za chwile przysiada sie sympatyczna dziewczyna - na oko lat dwadziescia kilka. Cel podrozy ten sam: stacja Hazrat Nizzamudin, czyli dla nie wtajemniczonych jeden z wielu dworcow w Delhi. Ale jednak pannica ma lat zaledwie 19cie (ciagle trudno mi jeszcze oceniac wiek Hindusow) Pochodzi ze stanu Uttar Pradesh, w ktorym znajduja sie tak znane miejsca jak: taj mahal, varanasi, czy Kushinagar miejsce smierci gautamy buddy, nieformalnie jednak czesc UP lezy praktycznie w grniacach Delhi i jest polaczona z nim metrem) Mnie tym czasem bardziej fascynuje fakt iz UP (swojsko nazywany tutaj "JUPI", a dawniej united provinces, zywy dowod na to jak skrot daje sie zaadaptowac do zmieniajacej sie rzeczywistosci) jest najbardziej zaludnionym, choc wcale nie takim duzym stanem w Indiach. Indie plasuja sie na 2 miejscu pod wzgledem zaludnienia i w ciagu najblizszych 10-15 lat maja wyprzedzic Chiny. Niektorzy twierdza ze to juz nastapilo a oficjalny spis ludnosci, ktory odbyl sie w Indiach w zeszlym roku, pominal pewne grupy ludzi. W stanie Uttar Pradesh liczba ludnosci wynosi zas tyle co w piatej pod wzgledem populacji na swiecie Brazylii. Wracajac jednak do owej dziewczyny, to powiedziala mi ze mieszka na Goa, wraz z ojcem wojskowym ktory jest tam wraz z cala rodzina skoszarowany. Do Delhi jedzie na egzamin wstepny bo chcialaby zostac inzynierem. Siedzimy wiec tak z ta uprzednio wspomniana rodzina z 2ka dzieci, my dwie i jeszcze dwoch innych panow, ale widze ze cos jej nie swojo. W koncu wyznaje ze nie czuje sie komfortowo, bo tylu tu mezczyzn, i ze jej ojciec tez jest w tym pociagu, tylko w wagonie obok. No wiec chcial, nie chcial zaproponowalam zamiane, jako ze pan ojciec przyszedl i doniosl ze ma miejsce analogiczne do mojego (na dole wiec nie musze z noga sie wspinac) i ze sa tam bardzo mili ludzie. Mili ludzie okazali sie 7mka wyjatkowo roslych mezczyzn kazdy z pistoletem pod koszula. A wiec zamienil stryjek siekierke na barierke. Obok na lozkach przy naszej przegrodce uplasowal sie ojciec z 2 ka dzieci - mysle wiec moze panowie przy ojcu z dziecmi strzelac nie beda. Reszta rodziny tegoz ojca czyli jedna corka i matka byly 2 przegrodki dalej (widac ze system rezerwacji dziala tak samo jak polski - choc mysle sobie ze moze nawet troche lepiej.) Po wejsciu z upalu do pociagu i zaraz po lunchu, gdy pociag troche pobujal, panowie z pistoletami od razu zabrali sie za rozkladanie kuszet. Myslalam ze moze wysiadaja gdzies wczesniej i po prostu musza sie wyspac (jak to sie czesto zdarza gdy ktos wysiada na stacji o 3 nad ranem), ale sama po chwili siedzenia z pelnym brzuchem i w chlodzie zrobilam sie senna, zapadlismy wiec w zbiorowa drzemke. Gdy sie obudzilam 4 panow czytal ksiazke z pistoletem i mezczyzna w kapeluszu, albo w samochodzie, albo skradajacymi sie osobami na okladce - zapewne lokalne kryminaly. Obok nich jeden siedzia z duza torebka paan na kolanach. Taka wersja jak nasze duze gumy do zucia, po co kupowac mala paczke jak mozna kupic cale torbisko. Nie wiem czy juz o tym pisalam, bo czas przy komputerze mam tutaj ograniczony i nie zawsze udaje mi sie sprawdzic jakie tematy juz byly na tapecie, ale paan to tutaj cos pomiedzy srodkiem na trawienie a papierosem. Mam tu na mysli funkcje zdrowotna, spoleczna i nawykowa. Pan w wersji podstawowej to specjalny orzech (areka) z lisciem betelu oraz proszek wapniowy, ktory teoretycznie zuje sie razem zaraz po posilku. Po wlozeniu owej mieszanki do jamy gebowej jezyk lekko dretwieje a policzki zaczynaja szczypac. Nastepnie nalezy zaczac obficie pluc - przy czym w ustach podczas zucia zachodzi reakcja chemiczna w zwiazku z czym pluje sie na czerwono/bordowo. Duze ilosci paanu bardzo niszcza zeby, a przynajmniej bardzo je barwia na ciemny braz, zas na ulicach i niejednokrotnie w rogach budynku, przy scianach, kraweznickach widac czerwone zacieki i kleksy. Plucie jest tutaj sportem narodowym, i z trudem przychodzi oduczenie ludzi plucia w autobusach, metrze czy pociagu, mimo licznych nalepek, kar itp. Zreszta nie dziwota, powietrze w miastach jest brudne a poza miastami zazwyczaj pelne pylu, ze swojskie "krchhhhhhhhhhtooooooput, plaf" slychac wszedzie, i egalitarnie wsrod kobiet, mezczyzn i dzieci, nawet jesli nie zuja paanu. Niektorzy od paanu uzalezniaja sie tak od tytoniu. Normalnie to swiezy lisc i orzech i odrobina pasty wapniowej ktora palcem wydobywa sie ze sloiczka, ale w wersji komercyjnej wszystko jest suszone i przgotowane do zucia w malej paczuszce 1 x 2 cm ze skladnikami lekko rozdronionymi, lub w duzej "hurtowej" wersji. W tradycji zucie orzecha arekowego i liscia betelu jest zwyczajem weselnym, takim jak nasze witanie chlebem i sola. Wracajac jednak do naszego pana z pistoletem, sadzac po zebach nie byl chyba zbytnio uzalezniony od tego przysmaku, choc brakowalo mu lewej gornej czworki. Pozatym wygladal jak myslaca hinduska wersja Schwarzeneggera o myslacej twarzy, i lagodnych migdalowych oczach, ostrzyzony prawie na zero. Pisze "myslaca" bo madre oczy i inteligentna twarz zawsze zdradza czlowieka przenikliwego. Moze jest to swojego rodzaju rasizm ale u ludzi wszelkich ras mozna po twarzy (sposobie napiecia miesni) i wzroku rozpoznac inteligencje - lub jej brak - czyli wzrok neandertalczyka. Panowie okazali sie tajna jednostka specjalna wojska. Kazdy z nich mial kompletnie inny typ urody, mimo ze wszyscy byli bardzo dorodni - zwlaszcza jak na Indyjskie warunki, sugerujacy ze kazdy pochodzi z innego regionu Indii. I tak wlasnie bylo - tworzyli jednak wspolna mini jednostke, stacjonujaca w Delhi a pan zujacy paan byl ich nieformalnym przywodca. Wyjasnil mi ze maja ten sam stopien ale on jest jakby "team leaderem". Rozmowa zaczela sie kiedy zabraklo lyzeczki do herbaty, a ja wyjelam swoj noz w ktorym jest wszystko, a nastepnie z gracja zaprezentowalam wyciskanie z woreczka do herbaty ostatniej kropli przy pomocy lyzeczki i nitki z owego woreczka czym wprawilam panow w oslupienie bo nikt tego manewru powtorzyc nie umial. Mimo ze dosc slabo mowili po angielsku udalo nam sie porozmawiac na rozne tematy od krykieta po upaniszady no i oczywiscie o wrazenia z Indii. Hindusi zawsze pytaja pytaja cudzoziemcow o kraj, "dobre imie" (what is your good name?) i o zawod. Ja akurat uznalam ze na podroz po Indiach zawod nauczyciel bedzie odpowiedni dla mnie. Bo przeciez tak na prawde nie mam zawodu i nie czuje sie zadnym zawodem. Niektorzy lubia identyfikowac sie zyciowo poprzez identyfikacje z praca, zawodem przynaleznoscia, to im daje poczucie bezpieczenstwa i latwosc klasyfikacji. Czesto pada tez pytanie " Jak sie podobaja Indie?". Pan filozof silacz od razu przyznal mi racje ze to kraj bardzo wielu kultur mimo ze czesto traktuje sie go jednolity twor. Przyznal sie tez ze lubi myslec o ludziach i o kulturze. Chetnie napisalby ksiazke ale niestety w tajnych sluzbacz nie wolno niczego publikowac, nawet kilka lat po skonczeniu pracy. Dla niego (i ja sie z tym zgadzam) Indie sa takim magicznym pudelkiem, kapeluszem iluzjonisty, wkladasz reke i mozesz wyciagnac doslownie wszystko. I po takim doswiadczeniu malo co cie dziwi. Supernowoczesne technologie i zacofane wioski, bogata kultura, szybki rozwoj i bieda, zebracy i plemiona koczownicze, sadhu, guru, medytacje i kluby nocne. Gra w krykieta zadomowila sie w wiekszosci krajow kolonizowanych przez Wielka Brytanie, przez hindusow jednak zostala ukochana szczegolnie. Jeden mecz trwa 7 godzin i idealnie pasuje do tutajszej mentalnosci. Hindusi sa filozoficznie nastawieni do zycia i lubia sie nie spieszyc. Poza tym w Indiach jest dosc goraco i kazda inna dyscyplina sportu (nawet lekka atletyka) jest zbyt wyczerpujaca. To prawda ze kiedys hokej (na trawie) byl narodowa dyscyplina, ale teraz rzadzi krykiet choc jest (a moze dlatego) mniej dynamiczny. Do tego aby duzo biegac czy trenowac potrzebny jest chlodniejszy klimat, Takze po to by moc wiecej jesc - zdaniem pana Zolnierza-Filozofa potrzebna jest chlodniejsza temperatura. Czasem zdarzy sie jakis wybitny sportowiec - ale najczesciej z polnocy - miedzy innymi wlasnie na klimat. A ja jeszcze zauwazylam ze ludzie z polnocu, zwlaszcza z Punjabu sa jacys wieksi, roslejsi - maja wiec wiekszy potencjal by konkurowac w zagranicznych zawodach. Rozmawialismy tez o kulturze, o pojmowaniu czasu, o tym ze teraz zyjemy w czasach Kali Yuga - czyli czasu maszyn i technologii, ale ze ludzka kutura i cywilizacja kiedy tylko zbliza sie do poziomu boskiego - tak jak to bylo w cywilacji chinskiej i azteckiej czy egipskiej a potem nastepuje jej upadek i wszystko zaczyna sie poniekad od nowa. Czas zatem jest cykliczny a czlowiek mimo ze wyobraza sobie siebie w roli boga w koncu popada w pyche, i przestaje widziec czynniki zewnetrzne takie jak natura od ktorej jest zalezny i cywilizacja upada bo np. wyczerpal sie zapas wody, wyrabano las itp. To samo powtarza sie w cywilzacjach zaawansowanych. Dumni jestesmy z elektrycznosci, elektroniki, zasilania jadrowego ale widac jak to wszystko jest zludne. Rozmawialismy tez o sytuacji kobiet, i jak zwykle kiedy rozmawia sie mezczyznami w Indiach, oni twierdza ze kobiety maja bardzo duzy wplyw na rzeczywistosc. Poniekad to prawda ze obowiazuje zasada ze mezczyzna jest glowa rodziny a kobieta szyja, ktora ta glowa kreci. Ale mezczyzni na pierwszy rzut oka nie zdaja sobie sprawy jak ogolnie spolecznie w indiach tolerowana jest przemoc wobec kobiet, jak zle sa traktowane w zyciu codziennym. Podczas kiedy gdy rozmaiwam z kobietami od razu czuje sie jak dotkniete sa malymi niesprawiedliwosciami. Wiec gdy po chwili zaczelam wymieniac sytuacje o ktorych opowiadaly mi hinduski panowie zaczeli kiwac glowami na boki na znak potwierdzenia. Potem Pan Zolnierz filozof opowiedzial mi o tym jak madrosci wedyjskie zostaly zepchniete troche na bok przez upaniszady ktorepowstały jako główny przejaw reformy religii aryjskiej w nurcie potrzeby nowego rozumienia świata i niestety jak kolejne interpratecje (np koranu czy innych tekstow religijnych) zaczely redukowac role kobiet, sugerujac takze ich nieczystosc. Przed tem w Indiach jak na zadnym innym kontynencie kobiety graly tez na bebnach podczas rytualow religijnych, a w ksiegach wedyjskich zapisane jest wiele madrosci znanuych we wspolczesnym swiecie zachodnim jako niedawne odkrycia. Mowa jest o atomie, lotach w kosmos, czy tez bardzo zaawansowanej matematyce. Na koniec jeszcze dowiedzialam sie kto to byl Hazrat Nizzamudin Aulya - swiety suficki ktory podkreslal role milosci w jednoczeniu sie z Bogiem i dazeniu do Boga. Pan zolnierz filozof na koniec jeszcze zabawil nas antygrawitacyjnymi sztuczkami z zapalek i czas bylo wysiadac juz z pociagu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz