A wiec po spotkaniu z Guru i dojechaniu luksusowa taksowka ( bo ryksza kosztowala tyle samo a trzeba by wsychac smrod) na spolke ze znajoma pania doktor (lat 25) wyladowalam na dworcu kolejowym w Bangalore. Jako znany control freak upewnilam sie z ktorego peronu odjezdza moj pociag poczym udalam sie do przechowalni bagazu. Duzy plecak udalo mi sie po drodze podrzucic lotyszkom do szpitala i maja mi go potem podrzucic kiedy bedziemy razem jechac na polnoc. Juz troche sie denerwuje jak to bedzie z tymi biletami ktorych nie ma na pociag, ale potem zawsze na koncu sie okazuje ze sa. Z tymze wiadomo wole 50 godzin jechac pociagiem niz autobusem. Jest jescze samolot ale teraz Indie maja wakacje szkolne i ceny sa podobne cenom ktore zaplacilam za przelot z Turcji do Indii. Przy okazji dochodze do wniosku ze Indie traktuje sie czesto jako jeden homogeniczny kraj, a tutaj co stan to obyczaj, Goa to inny kraj, a poludnie takze jest bardziej wyluzowane , szczegolnie obszary przyplazowe przyzwyczajone do turystow. Miejscowi nosza sie w szortach i kitkach, kobiety jak zwykle zakryte. Ale i jezyki sa inne, i zmieniaja sie potrawy. Sama polska nazwa Indie jak i niemiecka, a pewnie i inne sugeruja wielosc. Indie w lokalnym jezyku nazywane sa Bharat anie Indyeea jak sugeruje slowniczek Lonely Planet. Bharat znaczy brat Boga Bramy. Nazwa pochodzi od Bharatvarsha, zas Bharat byl synem krola Dushyanta i jego zony Shakuntali. Juz przed brytyjczykami mimo roznorodnosci, indie istnialy jako calosc pod rzadami krola Samrata Ashok i obejmowaly prawie caly subkontynent indyjski jak rowniez i tereny Pakistanu, Bangladeszu oraz czesci krajow sasiadujacych takich jak Afganistan czy Nepal. Sama nazwa Indie ma pochodzenie greckie, Grecy zjawili sie tu ok 2500 lat temu.
Kilka godzin w Bangalore i od razu odczuc mozna bylo roznice miedzy tym a innymi miastami w Indiach. Ruch i smrod spalin taki sam jak wszedzie. Ale widac tez duzo innych Azjatow, Chinczykow czy Koreanczykow prawdopodobnie przyjezdzajacych do tej stolicy technologii, tak samo z reszta jak Bangalore eksportuje lub wypozycza swoich pracownikow do pracy w koncernach w Chinach, ktore to z koleji maja placowki w Indiach. Ludzie ubrani bardziej zachodnio, z tym ze panie Indianki mimo upalu w sweterkach z rekawem i dzinsach do kostek, mlodsze w t-shirtach. Oczywiscie nie wszystkie, dominuje jednak salwar kameez, czyli szerokie spodnie i kurta czyli koszula do kolana z rozcieciem na boku. Mezczyzni ubrani w 90% bardzo zachodnio. Widzialam tez 2 panie hinduski w rybaczkach (dlugosc 3/4), jedna w szortach do kolan (ale za to dluga bluzka), oraz panie z Korei i wschodniej azji ubrane bardzo skapo. Pozostaje mi wierzyc ze przyjezdzaja do pracy zwiazanej z technologia.
Najpierw odwiedzilam wiec ktory chyba pamieta lata 50te, ale za to z wyglansowanym marmurem, w ktorym znajduje sie biuro zarzadu koleji, w ktorym z koleji mozna dostac glejt zeby zwolnili miejsca z listy rezerwowej dla turystow na przyszly tydzien, na podroz z lotyszkami. Po wypelnieniu kolejnych formlarzy, pani za biurkiem, figurujaca na tle poteznego regalu z tysiacami segregatorow zapewnila ze mimo iz normalnie procedura powinna byc przeprowadzona w dniu odjazdu, postara sie to zalatwic od razu, z tym ze o wynikach dowiem sie i tak dopiero 3 godziny przed odjazdem, ale zapewnia ze mam 99% ze miejsca sie znajda. Gdyby Normalnie gdybym jechala sama nie bylo by problemu, mam ew, zaklepane opcje do spania, mam opcje autobusu, ale jakos glupio mi wobec pan lotyszek ze nie wiedza bidule do godz 18 czy jada o 20 35 czy nie. Wobec tego plan jest taki zeby w Varkali na 2 dni przed odjazdem sprobowac jeszcze raz kupic te bilety a najwyzej te zwrocic. Co jak co - przewaznie system kolejowy dziala bez zarzutu ale jakos nie trafia do mnie koncepcja "waiting list" gdzie dowiadujesz sie na 3 godz przed odjazdem czy jedziesz czy nie. (podobno chodzi tylko o bilety z puli naglej potrzeby.) Pozniej postanowilam udac sie do dzielnicy zakupowej, blisko parku, chcialam sie znalezc w jakims bezpiecznym miejscu, byc moze juz troche tesknie za zachodem, a moze jest to generalnie moja fobia przed chaosem duzych miast w Indiach. Dosc ze trafilam na kilka biurowcow, restauracje w naszym tego slowa znaczeniu, sklepy pumy, ispota, kawiarnie z wifi. Na poczatek wystarczy. Przemyslawszy zakup ipoda - i jednak z niego zrezgynowawszy gdyz uswiadomilam sobie ze mam za to calkiem niezle zwiedzanie w tajlandii, odczulam jednak pewien dysonans. Nawet teraz piszac te slowa, siedze 20 m od plazy juz 3 godziny usilujac cos splodzic i denerwuje sie tym faktem ze zamiast spokojnie odpoczywac ogladam ekran komputera. No coz jakos to przeboleje. Moze. Przeslam sie jeszcze paroma ulicami i udalo mi sie kupic pedzel do aparatu z dmuchawka - nie znam nazwy profesjonalnej. Moze zdjecia beda chcociaz troche czystsze choc sadze ze obiektyw w srodku juz zassal tony pylu, takze zdjecia sa w ciapki. Tutaj wszystkie monitory, komorki itp pakowane sa w specjalne plastikowe kondomy zeby chociaz troche dluzej wytrzymaly wciskajacy sie bardzo pyl. W dniu ktorym opuszczalam Bangalore oczywiscie byl polfinalowy mecz krykieta -ktorym tu wszyszcy bardzo sie pasjonuja. Pociag stal wiec na peronie, obok pociagu tlum ludzi przy telewizorze, wiekszosc stala dotykajac wagonu reka, jakby w razie gdyby pociag mial ruszyc mogli go przytrzymac. A tak naprawde dotykanie pociagu znaczy ze sie do niego wsiada i pan z choragiewkami ma sie wstrzymac. Pociagi sa przewaznie dlugasne wiec ruszaja bardzo powoli - stad tez jak pisalam w przygodzie z okularami nawet gdy ten ruszy mozna jeszcze bez wysilku do niego wskoczyc. Tym razem czekal mnie prawdziwy rarytas 15 godzin w prawdziym general sleeper. Czyli najnizsza klasa sypialnego. Prawde mowiac czysciej niz u nas w tzw. rzezniach. Zwlaszcza toalety. Smierdza to fakt, ale poza nielicznymi przypadkami sa mniej obsikane itp niz polskie. Inna sprawa ze tu wszystko leci na tory, lacznie ze smieciami przez okna. Nawet wiec jesli jakas czesc indii jest "relatywnie"czysta to przewaznie tory uslane sa setkami kubeczkow paierowych po czaju, zawiniatkach po ryzu, czekoladkach, czipsach etc. Powiedziawszy to dochodze jednak do wniosku ze na poludniu tory sa jednak mniej zasmiecone ( a moze nawet regularnie je czyszcza??) , a wokol torow sa biedne lecz schludne chatki, czesto ocienione jakimis palmami i bananowcami, ktore to rosliny wygladaja chaotycznie ale daja przyjemny cien, a pozatym taka jest juz uroda plantacji ze wygladaja jak niezly pieprznik, bo jedne rosliny daja cien innym lub zyja w symbiozie z drugimi.
Klasa general sleeper to 3 lozka nad soba i 3 po przeciwnej stronie przyklejone prostopadle do okna i na przeciw tej 6tki przedzielone przejsciem 2 lozka nad soba wzdluz sciany pociagu. W ciagu dnia srodkowe siedzenie jest skladane i sypialnym podrozuje sie jak normalnym. Jesli chce sie pospac lub polezec, najlepiej wyladowac na gorze, chociaz z koleji jak sie chce posiedziec to tez jestsie uzaleznionym od innych. Roznica miedzy klasa 3 jest taka ze lozka tutaj sa wezsze no i tam jakos wyglada troszk ebardziej domyto. Noc byla goraca ale na szczescie bez wiatrakow bo te burcza a w dodatku w taki gorac niewiele pomagaja a przewaznie wieja w jedno miejsce np. w nerke lub szyje i mozna wyjsc niezle polamanym. Na sniadanie oczywiscie czaj, idli (rodzaj nieslodkiego, tlustego paczka, i dosa lub ciastko ryzowe (miekkie) z sosem garam w torebce plastoikowej zasuplanej wygladajacym jak rzygowiny noworodka. Wole w misce bo mniej mi sie przewraca w zoladku. Do 4tej jakos zeszlo. Potem zrobilo sie b. goraco ale jeszcze 2-3 godzinki pol snu udalo sie wyciagnac. Bylam na gornej pryczy, a tam na dole rodzina, babcia (co butow nigdy nie zaznala), mama, corka (przesliczna egzotyczna uroda, poldlugie wlosy, ubrana jak pilkarz (brawo!) z ksiazka do matematyki, lat 13, oraz psotnik synek wulkan energii. Niestety rano byly jakies roszady i na dolnym miejscu do siedzenia dla mnie usiadl jakis jegomosc z laptopem a mnie juz odlezyny jely wystepowac wiec bilam sie z mysla coby go wyprosic. W koncu przesiadl sie sam ale na jego miejsce siadla jakas pani co to chyba z nasza mama byla zaznajomiona. Poszlam popatrzec co tam w sekcji umywalkowo toaletowej (na laczeniu wagonow) jako ze tam jak i wsrodku sa drzwi z dwoch stron, czesto otwarte i mozna si etroche powietrzyc. Postalam chwile poczym zebralam sily zeby pania przeprosic. Bylo okolo 10 jescze nawet nie dotarlismy do Cochi ale juz robilo sie niemilosiernie goraco, postanowilam wiec jakos bardziej zadomowic sie przy drzwiach. I to byl strzal w 10! 4,5 godziny na stopniu w otwartych drzwiach z aparatem w reku, duzo ludzi siedzi tak i jakos nikt nie zwraca na to uwagi. Bardzo milo tez ze ludzie na zewnatrz pociagu przyjaznie do mnie machali - ach to jednak poludnie! Krajobraz zrobil sie niemozliwie zielony, ze strzelajacymi palmami roznych odmian, gesta trawa i bog wie jeszcze jakimi roslinami ktorych nie znam. Po drodze pojawily sie tez kapliczki z maryjami i jezusami. I tak jak jak na ciezarowkach hinduistiw wymalowani sa bogowie hinduizmu tak i katolickie ciezarowki tryskaja feeria barw i wzorow oraz swietych wizerunkow. Mnostwo rzeczek, jezior, bagienek i wielce kolorowe domki. Czas zlecial blyskawicznie. Najgorsze byly ostatnie 2 godziny o ktore pociag spoznil sie a ktore ja spedzilam gotowa do wyjscia w swojej przegrodce, z sympatycznym panem i jego siostra z Tamil Nadu ktorzy zachecili mnie do zjedzenia obiadu sprzedawanego przez jednego z food wallach. W bialy papier zwinietyc byl ryz z ostrymi piklami, a sosy tradycyjnie w plastikowych woreczkach do nalania na wierzch. I chwala bogu, bo bym dotarla na miejsce glodna i nie myslala o znalezieniu rozsadnego lokum. Niewiedzialam gdzie jest moja stacja, a pan sasad podrozny tez nie wiedzial dokladnie wiec siedzialam jak na szpilkach. Juz na miejscu jakos nie bylo problemu z taksowka ani cena czy oszukiwaniem, piekny bialy ambasador za 70 rupii zawiozl mnie na poczatek klifu w Varkali. Varkala ma dwa oblicza. Jedno to zwykle keralanskie miasteczko ok 3 km od plazy i tutaj zycie toczy sie bardzo indyjsko, choc czuc spora swobode. Oraz mini miasteczko nad samym klifem, gdzie znajduja sie wszystkie hoteliki, pensjonaty, restauracje, kafejki internetowe, masaze, sklepiki, oraz ponizej oczywiscie sama plaza. Temperatura powietrza to okolo 36 C w cieniu. Za to na polnocy okolo 20 stopni:) Po zwyklej asfaltowej drodze nie da sie przejsc nawet pol kilometra miedzy 12 a 15 lecz tutaj nad plaza przyjemna bryza chlodzi nielicznych juz o tej porze roku czytelnikow w kafejkach, czy plazowiczow na plazy. De fakto na dole wiatr i uksztaltowanie terenu powoduja ze plywanie jest tu w zasadzie niemozliwe, i lepiej trzymac sie blisko stanowisk ratownikow. Tam gdzie woda jest po kolana za pol minuty moze miec 4 metry gdy zblizy sie fala, tak wiec wiekszosc ludzi stoji i podskakuje przy falach, albo surfuje wplaw wraz z przelamujaca sie fala. NIektorzy uzywaja tez boogie boards czyli takich desek surfingowych na ktorych si eplywa na brzuchu. Sa parasole i frisbee, ale teraz na calej plazy jest moze 200 osob, patrzac na ilosc stolikow w restauracjach i bogata oferte uslug oraz sklepikow scisnietych na tak malej powierzchni moge sobie wyobrazic jakie moze tu byc zatrzesienie turystow. Tymczasem ja rozkoszuje sie wieczornymi swiezo polawianymi rybami, masazem ajurwedyjskim oraz bajecznie tanimi i smacznymi owocami ktore sobie na gazetce podjadam. Ananasy, arbuzy, mango wszystko tanie i dojrzale na sloncu coza radosc po tych wszystkich curry, plackach i kiczirilri (czyli packac kaszowo ryzowych - bardzo zdrowych i zostrymi przyprawami wiec nie tak mdlych jak w polsce, ale jednak mdlosci u mnie powodujacych). Pierwszej nocy nieco podjadly mnie komary ale jedna pani co tu jest juz 2 miesiace powiedziala mi ze moge upomniec sie o siatke na moskity. I to mam piekna siatke nad lozkiem co niemalo dwum panom zadala trudu zeby ja zamocowac, bo i gwozdzie trzeba bylo wbic, a jeden za niski byl, a i pod dobrym katem. Ale udalo sie. I spie jak dziecko, i jak dziecko sie czuje w tym kokonie co jak kojec otacza lozko, ani jednego bzykniecia od tamtej pory. Oprocz tego po ashramie rowniez spie jak babcia - o 21szej juz robie sie senna, i mimo ze staram sie jakos szukac przygod to ich nieznajduje wiec chodze sobie wczesnie spac, a rano lekka joga na plazy do wtoru biegaczy i pilkarzy. Potem jest juz za goraco i najbardziej wytrwale kaski tylko smaza sie w samo poludnie (wlosi i francusi) sytaucja zmienia sie po 15 wtedy znowu wiekszy ruch na plazy a ok 17 wiekszosc spaceruje lub udaje sie do knajpek, gdzie owoce morza, koncerty, scrabble, filmy no i wczoraj: final krykieta! Coz to za pasja, 7 godzin meczu, no ale dobrze ostatecznie to byl final India Sri Lanka, jakos nie dalam sie skusic cena piwa (spod lady w kubku na herbate) ani niczym zeby zostac a nawet w najbardziej trendy tutaj klubiku tez dominowal krykiet. Spacerkiem do pokoju wrocilam a podrodze jak zwykle sprzedawcy hello my friend, look my shop, ale z mniejszym entuzjazmem bo do krykieta chcieli wracac i w sumie najwazniejsze dla nich bylo zapytac czy popieram Indie. Polozylam sie spac i przysnelam, gdy fajerwerki i wrzaski radosne prawie rozerwaly pierze w mej poduszce. India mistrzem swiata! Kolejny powod do dumy po tym jak w 2008 mistrzem swiata w szachach zostal hindus! Oby tylko zmienil sie stosunek do kobiet, wiecej szancunku, mniej podmiotowosci, choc chyba tu na poludniu jest troche inaczej, takze ludzie nie wstydza sie corek (1100 kobiet na 1000 mezczyzn - a na polnocy odwrotnie). Moja znajoma ze srodkowych indii opowiedziala mi ze jest adoptowana bo urodzila sie dziewczynka, a sama pracujac w szpitalu codzien ma do czynienia z przypadkami gdy kobiety rodza dziewczynki i po 2 godzinach bez slowa uciekaja ze szpitala porzucajac dzieci. Ona sama miala duzo szczescia bo choc rodzina ktora ja przygarnela (spowinowacona z biologiczna rodzina) miala juz 5cioro dzieci, a rodzice byli duzo gorzej sytuowani od biologicznych oraz byli analafabetami, kochali ja jak swoja i wyksztalcili ja bardzo dobrze. Wiele jeszcze musi sie w Indiach zmienic, choc jest to inna kultura i bedzie ciezko. Nie mozna przeciez jednoznacznie uznawac ze zachodnie to lepsze, ale traktowac kobiete wylacznie jak sluzaca lub matke do rodzenia dzieci to jdnak przesada. Kroluja tu rozne randki internetowe na ktorych jednach wiekszosc ogloszen daja rodzice, ktorych obowiazkiem jest wydac corke za maz, a dla syna znalezc matke dzieci. Malzenstwa z milosci pozostaja jednak (moze poza Bombajem i Bangalore) wielka rzadkoscia. Koncze bo nie moge juz patrzec na monitor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz