poniedziałek, 28 lutego 2011
Bombaj - Mumbai
Pociag powoli zaczal wjezdzac w strefe miejska Bombaju. Przy torach palmy, smieci i oczywiscie kilometry slumsow. Bombaj to najnowoczesniejsze miasto Indii a jednoczesnie w jego obszarze znajduje sie najwiecej kilometrow kwadratowych slumsow na swiecie. Na poczatku bombaj skladal sie z siedmiu wysp ktore z czasem w ramach wyrywania ziemi morzu polaczono w calosc. Wg spisu ludnosci z 2008 mieszka tu ok 17 000 000 ludzi, a na kazdy 1 000 000 ludzi jest az 17 toalet. Nie dziwi wiec ze tyle ludzi zalatwia swoje potrzeby na ulicy. Zreszta tak sie dzieje w calych Indiach, mowie oczywiscie o mezczyznach ktorzy z duma wyciagaja swe narzady gdzie popadnie i jeszcze rozgladaja sie po okolicy czy aby wszyscy podziwiaja ze oto wlasnie oddaja mocz. Wyspy Bombaju zasypywano ziemia, smieciami i tak powstal jeden polwysep. W 1995 roku zmieniono nazwe Bombaj na Mumbai. To ogromne i kosmopolityczne miasto z 3ma lotniskami, gdzie nikogo nie dziwi ani widok bialej kobiety, ani lokalnej kobiety w T-shircie (gdzie indziej t-shirt raczej wzbudza zainteresowanie). Wiele kobiet prowadzi samochody, skutery a takze wychodzi po zmroku. Z moimi dwoma plecakami tradycyjnie nie moglam opedzic sie od "pomocnych" rykszarzy, podeszlam wiec do najbardziej spokojnego ktory i tak targowal sie zaciekle tlumaczac sie ze parking przed dworcem kosztuje. No ale co mnie to obchodzi, przeciez moge wyjsc poza parking i tam zlapac ryksze, skoro wiem ze cena do mieszkania Saszy powinna wynosic okolo 100 rp. Jakos udalo nam sie dogadac cene plus tradycyjne 20% za plecaki i dalsze 10 za biala skore. Akurat przy stacji Bandra gdzie zawital moj pociag rozpoczyna sie najwiekszy slums na swiecie, ale sa tez i normalne domy. Jako tako przepchnelismy sie przez korek i nawet prawie nie zdziwil mnie kucajacy na lewym pasie czteropasmowej jezdni dziesieciolatek bez spodni ktory beztrosko ogladal swiezo zrobiona przez siebie na ulicy kupe. Rykszarze w Mumbaju sa chyba najbardziej szaleni w calych Indiach. Ja juz przyzwyczailam sie do trabienia (ktore oznacza: ustap, bede wyprzedzac lub tez nie wpychaj mi sie pod kolo), a takze do tego ze motoryksze wciskaja sie prawie pod autobusy i ciezarowki. Zazwyczaj jednak nie rozwijaja wiekszej predkosci niz 30-40 km/h ale pan bombajski rykszarz postanowil dac popis brawury i wyprzedzic nie tylko autobusy, inne ryksze i ciezarowki ale takze wszystkie inne pojazdy po drodze. Moze byl zly ze sie targowalam albo spieszyl sie na inne zlecenie. Jednakze jak widac przezylam. W Polsce chyba nie znioslabym takiej jazdy, to samo tyczy sie kierowcow autobusow podmiejskich ktorzy w Polsce doprowadzaja mnie niemal do histerii, tutaj wszyscy prowadza jak szaleni - ale nawet jesli wyprzedzaja na 3ceiego to nie ma w nich tego polskiego cisnienia zeby przetrzymac tego z naprzeciwka do ostatniej chwili, pokazac kto jest silniejszy. W Indiach mimo wszystko rzadzi ahimsa- czyli zasada nie wyrzadzania innym ludziom krzywdy. Dojechalam do domu Sashy i nawet udalo mi sie trafic mimo ze nigdzie nie ma nazw ulic a ludzie poruszaja sie po tzw "Landmarks", a to kolo hotelu takiego i takiego a to kolo bazaru a to kolo ogrodow takich a takich. Sashy nie zastalam ale zastalam dwie niemieckie mlodziutkie couchsurferki ktore spedzily w indiach 3 miesiace pracujac na zmiane w szpitalu i wdomu dziecka. Upal i wilgoc w Mumbaju wyraznie dawaly sie we znaki, jednak na szczescie moj pedzacy glut po malu zaczal ustepowac. Po miescie mozna poruszac sie odpowiednikiem trojmiejskiej SKM-ki gdzie krouluja wagony z otwartymi drzwiami i obowiazkowo przedzialy tylko dla kobiet coby scisnieci mezczyzni owych kobiet nie macali za bardzo. Zreszta panie potrafia byc bardzo waleczne nawet i w swoim gronie. Nieustanne przepycchanie sie, przesadzanie i ustalanie kto ma gdzie stac kroluje na calej trasie. Na bardziej popularnych stacjach na prawde trzeba uwazac zeby ktoras wojowniczka nie polamala innej zeber. Oprocz w pociagach kroluje wszechobecna sprzedaz nareczna (agrafki, grzebienie, spinki, a w godzinach popoludniowych takze przekaski), zebracy, oraz spiewako-zebracy. Przekroj twarzy jest imponujacy od urode mocno tajskiej, tylko bardziej sniadiej, po niemal kurdyjska bladosc oraz rysy afrykanskie. Niesamowite sa takze okutane muzulmanki (takze z henna na rekach - czyli nie jest to sprawa religijna a raczej kulturowo tradycjyma) ktore ciezko opadaja na siedzenia zdejmujac po koleji zaslone z twarzy , wlosow, oraz szal. Co do muzlmalnek zreszta to w sumie ciekawa sprawa, Mumbai to miasto bardzo kosmopolityczne, mozna tu zobaczyc pary trzymajace sie za rece, co na prawde nie zdarza sie w Indiach, ale dziwia muzulmanki zakryte do reszty i trzymajace sie za rece z mezczyznami. MIasto jest bardzo duze, glowna czesc lezy na poludniu nazwya sie Colaba i wyglada jak mini Londyn, poza tym jak na Indie to (oprocz slumsow i torow kolejowych) jest bardzo czysto, sa kosze smieci, i smieciarki. Pelno jest barow, restauracji, sklepow w stylu zachodnim. To tutaj bardzo czesto producenci filmow bollywodzkich werbuja bialych do statystowania w filmach. Tutaj tez znajduje sie India gate oraz hotel Taj Mahal w korym 3 lata temu wybuchly bomby. Odrobine na polnocny zachod lezy plaza Chowpatti (nie kapac sie - grozi wypaleniem skory na nodze) gdzie wieczorem wszyscy przechadzaja sie, zakaszaja uliczne przysmaki i wate cukrowa i delektuja sie chlodem wieczoru. Prawda jest taka ze w poludnie (zwlaszcza o tej porze roku) na dworzu nie ma paktycznie ruchu, parki, centra handlowe, wiekszosc restauracji zaczyna zyc po zmroku a do tego czasu kazdy chowa sie gdzie moze. W luksusowej dzielnicy Malabar Hill polozonej jak sama nazwa wskazuje na wzgorzu, mieszcza sie wiezowce z widokiem na Morze Arabskie, oraz piekny park zwany wiszacymi ogrodami. Razem z moimi niemieckimi towarzyszkami strzelilysmy sobie lody i podziwialysmy piekna panorame miasta oraz slicznie utrzymana zielen. To kolejne Niemki na mojej drodze i bardzo pozytywnie jestem zadziwiona bardzo pozytywnym nasatwieniem mlodych Niemcow do Polakow. Maja nas za ciezkopracujacych, dobrze znajacych angielski i ... uczciwych. Przejechalysmy takze przez poludniowa czesc miasta autobusem co pozwolilo nam nieco zorientowac sie w tym bardzo roznorodnym miescie. Tak jak pisalam wczesniej Mumbai okazal sie tym co wyobrazalam sobie o Delhi. Tutejsze uniwersytety maja bogata oferte studiow oraz stypendia adresowane do najnizszej kasty niedotykalnych Dallit. Co ciekawe na ulicach tego miasta nie ma tak bardzo wszechobecnych krow, za to na polnocy miasta znajduje sie ogromny kompleks bedacy polaczeniem mleczarni i pgru (wiec moze tam wedruja wszystkie krowy i nie musza moze dzieki temu zjadac plastiku.). Kolejna kwestia to temat slumsow, ludzie maja tam prad, sklepy, komutery, internet, glowny problem polega na tym ze sa to domy sklecone z byle czego z fatalnymi warunkami sanitarnyni. Oprocz tego duzo ludzi mieszka, spi, i gotuje czasem doslownie na srodku ulicy czy chodnika. Trzeba zauwazyc ze problem nie bierze sie tylko z kiepskiej polityki mieszkaniowej czy socjalnej (ktora zapewne istnieje skoro zapewniane sa miejsca w parlamencie i szkolach dla najnizszych kast) ale takze stad ze Indie maja 123 plemiona koczownicze, ktorych to czlonkowie wola mieszkac w namiotach skleconcyh z foli i szmat niz mieszkac w stalym domu. Bardzo czesto widzi sie te namioty na obrzezach miast a takze w bardziej ustronnych miejscach duzych miast, niektorzy maja nawet namioto-garaze na motocykle czy skutery. W Mumbajskiej gazecie przeczytalam takze ze Indie maja zespol heavy metalowy Pentagram co jakos zupelnie mi do tej kultury nie pasuje, pewnie zreszta ma tylko wziecie w stanie indii w ktorym znajduje sie Mumbai czyli Maharashtra, ktory to ogolnie jest uznawany za bardziej liberalny (czy tez pro zachodni). Nie chce przez to mowic ze Indie sa krajem zacofanym, sa po prostu krajem ogromnych kontrastow, gdzie z jednej strony wszyscy maja internet a z drugiej kobiety nie wychodza po zmroku, czy tez dziwia sie ludziom ubranym na sposob zachodni. W nastepnej kolejnosci czeka mnie wizyta w miescie Aurangabad, w samym miescie niewiele co jest ale za to nie daleko znajduja sie piekne rzezbione (recznie dlutem!!!) w skale swiatynie i klasztory oraz malowidla buddyjskie, dzinistyczne oraz hinduistyczne z ktorych najstarsze siegaja 5 wieku p.n.e.
Ajmer Bombaj sobota niedziela
osoba na dzis: Ines,
Udalo mi sie dotelepac na stacje calkiem przed czasem i z godnoscia bez naciagania (dzielona ryksza za 20 rp w ktorej jednak bylam tylko ja ale pan nie mogl znalezc nikogo innego.). Siedzialam sobie wiec juz na peronie godzine wczesniej i obserwowalam a to tzw. chai-walla (panow z herbata) a to innych walla co sprzedaja wszystko do jedzenia. Np pan od prazonych fistaszkow zazwyczaj przechadza sie po peronie lub po calym pociagu glosno zawodzac cos w rodzaju" booomboooleeeeeye bomboolleeeeeeye", pan od herbaty za to zachwala napitek "chaaaai chaai masala chai" glosem posrednim miedzy papuga a kwekaniem. Zreszta wszyscy panowie od herbaty mimo ze mowia normalnie to przyjmuja ten sluzbowy kwekliwy glos - moze to poprostu czesc zawodu. Oprocz tego po peronie kreca sie ak zwykle zebracy -maja wybredny gust bo nie chca herbatnikow ani pieniedzy tylko "banana, banana" i ni jak im wytlumaczyc ze masz tylko wode i herbatniki bo przeciez porzadny turysta to chyba ma ze soba trzydaniowy obiad mimo ze w pociagu mozna kupic wszystko, a juz na pewno powinien miec banany. Co pare minut podchodza takze panowie o urodzie wloskich cwaniaczkow (tylko ciemniejszej karnacji) i oferuja lancuchy do przypiecia bagazu oraz chusteczki do mycia rak. Niestety ja juz wszystko mam wiec cierpliwie siedze i od czasu do czasu usiluje odpedzic pania zebraczke (ktora jak na indyjskie warunki jest ubrana calkiem calkiem) i wytlumaczyc ze banana nie mam i nie bede miala. Do odjazdu pociagu 15 minut ale jeszcze go nie ma bo zdaje sie ze jedzie z Delhi. Oczywiscie wiekszosc hindusow tloczy sie w jednym miejscu chociaz pociagu jeszcze nie ma. Dziwne to zwyczaje bo czestoo jest tak ze jada autobusem, metrem czy pociagiem iles godzin ale nagle kiedy pojazd juz staje nagle w drzwiach staja wszyscy i wszysc sie pchaja jakby ich ta minuta zbawila. Mimo indyjskiego "shanti shanti" nawet na schodach ruchomych czy w drzwiach sklepu wszyscy musza byc pierwsi mimo ze jest czas i duzo miejsca dla wszystkich. W moim kierunku zmierza usmiechnieta dziewczyna z ogromnym plecakiem, kolczykiem pod warga w zawadiackiej czapeczce z daszkiem, w dzinsach i trampkach. Od razu sie usmiecham do niej i widze ulge w jej oczach - dwie biale kobiety z plecakami na peronie zawieraja pakt:). Okazuje sie ze jest z niemiec i rowniez byla w Puszkar ale jakos sie nie spotkalysmy, teraz zmierza do Mumbaju. Co wiecej jedziemy tym samym wagonem wiec juz razniej, a kiedy dochodze na swoje miejsce okazuje sie ze ona siedzi obok a spac bedzie na pryczy bezposrednio nade mna. Obie czujemy wielka radosc z tego powodu bo nic tak nie cieszy jak mozliwosc pojscia do toalety bez malego plecaka, kiedy jest tylko dziura w kabinie a pociag strasznie trzesie :) Poza tym razem razniej, choc wspolpasazerowie w naszym "przedziale" sa bardzo sympatyczni i prawie wszyscy mowia po angielsku. W koncu to pociag do Mumbaju klasa 3ac. AC to oczywiscie wentylator przymocowany na suficie., "przedzial" to 3 i 3 prycze na przeciw siebie po lewej stronie przejscia orocz tego rownolegle do przejscia ciagna sie rzedy pryczy tez po 3. Czysciej chyba niz w niejednym polskim pociagu, nawet kibelek czystszy choc nie czysty. Smieci oczywiscie wywalamy za okno bo tak kaze konduktor. Oprocz tego w pociagu do kupienia, kawa herbata, biriani (potrawa z ryzu), czpati z sosem z soczewicy, ciastka, slodycze, owoce i nigdzie nie trzeba chodzic.
Ines - bo tak ma na imie dziewczyna jest w podrozy dookola swiata - to jej 1 miesiac w podrozy, a w indiach bedzie 3 miesiace, potem Nowa Zelandia i Argentyna gdzie bedzie odbywac praktyki. Okazuje sie ze bilet dookola swiata jest tanszy niz bilet do Argentyny a ona jako ze ma czas postanowila jeszcze zwiedzic to i owo. Byla juz raz w Mumbaju bo tu ladowala tak wiec po drodze wyminilysmy liczne wskazowki dotyczace Indii i wogole podrozowania i kobiet w podrozy. Sasiedzi kulturalnie polozyli sie spac o 21 takze mozna bylo troche zmruzyc oko. Podroz minela bardzo sympatycznie i mysle ze z Ines spotkamy sie jeszcze na trasie. to na tyle o pociagu. o bombaju wkrotce bo czas w kafejce sie wlasnie konczy. powiem tyle ze jest to miasto wielu kontrastow piekne i brzydkie zarazem ale chyba moje ulubione. Wlasnie tak wyobrazalam sobie Delhi a tymczasem to Mumbai wyglada jak moje wyobrazenie indyjskiej stolicy.
Udalo mi sie dotelepac na stacje calkiem przed czasem i z godnoscia bez naciagania (dzielona ryksza za 20 rp w ktorej jednak bylam tylko ja ale pan nie mogl znalezc nikogo innego.). Siedzialam sobie wiec juz na peronie godzine wczesniej i obserwowalam a to tzw. chai-walla (panow z herbata) a to innych walla co sprzedaja wszystko do jedzenia. Np pan od prazonych fistaszkow zazwyczaj przechadza sie po peronie lub po calym pociagu glosno zawodzac cos w rodzaju" booomboooleeeeeye bomboolleeeeeeye", pan od herbaty za to zachwala napitek "chaaaai chaai masala chai" glosem posrednim miedzy papuga a kwekaniem. Zreszta wszyscy panowie od herbaty mimo ze mowia normalnie to przyjmuja ten sluzbowy kwekliwy glos - moze to poprostu czesc zawodu. Oprocz tego po peronie kreca sie ak zwykle zebracy -maja wybredny gust bo nie chca herbatnikow ani pieniedzy tylko "banana, banana" i ni jak im wytlumaczyc ze masz tylko wode i herbatniki bo przeciez porzadny turysta to chyba ma ze soba trzydaniowy obiad mimo ze w pociagu mozna kupic wszystko, a juz na pewno powinien miec banany. Co pare minut podchodza takze panowie o urodzie wloskich cwaniaczkow (tylko ciemniejszej karnacji) i oferuja lancuchy do przypiecia bagazu oraz chusteczki do mycia rak. Niestety ja juz wszystko mam wiec cierpliwie siedze i od czasu do czasu usiluje odpedzic pania zebraczke (ktora jak na indyjskie warunki jest ubrana calkiem calkiem) i wytlumaczyc ze banana nie mam i nie bede miala. Do odjazdu pociagu 15 minut ale jeszcze go nie ma bo zdaje sie ze jedzie z Delhi. Oczywiscie wiekszosc hindusow tloczy sie w jednym miejscu chociaz pociagu jeszcze nie ma. Dziwne to zwyczaje bo czestoo jest tak ze jada autobusem, metrem czy pociagiem iles godzin ale nagle kiedy pojazd juz staje nagle w drzwiach staja wszyscy i wszysc sie pchaja jakby ich ta minuta zbawila. Mimo indyjskiego "shanti shanti" nawet na schodach ruchomych czy w drzwiach sklepu wszyscy musza byc pierwsi mimo ze jest czas i duzo miejsca dla wszystkich. W moim kierunku zmierza usmiechnieta dziewczyna z ogromnym plecakiem, kolczykiem pod warga w zawadiackiej czapeczce z daszkiem, w dzinsach i trampkach. Od razu sie usmiecham do niej i widze ulge w jej oczach - dwie biale kobiety z plecakami na peronie zawieraja pakt:). Okazuje sie ze jest z niemiec i rowniez byla w Puszkar ale jakos sie nie spotkalysmy, teraz zmierza do Mumbaju. Co wiecej jedziemy tym samym wagonem wiec juz razniej, a kiedy dochodze na swoje miejsce okazuje sie ze ona siedzi obok a spac bedzie na pryczy bezposrednio nade mna. Obie czujemy wielka radosc z tego powodu bo nic tak nie cieszy jak mozliwosc pojscia do toalety bez malego plecaka, kiedy jest tylko dziura w kabinie a pociag strasznie trzesie :) Poza tym razem razniej, choc wspolpasazerowie w naszym "przedziale" sa bardzo sympatyczni i prawie wszyscy mowia po angielsku. W koncu to pociag do Mumbaju klasa 3ac. AC to oczywiscie wentylator przymocowany na suficie., "przedzial" to 3 i 3 prycze na przeciw siebie po lewej stronie przejscia orocz tego rownolegle do przejscia ciagna sie rzedy pryczy tez po 3. Czysciej chyba niz w niejednym polskim pociagu, nawet kibelek czystszy choc nie czysty. Smieci oczywiscie wywalamy za okno bo tak kaze konduktor. Oprocz tego w pociagu do kupienia, kawa herbata, biriani (potrawa z ryzu), czpati z sosem z soczewicy, ciastka, slodycze, owoce i nigdzie nie trzeba chodzic.
Ines - bo tak ma na imie dziewczyna jest w podrozy dookola swiata - to jej 1 miesiac w podrozy, a w indiach bedzie 3 miesiace, potem Nowa Zelandia i Argentyna gdzie bedzie odbywac praktyki. Okazuje sie ze bilet dookola swiata jest tanszy niz bilet do Argentyny a ona jako ze ma czas postanowila jeszcze zwiedzic to i owo. Byla juz raz w Mumbaju bo tu ladowala tak wiec po drodze wyminilysmy liczne wskazowki dotyczace Indii i wogole podrozowania i kobiet w podrozy. Sasiedzi kulturalnie polozyli sie spac o 21 takze mozna bylo troche zmruzyc oko. Podroz minela bardzo sympatycznie i mysle ze z Ines spotkamy sie jeszcze na trasie. to na tyle o pociagu. o bombaju wkrotce bo czas w kafejce sie wlasnie konczy. powiem tyle ze jest to miasto wielu kontrastow piekne i brzydkie zarazem ale chyba moje ulubione. Wlasnie tak wyobrazalam sobie Delhi a tymczasem to Mumbai wyglada jak moje wyobrazenie indyjskiej stolicy.
piątek, 25 lutego 2011
Leaving Pushkar... 26.02

Dzisiaj sobota imieniny kota. A przede wszystkim dzien papryczek i cytrynki, we wszelkich mozliwych miejscach. Musze powiedziec ze calkiem przyzwyczailam sie juz do tego turystyczno - lokalnego miasteczka i nawet slyszalam ze niektorzy siedza tu po miesiac-dwa. Jednak troche szkoda by bylo te wywalczone 2,5 miesiaca wizy spedzic tylko w jednym miejscu. Tym bardziej ze dostalam juz pare porad gdzie warto sie udac. Jak juz pisalam przybywajacy tutaj hipisi ciagle jeszcze stanowic moga zaskoczenie dla miejscowych choc w ciagu ostatnich 10 lat turystyka preznie sie tu rozwinela. W polnocnych regionach od dawna znanych z ashramow w kotrych odbywaja sie orgie seksualne, miejsc ktore odwiedzial john lennon czy reszta wspanialej piatki, oraz Dharamsali gdzie mieszka miesozerny Dalai Lama kolorowy tlum juz nikogo nie rusza, i wiele rzeczy robionych jest pod turystow. Tutaj poki co kobiety z dredami do pasa robia na miejscowych niesamowite wrazenie, pokazuja sobie je palcami i smieja sie poklepujac sie nawzajem po plecach ( i pewnie wice wersa), w indiach dready od wiekow byly noszone przez swietych Sadhu jako znak pogardy wobec pielegnacji wlasnego ciala i dobr ziemskich. Puszkar jednak przyciaga cale masy kobiet w dredach jak i niemieckie turystki ktore nawet nie staraja sie dopasowac i nosic przynajmniej spodnico spodnie , lub spodnie z krokiem do pasa, lub chociaz legginsy do spodnicy tylko pomykaja w koszulkach na ramiaczkach i szortach dumnie odslaniajac piegowate cialo. Miejscowe kobiety z Puszkaru szyja i szyja.... Szyja sprzedawana tutaj licznie odziez typu indo-western czyli rzeczone spodnicospodnie czy tez McHammery z krokiem w kostkach, ktorych lokalesi tak na prawde nie nosza. Szyja posciel oraz torby podobne do tych z ktorymi do nas przyjezdzaja wszchodni sasiedzi, z taka roznica ze u nas te torby sa w krate a tutaj z kolorowych materialow i jeszcze czasem maja napisane "diesel" albo "adidas". Jesli chodzi o gospodarstwo domowe to swietnie sprawdza sie brytyjski system 2 kranow, teoretycznie na zimna i nie tak zimna wode. Wszystko i tak wlewa sie do kubla ktor
ym mozna sie polewac. Czasem mozna dostac lub kupic grzalke ktora wyglada jak wafel andrutowy na dwoch golych drutach z wtyczka lub czesciej bez i tym sie podgrzewa wode w kuble ktora nastepnie mozna sie polewac. Czesto tez nie ma pradu, zwlaszcza w mniejszych miejscowosciach. Czasem bywaja termy ale jeszcze nie spotkalam sie z tym zeby plynela z niej ciepla woda, najczesniej plynie wlasnie nie-lodowata. Moze to dlatego ze zazwyczaj mieszkam: a) za darmo b) za 7 zl c) max za 20 zl. Ale to nie jedyna roznica miedzy ciepla i wygodna Polska. Otoz marchew tutaj jest czerwona (koloru jasnego buraka) a czasem nawet biala jak rzodkiew, ale dalej smakuje jak marchew. Czerwonej marchwi uzywa sie do barwienia tkanin w sposob naturalny (przewaznie drozszych i nie opcja dla turystow
- barwione chemicznie - schodzi po 3 -4 praniach). Duzo kontrowersji na fejsbuku wzbudzilo moje sniadanie ale zapewniam ze oczywiscie jest tutaj jedzenie dla wszystkich kieszeni, mozna i po 30 groszy mozna i po 7 -20 zl co juz jest mega wypasem ktorego ja i tak nie jestem w stanie przejesc. Ja tam bardzo lubie ryz z kurkuma, kolendra przyprawami i chili w gazetce. Czasem jak mnie jakies umorusane dziecko czy matka poprosi to tez im kupie. A jakbym poszla na takie za 10 zl to ani zapakowac ani umorusakow tam nie wpuszczaja. Kolejne kontrowersje dotyczyly zdjec, ze bieda i ze nie wygladaja jak broszury reklamujace wyjazd do Indii. Tak jak pisalam sa tutaj oczywiscie azyle dla turystow z basenem i recznie czesana trawka, nawet bylam na kolacji w jednym takim, ale przeciez jest tez i rzeczywistosc moze i biedna ale ludzie potrafia byc szczesliwi, moze dlatego ze wiedza ze nie sa w stanie zmienic ani poprawic swojego bytu. Poza tym nie jezdze pierwsza klasa, nie jade na safari z wielbladem ani sloniem - szkoda mi wymeczonych zwierzat - a pozatym przypominam ze wybralam podroz do Indii takze ze wzgledu na to ze w Polsce niedlugo bym pozyla za te same pieniadze. Jednym slowem nie szaleje - no chyba ze chodzilo o Taj Mahal. Byc moze tez wybiore sie na przeplywke lodka po Gangesie w Varanasi posrod lotosow, swieczek, i resztek cial. Po malu uklada mi sie jako taki plan podrozy: Na razie w planie Mumbai, Goa, Hampi, Gokarna, Bangalore (tam medytacje), Kerala (kovalam) i cos w tamil nadu, moze Pondicherry a potem moze Varanasi, Lucknow, Amrit, Dharamsala, Rishikesh, Dajerling i Sikkim ( jak tylko na polnocy zrobi sie cieplej). Ale jak odwiedze tylko kilka z tych miejsc to tez bedzie dobrze. Dzisiaj jade wspomnianym pociagiem 17godzin i na dolnej pryczy (jest 6 w przedziale) zobaczymy co i jak bedzie. Plecak zrobil sie ciezszy ale mniejszy (moze wszystko sie juz ugniotlo jak trzeba) no i zamienilam ksiazke "Holy Cow" (swietna polecam - o kobiecie ktora mieszkala w indiach i ich nie lubila) na ksiazke o buddyzmie jako ze moja zakupilam za 150 rp a potem ksiegarz oferowal mi tylko 50 a ja chcialam inna ksiazke o indiach za 220 rp. W miedzyczasie przybyl jakis inny mlody czlowiek i bezprowizyjnie zamienilam sie z nim na to co mial czyli "Drogocenny Różaniec Najwyborniejszej Drogi" niejakiego Gampopy mnicha tybetanskiego - w prosty sposob wykladajacy droge do buddyzmu. Wolalabym cos bardziej esejowego o indiach wlasnie ale jakos w kieszeni odezwal mi sie waz i nie chcialam panu ksiegarzowi dac zarobic. Zobaczymy moze w innymi miescie cos zamienie albo kupie. Pozatym nie chce sie obciazac zbytnia iloscia ksiazek. Plecak i tak wazy 11 kg. Plus aparat plus biblia the lonely planet. Wlasnie w tej chwili dostalam maila i byc moze znow zmienia sie moje plany bo znajomy ktorego poznalam w jaipurze i z ktorym mialam polaczyc sily zaproponowal nowa trase. zwiedzanie jaskim buddyjskich plus pol herbacianych. W sumie czemu nie. Tym bardziej ze jakos nie idzie mi zawiazywanie znajomosci mimo ze zagaduje ludzi przy herbacie, w ksiegarniach etc. Moze poprostu nie jestem az takim dredziastym hipisem, nie jestem tez z izraela, a moze nie wysylam odpowiednich sygnalow. Moze tez nie chodze na sniadanie na owsianke z sokiem za 80 rp:) moze latwiej jest poznac kogos w grupie, a moze dlatego ze nie ma tutaj polakow (widzialam 2jke przelotnie) ale mam nadzieje ze to nie wyjdzie mi na zle. Nabylam tez ciemne okulary coby mi sie mniej kurzyly moje no i zeby nie bylo ze patrze miejscowym gachom w oczy przez co zachecam ich do niewiadomo czego. Trzeba nadmienic ze edukacja seksualna jest w indiach bardzo slaba, od lat toczy sie debata o wporwadzenie jej do szkol (co (jak wiemy z wlasnego podworka ) powoduje wiele kontrowersji. Chlopcy zamiast tego ogladaja pornosy z bialymi kobietami i sadza ze wszystkie biale kobiety sa zawsze chetne i gotowe a normalny seks wyglada tak jak na filmie porno. Za to w moich nowych okularach wygladam jak pankowiec - cybulski no i dobrze. Moze troche odstrasze:) Zreszta mnie specjalnie nikt nie zaczepia na szczescie:) to tyle na dzis i zobaczymy jak pojdzie podro
z i jak trafie do Saszy ktora jest moja gospodynia w Bombaju:)czekam na pytania i komentarze
pushkar
7. Dalaj lama nie jest wegetarianinem. Troche to dziwne. no ale coz skoro to muzulmanie zabijaja mieso dla niego.
8. chcialam kupic bilet Ajmer -Mumbai, 3 dni on-line bez skutku, w koncu wczoraj z glutem do pasa zrobilam sobie wycieczke do Ajmer (40 min od Puszkar) i na stacji od razu, bez problemu kupilam bilet. Klasa 3 AC, niestety dolna prycza, co znaczy ze pojde spac kiedy juz wszyscy pojda. ale dobre i to. Podroz bedzie trwala 17 godzin:) oby tylko sie udalo jakos ksiazke zdobyc:)
9. jakos nie dziala na mnie ze pan ktory robi jedzenie drapie sie najpierw po brudnej stopie. oby goracy olej wszystko zabil. zreszta nawet tabuny much nie sa dokuczliwe, widocznie ich afrykanskie kuzynki sa bardziej wyglodniale i bardziej rzucaja sie na ludzi.
10. na poboczach drog, na samochodach, na progach domu zauwazylam powiazane papryczki chilli, podobno dzialaja odpierajac zla energie - z tego samego tez powodu maluje sie dzieciom oczy dookola czarna kredka. papryczki kladzie sie we wtorki i w soboty.
11. po puszkarze kreca sie tabuny bosych wytuatuowanych i odslaniajacych nie te czesci ciala co trzeba hipisow. Ale tylko w pewnych godzinach. Jeszcze nie udalo mi sie dowiedziec gdzie przebywaja w innych godzinach, czy maja tu jakas komune czy po prostu to zbieg okolicznosci a oni mieszkaja w hostelach za 2 zl dziennie i akurat w pewnych godzinach wszyscy wychodza na miasto.
12. w czasie puji dzwoni sie dzwoneczkiem , po to aby przez ten dzwiek zjednoczyc sie z manifestacjami Boga, gdyz poszczegolne bostwa sa tylko jego przejawem,
najwazniejsza trojca to wisznu, shiva i bogini Dewi
8. chcialam kupic bilet Ajmer -Mumbai, 3 dni on-line bez skutku, w koncu wczoraj z glutem do pasa zrobilam sobie wycieczke do Ajmer (40 min od Puszkar) i na stacji od razu, bez problemu kupilam bilet. Klasa 3 AC, niestety dolna prycza, co znaczy ze pojde spac kiedy juz wszyscy pojda. ale dobre i to. Podroz bedzie trwala 17 godzin:) oby tylko sie udalo jakos ksiazke zdobyc:)
9. jakos nie dziala na mnie ze pan ktory robi jedzenie drapie sie najpierw po brudnej stopie. oby goracy olej wszystko zabil. zreszta nawet tabuny much nie sa dokuczliwe, widocznie ich afrykanskie kuzynki sa bardziej wyglodniale i bardziej rzucaja sie na ludzi.
10. na poboczach drog, na samochodach, na progach domu zauwazylam powiazane papryczki chilli, podobno dzialaja odpierajac zla energie - z tego samego tez powodu maluje sie dzieciom oczy dookola czarna kredka. papryczki kladzie sie we wtorki i w soboty.
11. po puszkarze kreca sie tabuny bosych wytuatuowanych i odslaniajacych nie te czesci ciala co trzeba hipisow. Ale tylko w pewnych godzinach. Jeszcze nie udalo mi sie dowiedziec gdzie przebywaja w innych godzinach, czy maja tu jakas komune czy po prostu to zbieg okolicznosci a oni mieszkaja w hostelach za 2 zl dziennie i akurat w pewnych godzinach wszyscy wychodza na miasto.
12. w czasie puji dzwoni sie dzwoneczkiem , po to aby przez ten dzwiek zjednoczyc sie z manifestacjami Boga, gdyz poszczegolne bostwa sa tylko jego przejawem,
najwazniejsza trojca to wisznu, shiva i bogini Dewi
wtorek, 22 lutego 2011
Pushkar 20-23.02
To juz moj piaty dzien w Puszkarze chwilowo jestem sama. W miedzyczasie wdrapalam sie na wzgorze do jednej z licznych pobliskich swiatyn, jadlam kolacje z ksieciem, zostalam ubodziona przez swieta krowe, zrobilam troche zdjec oraz wczoraj nabawilam sie okrutnego przeziebienia, a wiec dzisiejszy poranek spedzilam wcinajac imbir, cytryne, rutinoscorbin i co tam jeszcze mialam. Dopadl mnie bardzo meczacy katar ktory wogole nie chce przejsc. Moze to powietrze. Ale jakos nie spieszno mi do miejskiego gwaru wobec czego w Puszkarze mam zamiar siedziec caly tydzien. Mieszkam sobie w rodzinnym pensjonacie, gdzie kobiety szyja i piora caly dzien, ogladajac przy tym lokalne soap - opery. Oprocz tego w domu od 4 rano panuje gwar i ruch, zaczyna sie od porannego kaslania, ktore brzmi jakby ktos probowal wypluc pluca i jednoczesnie gwalcil akordeon. Potem mycie podlog, pluskanie, chlastanie, na koniec sytuacja sie uspokaja i pani domu klaszczac odspiewuje poranna modlitwe za dom i mieszkancow. Pozniej szycie, gotowanie, telewizor, kaslanie, pozniej do 1 w nocy rozmowy z goscmi i panem domu ktore brzmial jakby ktos na przemian krzyczal i gulgotal. Na szczescie na tarasie jest cisza, a fakt ze jestem w miejscowosci turystycznej umozliwil mi jednak kupno zatyczek do uszu ktore na codzien sa towarem niedostepnym. Poniewaz wodospady kataru uniemozliwiaja mi sprawne myslenie podziele sie kilkoma uwagami i spostrzezeniami w formie punktow.
1. Jak juz wspominalam we wczesniejszym wpisie 10 lat temu byl tu tylko 1 hotel. Teraz jest ich pelno a na glownej ulicy - bazarze, sklep za sklepem, restauracja za restauracja, masaze, torby, a takze papier toaletowy (miejscowi uwazaja go za kuriozum). Wobec czego miasto podzielone jest na 2 frakcje - tych co zyja z turystow i tych co chcieliby zeby byla cisza i spokoj i miasto bylo odwiedzane tylko przez pielgrzymow.
2. Poniewaz miasteczko jest wysoce turystyczne nikogo nie dziwi widok bialego, chociaz sklepikarze i zebracy i tak w kolko do znudzenia powtarzaja: excuse me madam, how are you, where are you from, come to my shop, give me food, give me money etc...
3. Wsrod przybyszow kroluja blond glowy cale w dredach i kolczykach, wytatuowane nogi, rece i bog wie co jeszcze. Niektorzy nie przejmuja sie ogolnie przyjeta zasada szacunku dla innych i paraduja w podkoszulkach na ramiaczkach oraz szortach, trzymajac sie przy tym za rece.
(u miejscowych to nie spotykane chyba ze chodzi o dwoch mezczyzn). dzisiaj widzialam nawet bialego Sadhu (medrca) o ile taka kombinacja wogole jest mozliwa.
4. Na waskiej ulicze - bazarze motocykle , rowery i ryksze mimo przechadzajacych sie tlumow nie zatrzymuja sie, ani tez nie ustepuja tak jak na ulicach duzych miast, poprostu trabia krzycza i wjezdzaja w ludzi ktorzy uskakuja a oni nie musza hamowac.
5. Swiete krowy - tylko dla nich motocykle sie zatrzymuja. Naleza do kogos. Nie wiadomo do kogo. Jednakze pastwisk tu nie ma, wybetonowane albo spieczone ubite gliniane ulice to ich teren. Zywia sie odpadkami podobnie jak dzikie swinie. Jedza skorki owocow, czasem ktos przyniesie im jakichs ziol. Poniewaz na ulicach lezy plastik czesto krowy zjadaja go, plastikowe torebki owijaja sie im wokol zoladkow a one cierpia. Czesto maja cialo w ranach. O to nikt nie dba.
6. Mimo wszystko to miasteczko ma duzo wiekszy urok niz duze miasta, choc halas i ruch panuje tu ciagle. Sa i przyjazni sklepikarze, restauratorzy, ktorzy nie probuja naciagac i zapraszaja do swoich przybytkow w nienachalny sposob. No i mimo brudu jest o niebo czystsze niz inne miejsca w ktorych do tej pory bylam.
wszystkich zapraszam do komentarzy i pytan.
cdn....
1. Jak juz wspominalam we wczesniejszym wpisie 10 lat temu byl tu tylko 1 hotel. Teraz jest ich pelno a na glownej ulicy - bazarze, sklep za sklepem, restauracja za restauracja, masaze, torby, a takze papier toaletowy (miejscowi uwazaja go za kuriozum). Wobec czego miasto podzielone jest na 2 frakcje - tych co zyja z turystow i tych co chcieliby zeby byla cisza i spokoj i miasto bylo odwiedzane tylko przez pielgrzymow.
2. Poniewaz miasteczko jest wysoce turystyczne nikogo nie dziwi widok bialego, chociaz sklepikarze i zebracy i tak w kolko do znudzenia powtarzaja: excuse me madam, how are you, where are you from, come to my shop, give me food, give me money etc...
3. Wsrod przybyszow kroluja blond glowy cale w dredach i kolczykach, wytatuowane nogi, rece i bog wie co jeszcze. Niektorzy nie przejmuja sie ogolnie przyjeta zasada szacunku dla innych i paraduja w podkoszulkach na ramiaczkach oraz szortach, trzymajac sie przy tym za rece.
(u miejscowych to nie spotykane chyba ze chodzi o dwoch mezczyzn). dzisiaj widzialam nawet bialego Sadhu (medrca) o ile taka kombinacja wogole jest mozliwa.
4. Na waskiej ulicze - bazarze motocykle , rowery i ryksze mimo przechadzajacych sie tlumow nie zatrzymuja sie, ani tez nie ustepuja tak jak na ulicach duzych miast, poprostu trabia krzycza i wjezdzaja w ludzi ktorzy uskakuja a oni nie musza hamowac.
5. Swiete krowy - tylko dla nich motocykle sie zatrzymuja. Naleza do kogos. Nie wiadomo do kogo. Jednakze pastwisk tu nie ma, wybetonowane albo spieczone ubite gliniane ulice to ich teren. Zywia sie odpadkami podobnie jak dzikie swinie. Jedza skorki owocow, czasem ktos przyniesie im jakichs ziol. Poniewaz na ulicach lezy plastik czesto krowy zjadaja go, plastikowe torebki owijaja sie im wokol zoladkow a one cierpia. Czesto maja cialo w ranach. O to nikt nie dba.
6. Mimo wszystko to miasteczko ma duzo wiekszy urok niz duze miasta, choc halas i ruch panuje tu ciagle. Sa i przyjazni sklepikarze, restauratorzy, ktorzy nie probuja naciagac i zapraszaja do swoich przybytkow w nienachalny sposob. No i mimo brudu jest o niebo czystsze niz inne miejsca w ktorych do tej pory bylam.
wszystkich zapraszam do komentarzy i pytan.
cdn....
poniedziałek, 21 lutego 2011
19.-20.02
1. Prawda na dzis; Zamykaj okno w autobusie kiedy osoba przed toba sie wychyla przez okno bo albo bedzie wymiotowac albo plus a wszystko to wyladuje na tobie. Ten kto ma dobry refleks zajdzie wiec dalej.
2. Osoby na dzis: Michael, Aurora
3. Zagadka dnia: gdzie siusiaja kobiety?
A wiec spalam zdrowo 12 godzin. Okazalo sie ze w drugim pokoju u tej samej rodziny spi inny couchsurfer -Michael, postanowilismy razem udac sie na sniadanie oraz zwiedzanie palacu krolewskiego. Ciekawa rzecz ktora zauwazylam w Jaipurze to kobiety za kolkiem i prowadzace skutery, w Delhi widzialam moze ze 4 tutaj jest ich zdecydowanie wiecej. Przy okazji okazalo sie ze Michael pracuje w branzy filmowej, zajmuje sie dystrybucja filmow dokumentalnych oraz edukacja filmowa, jednym slowem mielismy o czym rozmawiac. Wymienilismy tez liczne uwagi na temat Indii. Potencjalnie dzieki temu znalazlam towarzystwo na Goa. Chcialabym jechac na mniej uczesczane plaze a nie do transowego raju, zawsze to wtedy chyba lepiej z kims. Dostalam takze kilka cennych porad zawodowych, wiec mam nadzieje ze nasze drogi jeszcze sie skrzyzuja i bedzie okazja dowiedziec sie wiecej. Takze dzisiaj Puszkar - autobusem. Potem pewnie Mumbaj i Goa, no chyba ze po drodze zdecyduje sie jeszcze zahaczyc o Udaipur - ponoc bardzo piekny. No nic zobaczymy jak to wszystko bedzie wygladac cenowo i pogodowo. Bardzo sie ciesze ze jade do mniejszej miejscowosci. Nie sadzilam ze Indie okaza sie tak meczace. Puszkar to podobno i tak bardzo turystyczne miasto. Problem w tym ze zeby jechac calkiem na wies to trzeba miec znajomych albo musi to byc miejsce pielgrzymek bo inaczej nie za bardzo jest sie gdzie zatrzymac. Pozegnalam sie z moimi gospodarzami i ruszylam tym razem na dworzec autobusowy. Jako ze kobiety powinny byc w oddzielnej kolejce a takiej nie bylo, podeszlam z boku budki i udalo mi sie kupic bilecik do
Ajmer za 82 rp a pozniej zlapac busik za 8 rp do Puszkar. Obylo sie w sumie bez przygod. Troche bylo ciasno ale mialam swoje miejsce, no i wykazywalam sie refleksem wobec plujacych przede mna:). Na miejscu czekala Aurora, ktora poznalam jeszcze w Delhi, z tymze ona akurat nie chciala ogladac Taj Mahal bo bedzie tam wkrotce ze znajomym. Mieszkamy w malym rodzinnym hoteliku za 60 rp. Piekny tarasik. Panie w domu ciagle szyja, piora i daja lekcje gotowania. Puszkar w ciagu ostatnich 10 lat stalo sie miastem bardzo turystycznym tak wiec popyt jest. Z jednej strony to dobrze bo przynajmniej widuja tu bialych ludzi i miejscowi nie swidruja tak oczami. Z drugiej str0ny wiadomo, pelno tandetnych pamiatek, pseudo indyjskich ciuchow, plastikowych gadzetow. No i internet po 30 rp za godzine. Pokoik nie ma okna ale za to ma lazienke. Oprocz tego mieszkancy wstaja o 4, 5 , kaszla i charcza ale tutaj nie da sie kupic zatyczek do uszu. Wszyscy sa tak przyzwyczajeni do halasu ze chyba by umarli jakby sobie zatkali uszy. Zreszta ja np. celowo nie wzielam zadnego walkmana ani urzadzenia grajacego. Staram sie tez w miare mozliwosci rozmawiac z miejscowymi kobietami pytac je o zycie rodzinne, malzenstwo, szacunek rodziny. Tutaj wszystko jest inne ale takze i roznorodne w samych indiach.
Teraz moze o samym Puszkarze. To swiete miejsce wszystkich hinduistow. Tutaj jest jedyna na swiecie swiatynia Bramy oraz swiete jezioro, ktore ponoc powstalo po tym jak Brama upuscil lotos z nieba. Miejsce podobno bylo nawiedzone przez demony.Zeby je wygnac Brahma chciał w miejscowym jeziorze dokonać samounicestwienia (jagna) ale do tego konieczna byla obecnosc jego malzonki, a kiedy jego żona nie przybyła na czas, wówczas poślubił inną kobietę. Rozgniewana Sawitri przeklęła Brahmę, że za karę nie będzie czczony nigdzie poza Pushkar. Tak wiec mozna odwiedzic wszystkie swiete miejsca ale jak sie nie odwiedzi Puszkar to koniec. Atmosfera tutaj w porownaniu do miast jest raczej luzna. Swoja droga bardzo ciekawa rzecz. W miastach mezczyzni siusiaja wprost na ulicach, pod scianami, do urynalow, do bram, na jezdnie, nikt sie jakos nie krepuje. Natomiast bardzo ciekawa jestem co robia kobiety? Rajastan w ktorym znajduje sie Puszkar to takze stan slynny ze swoich pustyn i wielbladzich safari, ale ja chyba sobie takie safari daruje. Poza tym poniewaz to swiete miasto nie je sie tu miesa, nie powinno sie calowac, i nigdzie nie sprzedaja alkoholu (poza jedna knajpa gdzie podaja piwo zawiniete w papier w zawrotnej cenie ok 15 zl gdyz jak tlumaczyl nam kelner musza przeciez dawac lapowki policji). Centralnym punktem miasta jest jezioro, otoczone przez ghaty czyli schody, ktorymi schodza pielgrzmi ktorzy chca wziac rytualna kapiel. Na schody nie wolno wchodzic w butach. Dookola miasta znajduja sie liczne (pustynne ) wzgorza na ktorych wznosza sie mniejsze swiatynie oraz rosna kaktusy. Poki co wdrapalam sie na jedno z nich i podziwialam widoki miasta oraz pustyni. Poki co jest umiarkowanie goraco (ponad 25 st w dzien i calkiem chlodno w nocy) ale za pare tygodni bedzie tu nieznosna spiekota. W samym miescie kroluje ciagnacy sie przez miasto bazar poprzetykany knajpkami oraz swiatyniami. 10 lat temu byl tutaj tylko 1 hotel. A pielgrzymi zatrzymywali sie w grupowych salach(zwanych dharamsalami.) cdn...
2. Osoby na dzis: Michael, Aurora
3. Zagadka dnia: gdzie siusiaja kobiety?
A wiec spalam zdrowo 12 godzin. Okazalo sie ze w drugim pokoju u tej samej rodziny spi inny couchsurfer -Michael, postanowilismy razem udac sie na sniadanie oraz zwiedzanie palacu krolewskiego. Ciekawa rzecz ktora zauwazylam w Jaipurze to kobiety za kolkiem i prowadzace skutery, w Delhi widzialam moze ze 4 tutaj jest ich zdecydowanie wiecej. Przy okazji okazalo sie ze Michael pracuje w branzy filmowej, zajmuje sie dystrybucja filmow dokumentalnych oraz edukacja filmowa, jednym slowem mielismy o czym rozmawiac. Wymienilismy tez liczne uwagi na temat Indii. Potencjalnie dzieki temu znalazlam towarzystwo na Goa. Chcialabym jechac na mniej uczesczane plaze a nie do transowego raju, zawsze to wtedy chyba lepiej z kims. Dostalam takze kilka cennych porad zawodowych, wiec mam nadzieje ze nasze drogi jeszcze sie skrzyzuja i bedzie okazja dowiedziec sie wiecej. Takze dzisiaj Puszkar - autobusem. Potem pewnie Mumbaj i Goa, no chyba ze po drodze zdecyduje sie jeszcze zahaczyc o Udaipur - ponoc bardzo piekny. No nic zobaczymy jak to wszystko bedzie wygladac cenowo i pogodowo. Bardzo sie ciesze ze jade do mniejszej miejscowosci. Nie sadzilam ze Indie okaza sie tak meczace. Puszkar to podobno i tak bardzo turystyczne miasto. Problem w tym ze zeby jechac calkiem na wies to trzeba miec znajomych albo musi to byc miejsce pielgrzymek bo inaczej nie za bardzo jest sie gdzie zatrzymac. Pozegnalam sie z moimi gospodarzami i ruszylam tym razem na dworzec autobusowy. Jako ze kobiety powinny byc w oddzielnej kolejce a takiej nie bylo, podeszlam z boku budki i udalo mi sie kupic bilecik do
Ajmer za 82 rp a pozniej zlapac busik za 8 rp do Puszkar. Obylo sie w sumie bez przygod. Troche bylo ciasno ale mialam swoje miejsce, no i wykazywalam sie refleksem wobec plujacych przede mna:). Na miejscu czekala Aurora, ktora poznalam jeszcze w Delhi, z tymze ona akurat nie chciala ogladac Taj Mahal bo bedzie tam wkrotce ze znajomym. Mieszkamy w malym rodzinnym hoteliku za 60 rp. Piekny tarasik. Panie w domu ciagle szyja, piora i daja lekcje gotowania. Puszkar w ciagu ostatnich 10 lat stalo sie miastem bardzo turystycznym tak wiec popyt jest. Z jednej strony to dobrze bo przynajmniej widuja tu bialych ludzi i miejscowi nie swidruja tak oczami. Z drugiej str0ny wiadomo, pelno tandetnych pamiatek, pseudo indyjskich ciuchow, plastikowych gadzetow. No i internet po 30 rp za godzine. Pokoik nie ma okna ale za to ma lazienke. Oprocz tego mieszkancy wstaja o 4, 5 , kaszla i charcza ale tutaj nie da sie kupic zatyczek do uszu. Wszyscy sa tak przyzwyczajeni do halasu ze chyba by umarli jakby sobie zatkali uszy. Zreszta ja np. celowo nie wzielam zadnego walkmana ani urzadzenia grajacego. Staram sie tez w miare mozliwosci rozmawiac z miejscowymi kobietami pytac je o zycie rodzinne, malzenstwo, szacunek rodziny. Tutaj wszystko jest inne ale takze i roznorodne w samych indiach.
Teraz moze o samym Puszkarze. To swiete miejsce wszystkich hinduistow. Tutaj jest jedyna na swiecie swiatynia Bramy oraz swiete jezioro, ktore ponoc powstalo po tym jak Brama upuscil lotos z nieba. Miejsce podobno bylo nawiedzone przez demony.Zeby je wygnac Brahma chciał w miejscowym jeziorze dokonać samounicestwienia (jagna) ale do tego konieczna byla obecnosc jego malzonki, a kiedy jego żona nie przybyła na czas, wówczas poślubił inną kobietę. Rozgniewana Sawitri przeklęła Brahmę, że za karę nie będzie czczony nigdzie poza Pushkar. Tak wiec mozna odwiedzic wszystkie swiete miejsca ale jak sie nie odwiedzi Puszkar to koniec. Atmosfera tutaj w porownaniu do miast jest raczej luzna. Swoja droga bardzo ciekawa rzecz. W miastach mezczyzni siusiaja wprost na ulicach, pod scianami, do urynalow, do bram, na jezdnie, nikt sie jakos nie krepuje. Natomiast bardzo ciekawa jestem co robia kobiety? Rajastan w ktorym znajduje sie Puszkar to takze stan slynny ze swoich pustyn i wielbladzich safari, ale ja chyba sobie takie safari daruje. Poza tym poniewaz to swiete miasto nie je sie tu miesa, nie powinno sie calowac, i nigdzie nie sprzedaja alkoholu (poza jedna knajpa gdzie podaja piwo zawiniete w papier w zawrotnej cenie ok 15 zl gdyz jak tlumaczyl nam kelner musza przeciez dawac lapowki policji). Centralnym punktem miasta jest jezioro, otoczone przez ghaty czyli schody, ktorymi schodza pielgrzmi ktorzy chca wziac rytualna kapiel. Na schody nie wolno wchodzic w butach. Dookola miasta znajduja sie liczne (pustynne ) wzgorza na ktorych wznosza sie mniejsze swiatynie oraz rosna kaktusy. Poki co wdrapalam sie na jedno z nich i podziwialam widoki miasta oraz pustyni. Poki co jest umiarkowanie goraco (ponad 25 st w dzien i calkiem chlodno w nocy) ale za pare tygodni bedzie tu nieznosna spiekota. W samym miescie kroluje ciagnacy sie przez miasto bazar poprzetykany knajpkami oraz swiatyniami. 10 lat temu byl tutaj tylko 1 hotel. A pielgrzymi zatrzymywali sie w grupowych salach(zwanych dharamsalami.) cdn...
niedziela, 20 lutego 2011
18-19.02 Jaipur
1. Osoby na dzis: Sanjay, Amisha oraz Michael
2. Prawda o indiach na dzisiaj: czasem wydasz fortune na bilet kolejowy a czas i warunki podrozy takie same:)
A wiec pobudka przed 4ta kolejny dzien z rzedu), wyklocanie sie z rykszarzem o dobra stawke na dworzec (nie, nie 300 rupii tylko 70 ew. + 10 za duzy bagaz) przeciez za bilet zaplacilam 87 rupii ( anie lux 300). Pociag juz czekal na dworcu oczywiscie numer pociagu nie ten co na bilecie, ale potem przekonalam sie co znaczy kolejne malymi literkami napisane na bilecie haslo "old train number".Oczywiscie przejscie na peron bylo nie latwe bo kladka zamknieta, a wiec wszyscy na tory, w tym ja z 2 ma plecakami wczolgiwac sie jelam na wlasciwy peron. Juz nawet przestaje myslec jaka jestem brudna:)). Pociag jak pociag. Klasa ogolna, na przeciwko mnie 2 sympatyczne starsze panie w chustach. Jakos w hindi zapytaly mnie o to dokad jade i ja zrozumialam o co chodzi. Przez kolejne 4 godziny jazdy bylo coraz zimniej ale ze wyjelam spiwor i siedzielismy w 4 na 3 osobowej lawce to nie ma co narzekac, troche przymknelam oczy, no i panie nade mna czuwaly wiec niebezpieczenstw nie bylo. Zreszta pociag jechal szybko i malo bylo stacji. Po wyladowaniu w Jaipurze najpierw pojechalam do domu Sanjaya. Udalo mi sie znalezc ryksze za 80, zamiast za proponowanych 200 wiec w sumie niezle. Mieszkanko cudowne, gospodarze uroczy. Na poczatku chcialam wybadac czy maja jakies oczekiwania, ogolnie lubia CS ale nie podoba im sie jak ludzie wchodza i wychodza bez slowa traktujac goscine jak hotel. Nie lubia takze poznych powrotow. Nie dziwie sie, obok jest slams, pozatym jakby cos sie stalo a rzeczy goscia beda u nich to do nich pierwszych przyjdzie policja. Zreszta nie mam zadnych planow imprezowych, 2 dni spalam po 4 godziny wiec raczej wieczorem to padne i tyle. Decyduje ze w jaipurze zostane jedna noc a pozniej pojade do pushkar. Potrzebuje czegos spokojniejszego, tutejsze miasta potrafia zameczyc na smierc. Poki co decyduje sie na wycieczke do niedaleko polozonego rozowego miasta. Przy okazji zwiedzam lokalne dzielnice w ktorych bialych praktycznie nie ma. Co do rozowego miasta pozwole zacytowac sobie jeden z serwisow: "Historia W 1727 r., kiedy państwo mogolskie przeżywało kryzys, maharadża Jai Singh zdecydował, że to już odpowiedni czas, by przenieść się z ciasnej fortecy na wzgórzu z pobliskiego Amberu na równiny. Zbudował więc miasto i otoczył je murem obronnym, zgodnie z zasadami planowania przestrzennego, opisanymi w Śilpa-Śastra, starej rozprawie hinduskiej o architekturze. Otoczone murem Różowe Miasto to stara część Jaipuru. W 1876 r. maharadża Ram Singh w ramach przygotowań do wizyty księcia Walii (późniejszego Edwarda VII) kazał pomalować ściany wszystkich budynków starego miasta na kolor różowy, tradycyjnie utożsamiany w Indiach z gościnnością. Starówka jest częściowo otoczona murem z siedmioma bramami, szerokie na 30 metrów aleje dzielą Różowe Miasto na równe prostokąty. Tutaj właśnie znajdują się najważniejsze miejsca odwiedzane przez turystów. Pałac Maharadży – City Palace Miejski kompleks pałacowy, położony w środkowej części starówki, składa się z dziedzińców, ogrodów i budynków pałacowych. Mury zewnętrzne zbudował Dżaj Singh, a niektóre budynki powstały stosunkowo niedawno, nawet na początku ubiegłego stulecia. Obecnie pałac stanowi mieszankę architektury radżasthańskiej i mogolskiej." ( kto chce wiecej niech czyta http://www.podrozeiherbata.pl/posts/view/jaipur-rozowe-miasto-i-okolice) Miasto slynie z recznie farbowanych i stemplowanych tkanin, szytych na miare ubran, muslinow itp (zdjecia z produkcji recznej na fb juz wkrotce). Tak wiec cale popoludnie spedzilam chodzac po miescie, udalo mi sie takze odwiedzic palac na wodzie, oraz przejechac lokalnym autobusem za 5 rupii co samo w sobie stanowi przezycie. Ciekawy jest takze palac Hawa Mahal zbudowany przez Radze dla kobiet coby mogly sobie troche poogladac co sie dzieje na ulicach same nie bedac widziane. Miasto jest znacznie czystsze niz delhi. Wiadomo naciagacze wszedzie. Uszylam sobie jeden garniturek (chyba troche przeplacilam ale juz brak mi ubran) Niestety potem juz bylam strasznie zmeczona, a polecana przez lonely planet knajpa z racji bycia polecana, ceny miala juz dwukrotnie drozsze niz w przewodniku plus 10 rupii "podatku", jednak bylam juz tak zmeczona i glodna ze stwierdzilam ze zaszaleje z obiadem za 100 rupii na dachu jednego z krawieckich pawilonow wokolo muru, zjem, posiedze i poobserwuje pawiany. Gdy wracalam zaczelo robic sie juz ciemno, dobrze trafilam w okolice moich gospodarzy jednak ich ulica nie jest tak naprawde ulica tylko dlugim okraglym traktem przecinajacym dzielnice, i coraz to ktos pokazywal mi droge, ale juz wydawalo mi sie ze chodze w kolko, a jak to w indiach bywa ludzie nie powiedza ci ze nie wiedza bo to niegrzecznie tylko beda ci pokazywac sprzeczne kierunki... No i dobre dzielnice przemieszane sa ze slumsami, na szczescie jakis dobry czlowiek ktory okazal sie sasiadem zaprowadzil mnie gdzie trzeba, po czym po prostu padlam jak dluga obiecujac sobie zwiedzanie palacu nastepnego dnia rano. cdn...
Subskrybuj:
Posty (Atom)