Nie ma co ukrywac. Ashram nie bardzo mi sie spodobal, mysle ze troche dla tego ze jest bardzo duzy i kazdy troche sobie rzepke skrobie (doslownie, bo jest tez warta w kuchni gdzie sie skrobie kalarepki - bardzo uspokajajace). Napisawszy to jednak musze powiedziec ze jesli nie sam ashram to ludzie ktorzy tu sa maja w sobie dziwna energie. Moze to prawda co niektorzy mowia ze z jakim nastawieniem podejdziesz to otrzymasz od rzeczywistosci. Jesli zalozysz ze cos bedzie problemem to bedzie, jesli nie poprosisz nikt ci nie pomoze. Dlatego nie moge sie zdecydowac czy lubie to miejsce. Na pewno kurs ktory tu zrobilam w jakis sposob mnie rozwinal, nie zaszkodzilo tez cwiczenie jogi bez jednej nogi (bo ciagle jeszcze kuruje swe kopyto). Przy okazji poznalam kilka miejscowych osob, mialam tez okazje porozmawiac z mlodymi kobietami o sytuacji kobiet w Indiach. A wszystko to mimo faktu ze przez 3 dni nie wolno nam bylo powiedziec ani slowa, mielismy wylaczone komorki i dostep do internetu. Dzisiaj postanowilam ze po ponad 2 tygodniach pobytu w ashramie i ashramowej klinice w koncu sie zapakuje i pojade gdzies. Albo na stacje i tam kupie bilet albo kupie bilet na kolejny dzien i zostane u znajomej w Bangalore a w miedzyczasie choc zobacze to miasto. Ale najpierw czekala mnie operacja "paczka do polski". Skoro juz o trekkingu nie ma mowy, a zimowa kurtka mi po nic, lepiej jak pozbede sie balastu. Bylo nie bylo okazalo sie ze paczka wazy 8 kg chociaz sa w niej prawie same ubrania i jedna para butow. Nie wiem wobec tego jak moj plecak mogl wazyc 12 kg na lotnisku w turcji. W indiach co prawda kupilam 2 pary spodni i 2 bluzki, ale jedne spodnie juz sie podarly, poza tym wyrzucilam duzo ciezsze spodnie z Polski (pozdrowienia dla Magdy - to kolejny ciuch od niej ktory objechal swiat). Przyznaje ze kupilam kadzidla z krowiego gnoju (nie powiem pachna bardzo ladnie) i pala sie nie porownywalnie lepiej od tych kupionych w Polsce. Ale mimo wszystko to moze dodatkowe 0,5 kg. Dalej zostala mi ksiazka Lonely Planet (mysle ze spokojnie 1kg), aparat no i ksiazka o buddyzmie ktora koncze. Poczta znajduje sie na drugim koncu ashramu przy szosie, wyslanie paczki trwalo zaledwie 45 minut. Co przy probie kupienia numeru pre paid do telefonu komorkowego ktora trwala 6 godzin i dalej nie wiadomo czy telefon dziala wydaje sie zaledwie nanosekunda. Cale szczescie juz wczoraj w punkcie medycznym udalo mi sie zdobyc karton po orzechach (wygnieciony ale za to pojemny), kiedy jednak oblecialam pol ashramu (a teren to nie maly, miesczcza sie tu dwie szkoly, sale wykladowe, sale medytacji, stolowka, bloki mieszkalne, jezioro, dwie kliniki - jest to takie miasto w miescie, a w zasadzie pod miastem) w poszukiwaniu tasmy klejacej odpowiednio szerokiej, nozyczek oraz markera juz bylam troche zmeczona. Od kilku dni codziennie wstaje o 5 rano, zeby troche pocwiczyc joge i oddechy, a w poludnie robi sie goraco. Chcial nie chcial wreszcie po 10 paczka byla zapakowana i udalo mi sie zlapac podwozke na poczte, gdzie pani kazala wszystko rozpakowac (bo musi zobaczyc czy aby w srodku nie siedzi pakistanski terorysta) a nikt w promieniu kilometra nie ma tasmy klejacej, jest za to 2 ochroniarzy i hasajace malpy ktore tasme klejaca jadly moze kilka dni temu. Po za tym pani nie podobalo sie pudelko, bo nie wypakowane po brzegi a sfatygowane wiec sie zapada, no ale coz przeciez nie urodze. Pokazujac coraz to napotkanym osobom zabandazowana noge ruszylam w pielgrzymke w poszukiwaniu tasmy. Za 3 razem sie udalo mimo ze poczta miesci sie w starej czesci ashramu gdzie wiekszosc biur nie dziala, albo zostalo przeniesione. W koncu udalo sie znalezc tasme, a pani nawet wiedziala ze jest taki kraj jak Polska. Deklaracja celna chyba pochodzila z 19 wieku bo bylo na niej napisane Great Britain i Grande Bretaigne, i musialam sie przyznac ze wysylam matce smierdzace buty. Inaczej jak nic by oclili. Na poczcie okien brak tylko kratki, i biednie jakos, ale komputery z internetem sa, kasa biletow kolejowych jest, a paczka dostaje kod kreskowy i tracking number ktory to mozna sprawdzic w internecie badz telefonicznie w razie gdyby paczka nie dotarla w ciagu trzech tygodni. Pozyjemy zobaczymy.
Chcialam zostac moze jeszcze 2 dni ale pobyt tutaj jest jednak drogi (25 usd dla obcokrajowcow - wszystko idzie na szczytne cele ale nie zawsze czlowiek chce lub ma...) wiec ktos zaproponowal ze moze moge popracowac 2 dni w zamian za spanie i jedzenie, co jednak okazalo sie nie takie proste ze wzgledow roznych. Postanowilam wiec duzy plecak podrzucic znajomym w klinice (spedzilam kolejne 45 minut probujac zostawic go w ashramie ale okazalo sie to nie mozliwe), spakowac maly podreczny, (*przy okazji na poczcie dowiedzialam sie ze biletow na dzisiaj brak ale na stacji zawsze mozna sie dowiedziec czy jest rezerwa dla turystow, ew. kupic waiting list, i przy odjezdzie pociagu dowiedziec sie czy jest miejsce czy nie.) i zostac jednak u znajomej. Koniec koncow moje wspolokatorki z Rosji i Litwy uslyszawszy moje watpliwosci stwierdzily ze powinnam zostac i poznac guru osobiscie. W sumie moze to i prawda skoro juz od 15 dni cos mnie tu trzyma, wyjazd stad jakos sie nie klei, trudnosci sie pietrza. Koniec koncow zasponsorowaly mi owe dobre kobiety 2 dni pobytu tutaj zebym mogla poznac zalozyciela zacnego przybytku, wielkim filantropem bedacego (oprocz tego ze jest on przywodca duchowym wielu milonow ludzi). Moze cos w tym jest, choc mama boi sie ze mnie zahipnotyzuje i juz nigdy nie wroce do Polski albo mnie tu zjedza jak mowi kolega Tomasz. Kto chce moze sobie poczytac tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Ravi_Shankar_%28spiritual_leader%29. Dla wielu ludzi techniki promowane przez niego dzialaja, a tutejsi jogi w wieku 40+ wygladaja na 28 najwyzej. Troche jogi i hiperwentylacji jeszcze nikomu nie zaszkodzilo.
Dzisiaj jest poniedzialek w hindi nazywany dniem Sziwy (to ten niebieski bog), wobec tego o 7 rano odbyla sie specjalna puja (rodzaj modlitwy) i bramini przez godzine i 15 minut spiewali teksty sanskryckie, swiecili, kwiaty ogien oraz rozdawali prasad (swiecone lakocie dla wiernych), calkiem niesamowite, mysle ze w starszej swiatyni robi jeszcze wieksze wrazenie. W trakcie tego ludzie siedza w kolo, i sluchaja, przewaznie z zamknietymi oczami albo medytujac. (moze nawet niektorzy spia-lub pol spia, a dzieci biegaja po sali. Na hinduizm nie mozna nikogo nawrocic, mozne sie tylko urodzic wyznawca lub ewentualnie wzenic (wmezyc). W przeciwienstwie do buddyzmu ktory jest scisle zhierarhizowany i sformalizowany tutaj kazdy jest bogiem i kaplanem, aczkolwiek najwazniejsi sa Pandici i bramini. Mam nadzieje za jakies 2 tygodnie chociaz zobaczyc jesli nie Dalajlame to przynajmniej jego siedzibe. Zobaczymy jak rozwinie sie sytuacja. Powoli rozpoznaje tez niektore literki, i przypominam skrypt hindi czytamy od lewej do prawej. Bangalore znajduje sie w stanie Karnataka - tutaj obowiazujacym jezykiem jest Kannada. Jednak w Ashramie nie czuje sie tego - tutaj dominuja hindi i angielski. Jak sie dowiedzialam w niektorych stanach na poludniu nauka hindi nie jest obowiazkowa (mimo ze jest to jezyk ogolnonarodowy), takze ze wzgledu na odmiennosc etniczna, i niektorzy znaja jedynie jezyk regionalny i angielski. Im bardziej na poludnie tym bardziej zmienia sie tez uroda mieszkancow, niektorzy wygladaja bardzo afrykansko, jedynie wlosy maja mniej krecone, inni maja skosne oczy i wystajace kosci policzkowe -- wygladaja bardziej tajsko czy wschodnio azjatycko. W jedzeniu takze zmiany kroluje ryz i rozne jego odmiany w postaci rozgotowanej papki. Nieuchronie tez wszystkie moje ubrania jak i ja sama pachnne jak rasowy hindus. cdn...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz