poniedziałek, 28 lutego 2011

Bombaj - Mumbai

Pociag powoli zaczal wjezdzac w strefe miejska Bombaju. Przy torach palmy, smieci i oczywiscie kilometry slumsow. Bombaj to najnowoczesniejsze miasto Indii a jednoczesnie w jego obszarze znajduje sie najwiecej kilometrow kwadratowych slumsow na swiecie. Na poczatku bombaj skladal sie z siedmiu wysp ktore z czasem w ramach wyrywania ziemi morzu polaczono w calosc. Wg spisu ludnosci z 2008 mieszka tu ok 17 000 000 ludzi, a na kazdy 1 000 000 ludzi jest az 17 toalet. Nie dziwi wiec ze tyle ludzi zalatwia swoje potrzeby na ulicy. Zreszta tak sie dzieje w calych Indiach, mowie oczywiscie o mezczyznach ktorzy z duma wyciagaja swe narzady gdzie popadnie i jeszcze rozgladaja sie po okolicy czy aby wszyscy podziwiaja ze oto wlasnie oddaja mocz. Wyspy Bombaju zasypywano ziemia, smieciami i tak powstal jeden polwysep. W 1995 roku zmieniono nazwe Bombaj na Mumbai. To ogromne i kosmopolityczne miasto z 3ma lotniskami, gdzie nikogo nie dziwi ani widok bialej kobiety, ani lokalnej kobiety w T-shircie (gdzie indziej t-shirt raczej wzbudza zainteresowanie). Wiele kobiet prowadzi samochody, skutery a takze wychodzi po zmroku. Z moimi dwoma plecakami tradycyjnie nie moglam opedzic sie od "pomocnych" rykszarzy, podeszlam wiec do najbardziej spokojnego ktory i tak targowal sie zaciekle tlumaczac sie ze parking przed dworcem kosztuje. No ale co mnie to obchodzi, przeciez moge wyjsc poza parking i tam zlapac ryksze, skoro wiem ze cena do mieszkania Saszy powinna wynosic okolo 100 rp. Jakos udalo nam sie dogadac cene plus tradycyjne 20% za plecaki i dalsze 10 za biala skore. Akurat przy stacji Bandra gdzie zawital moj pociag rozpoczyna sie najwiekszy slums na swiecie, ale sa tez i normalne domy. Jako tako przepchnelismy sie przez korek i nawet prawie nie zdziwil mnie kucajacy na lewym pasie czteropasmowej jezdni dziesieciolatek bez spodni ktory beztrosko ogladal swiezo zrobiona przez siebie na ulicy kupe. Rykszarze w Mumbaju sa chyba najbardziej szaleni w calych Indiach. Ja juz przyzwyczailam sie do trabienia (ktore oznacza: ustap, bede wyprzedzac lub tez nie wpychaj mi sie pod kolo), a takze do tego ze motoryksze wciskaja sie prawie pod autobusy i ciezarowki. Zazwyczaj jednak nie rozwijaja wiekszej predkosci niz 30-40 km/h ale pan bombajski rykszarz postanowil dac popis brawury i wyprzedzic nie tylko autobusy, inne ryksze i ciezarowki ale takze wszystkie inne pojazdy po drodze. Moze byl zly ze sie targowalam albo spieszyl sie na inne zlecenie. Jednakze jak widac przezylam. W Polsce chyba nie znioslabym takiej jazdy, to samo tyczy sie kierowcow autobusow podmiejskich ktorzy w Polsce doprowadzaja mnie niemal do histerii, tutaj wszyscy prowadza jak szaleni - ale nawet jesli wyprzedzaja na 3ceiego to nie ma w nich tego polskiego cisnienia zeby przetrzymac tego z naprzeciwka do ostatniej chwili, pokazac kto jest silniejszy. W Indiach mimo wszystko rzadzi ahimsa- czyli zasada nie wyrzadzania innym ludziom krzywdy. Dojechalam do domu Sashy i nawet udalo mi sie trafic mimo ze nigdzie nie ma nazw ulic a ludzie poruszaja sie po tzw "Landmarks", a to kolo hotelu takiego i takiego a to kolo bazaru a to kolo ogrodow takich a takich. Sashy nie zastalam ale zastalam dwie niemieckie mlodziutkie couchsurferki ktore spedzily w indiach 3 miesiace pracujac na zmiane w szpitalu i wdomu dziecka. Upal i wilgoc w Mumbaju wyraznie dawaly sie we znaki, jednak na szczescie moj pedzacy glut po malu zaczal ustepowac. Po miescie mozna poruszac sie odpowiednikiem trojmiejskiej SKM-ki gdzie krouluja wagony z otwartymi drzwiami i obowiazkowo przedzialy tylko dla kobiet coby scisnieci mezczyzni owych kobiet nie macali za bardzo. Zreszta panie potrafia byc bardzo waleczne nawet i w swoim gronie. Nieustanne przepycchanie sie, przesadzanie i ustalanie kto ma gdzie stac kroluje na calej trasie. Na bardziej popularnych stacjach na prawde trzeba uwazac zeby ktoras wojowniczka nie polamala innej zeber. Oprocz w pociagach kroluje wszechobecna sprzedaz nareczna (agrafki, grzebienie, spinki, a w godzinach popoludniowych takze przekaski), zebracy, oraz spiewako-zebracy. Przekroj twarzy jest imponujacy od urode mocno tajskiej, tylko bardziej sniadiej, po niemal kurdyjska bladosc oraz rysy afrykanskie. Niesamowite sa takze okutane muzulmanki (takze z henna na rekach - czyli nie jest to sprawa religijna a raczej kulturowo tradycjyma) ktore ciezko opadaja na siedzenia zdejmujac po koleji zaslone z twarzy , wlosow, oraz szal. Co do muzlmalnek zreszta to w sumie ciekawa sprawa, Mumbai to miasto bardzo kosmopolityczne, mozna tu zobaczyc pary trzymajace sie za rece, co na prawde nie zdarza sie w Indiach, ale dziwia muzulmanki zakryte do reszty i trzymajace sie za rece z mezczyznami. MIasto jest bardzo duze, glowna czesc lezy na poludniu nazwya sie Colaba i wyglada jak mini Londyn, poza tym jak na Indie to (oprocz slumsow i torow kolejowych) jest bardzo czysto, sa kosze smieci, i smieciarki. Pelno jest barow, restauracji, sklepow w stylu zachodnim. To tutaj bardzo czesto producenci filmow bollywodzkich werbuja bialych do statystowania w filmach. Tutaj tez znajduje sie India gate oraz hotel Taj Mahal w korym 3 lata temu wybuchly bomby. Odrobine na polnocny zachod lezy plaza Chowpatti (nie kapac sie - grozi wypaleniem skory na nodze) gdzie wieczorem wszyscy przechadzaja sie, zakaszaja uliczne przysmaki i wate cukrowa i delektuja sie chlodem wieczoru. Prawda jest taka ze w poludnie (zwlaszcza o tej porze roku) na dworzu nie ma paktycznie ruchu, parki, centra handlowe, wiekszosc restauracji zaczyna zyc po zmroku a do tego czasu kazdy chowa sie gdzie moze. W luksusowej dzielnicy Malabar Hill polozonej jak sama nazwa wskazuje na wzgorzu, mieszcza sie wiezowce z widokiem na Morze Arabskie, oraz piekny park zwany wiszacymi ogrodami. Razem z moimi niemieckimi towarzyszkami strzelilysmy sobie lody i podziwialysmy piekna panorame miasta oraz slicznie utrzymana zielen. To kolejne Niemki na mojej drodze i bardzo pozytywnie jestem zadziwiona bardzo pozytywnym nasatwieniem mlodych Niemcow do Polakow. Maja nas za ciezkopracujacych, dobrze znajacych angielski i ... uczciwych. Przejechalysmy takze przez poludniowa czesc miasta autobusem co pozwolilo nam nieco zorientowac sie w tym bardzo roznorodnym miescie. Tak jak pisalam wczesniej Mumbai okazal sie tym co wyobrazalam sobie o Delhi. Tutejsze uniwersytety maja bogata oferte studiow oraz stypendia adresowane do najnizszej kasty niedotykalnych Dallit. Co ciekawe na ulicach tego miasta nie ma tak bardzo wszechobecnych krow, za to na polnocy miasta znajduje sie ogromny kompleks bedacy polaczeniem mleczarni i pgru (wiec moze tam wedruja wszystkie krowy i nie musza moze dzieki temu zjadac plastiku.). Kolejna kwestia to temat slumsow, ludzie maja tam prad, sklepy, komutery, internet, glowny problem polega na tym ze sa to domy sklecone z byle czego z fatalnymi warunkami sanitarnyni. Oprocz tego duzo ludzi mieszka, spi, i gotuje czasem doslownie na srodku ulicy czy chodnika. Trzeba zauwazyc ze problem nie bierze sie tylko z kiepskiej polityki mieszkaniowej czy socjalnej (ktora zapewne istnieje skoro zapewniane sa miejsca w parlamencie i szkolach dla najnizszych kast) ale takze stad ze Indie maja 123 plemiona koczownicze, ktorych to czlonkowie wola mieszkac w namiotach skleconcyh z foli i szmat niz mieszkac w stalym domu. Bardzo czesto widzi sie te namioty na obrzezach miast a takze w bardziej ustronnych miejscach duzych miast, niektorzy maja nawet namioto-garaze na motocykle czy skutery. W Mumbajskiej gazecie przeczytalam takze ze Indie maja zespol heavy metalowy Pentagram co jakos zupelnie mi do tej kultury nie pasuje, pewnie zreszta ma tylko wziecie w stanie indii w ktorym znajduje sie Mumbai czyli Maharashtra, ktory to ogolnie jest uznawany za bardziej liberalny (czy tez pro zachodni). Nie chce przez to mowic ze Indie sa krajem zacofanym, sa po prostu krajem ogromnych kontrastow, gdzie z jednej strony wszyscy maja internet a z drugiej kobiety nie wychodza po zmroku, czy tez dziwia sie ludziom ubranym na sposob zachodni. W nastepnej kolejnosci czeka mnie wizyta w miescie Aurangabad, w samym miescie niewiele co jest ale za to nie daleko znajduja sie piekne rzezbione (recznie dlutem!!!) w skale swiatynie i klasztory oraz malowidla buddyjskie, dzinistyczne oraz hinduistyczne z ktorych najstarsze siegaja 5 wieku p.n.e.


2 komentarze:

  1. pozdrawiam Cię Kaja i ściskam serdecznie; zajebiste to wszystko co piszesz ponieważ primo: autentyczne, secundo, terzio lo stesso, nieważne... mam przed oczami 1 zdjęcie - dzieciaki srające na torach- rewelka, szkoda że niewyraźne troszkę;
    Kaja - blog super, świetny pomysł aby urozmaicać prozę zdjęciami; przydałoby się więcej akapitów ku większej czytelności; świetnie, że piszesz co 1, 2 dni - nie zaniedbaj tego - jestem pewien że wiele, coraz więcej, osób wpada tu na chwilę i powraca...
    Trzymaj się mocno Kaja!

    OdpowiedzUsuń
  2. dzieki:) czasami niewyraznosc zdjec wynika z tego ze sa robione na szybko albo z ukrycia, tudziez z pociagu:)

    czekam na wiecej komentarzy i pytam zawsze to powod na dodatkowy temat.

    OdpowiedzUsuń