Hejka czytelnicy!
Wreszcie jakas cyberknajpa z normalna klawiatura, choc nie jestem pewna czy tubylcy nie rozniosa mnie na strzepy poniewaz spedzam tu juz godzine a komputery sa tylko 3. Co do przeprowadzki: bardzo jestem szczesliwa ze z grodzonego osiedla przenioslysmy sie z holenderska kolezanka do mniej wiecej normalnej dzielnicy prostych ludzi. Zdjecia zamieszczam na FB bo tutaj ciezko ladowac. Delhi jak pisalam ma okropne powietrze, a roznice pomiedzy biednymi i bogatymi sa niesamowicie przepastne. Na dodatek wszedzie plastik, papier smieci, czasem krowie odchody ale to jeszcze nie tak zle. Mimo wszystko zycie w dzielnicy w ktorej teraz mieszkamy toczy sie milo i normalnie. Jest narozna knajpko-budka gdzie na kilku kamieniach smaza lokalne placki oraz 6 rodzajow sosow, gestych i mniej gestych, jest dal z czarnej i zwyklej soczewicy, aloo goobi z kalafiora i ziemniakow oraz rozne szpinakowo sojowe przysmaki ktore oczywiscie wsuwac trzeba plackiem i rekami, a najlepiej jedna reka, ale ja jakos poki co nie bardzo jeszcze umiem wiec poki co jak swinka wygladam po jedzeniu. Shiva to dziwaczny ale i przemily gosc, ma kilka mieszkan, dziala w NGO i bardzo lubi pomagac cuchsurferom. I cale szczescie bo Delhi jest miastem ogromnym gdzie obok ludzi umierajacych z glodu na ulicy, walesajacych sie psow, kotow i krow stoja luksusowe shopping malle. Nie jest latwo sie przemieszczac, bo oprocz metra ktore jest ostatnim krzykiem mody i ma nawet wagon tylko dla kobiet (co za cudowny wynalazek) sa autobusy w ktorych kradna i obmacuja oraz ryksze i tuktuki w ktorych cena dla bialych jest X10. Sredna predkosc poruszania sie po Delhi samochodem to ok 40 km/h przy czym i tak wiekszosc samochodow jest niemilosiernie poobcierana i porysowana, gdyz mimo trzech pasow w szerokosci jezdni miesci sie 5 pojazdow, oraz ze dwoch rowerzystow i 4 pieszych.
Udalo mi sie nabyc indyjska komorke co nie jest takie latwe bo wymaga zdjecia paszportu etc. Ewidetnie starch przed terroryzmem jest tu duzy co widac takze w metrze gdzie kazda torba i pasazer sa skanowani a w kazdym wagonie jedzie uzbrojony pan zolnierz albo pani zolnierka, albo i dwie. Udalo mi sie zobaczyc troche starych i nowych Delhi ale nie nastawilam sie jakos na wielkie zwiedzanie bo to miasto bardzo meczy a przemieszczanie sie zajmuje godziny. Pozatym ciagle chce mi sie spac. Moze to brak tlenu, moze powietrze pelne pylu moze leniwa atmosfera, choc wszyscy ciagle tu pracuja i poruszaja sie. Po tym jak shiva odebral nas ze stacji metra 2 dni temu poszlismy do lokalnej restauracji na sniadanio obiad, potem proba polaczenia sie z internetem w kafejce, potem rozpoczely sie rozmowy o religii, o wierzeniach. Shiva opowiedzial nam jak medytuje, troche o tym kim sa Sikhowie. Choc z definicji slownikowych wynika ze sa oni grupa religijna laczaca w sobie islam i hinduizm, Shiva twierdzi ze sa oni bardziej hinduistami. Potem okazalo sie ze shiva umie czytac z reki, i faktycznie calkiem duzo rzeczy sie zgadzalo. Mowi ze nauczyl sie tego kiedy handlowal kamieniami a obok siedzieli wrozbici. Potem drzemka i kolacja w lokalnej knajpce (znowu dal i znowu kalafior ze swiezo robionymi plackami - sraczki brak;))) no i spanie:). Kitty - dziewczyna z holandii rok starsza ode mnie jest bardzo ciekawa osoba, zjedzila pol swiata, glownie ameryke poludniowa, i pracuje dorywczo jako przewodnik. Tym razem byla 4 miesiace w Nepalu gdzie podrozowala sama oraz pracowala w jednej wiosce jako wolontariusz opiekujacy sie niepelnosprawnymi dziecmi. Na koniec postanowila spedzic 2 tygodnie w indiach i juz jutro wyjezdza, ale dzieki temu poznalysmy sie razem serfujac po kanapach:) Postanowilsmy ze skoro Delhi jest takie meczace obejrzymy 2-3 rzeczy i nie bedziemy sie jakos zarzynac turystycznie. Rano przywitalo nas parne powietrze i pierwsze krople deszczu, ktory o tej porze jest raczej rzadkoscia. Do mieszkania w ktorym spimy przybyla jeszcze jedna dziewczyna. Ma 42 lata, wyglada na 30 i podrozuje juz od 14 miesiecy. Nadal zadziwiaja mnie te historie jak to ludzie jezdza bez pieniedzy. Ale faktycznie jak juz sie jest w Azji to wszystko wyglada duzo lepiej i otwieraja sie pewne mozliwosci. Ja juz dostalam propozycje miesiecznej pracy w biurze turystycznym gdzie szukaja ludzi z polskim. No ale nic poki co chce sobie pojezdzic. Shiva byl naszym kierowca a wiec wszystko mimo ze powoli poszlo bardzo sprawnie, i tak o to juz o 17 udalo nam sie dojechac na grob Hanuymana, po drodze zwiedzajac swiatynie Lakshmi, ktora to Gandhi uczynil swiatynia wszystkch hinduistow, bez wzgledu na pochodzenie i kaste. Po drodze bylo jeszcze male poszukiwanie spodni dla mnie (jednak sklepy okazaly sie zbyt drogocenne) gdyz za wiele ubran to nie mam ze soba, a lepiej i tak ubierac sie w lokalne gadzety zeby nie bylo za duzo widac itp. Pozniej udalo nam sie znalezc jeszcze jedna znajoma SHivy z CS ktora jest z Portland i razem ruszylismy do swiatyni Lotosu, ktora jak na zlosc akurat nie byla oswietlona wiec tylko popatrzylysmy sobie z bliska na ta dosyc ciekawa bryle, wygladajaca jak mini opera z Sydney. Potem jeszcze krotka wizyta w lokalnym "show rommie" gdzie kupuje si ebizuterie, ubrania. materialy i udalo mi sie kupic nie drogo komplecik a la pizama. Nastepnie pojechalismy do swiatyni Sikhow. Religia Sikhow nakazuje im oddawac 10% swojeg dochodu ubogim, oprocz tego ich wielka przyswiatynna kuchnia codziennie wydaje nawet do 40 000 posilkow. Wszyscy siadaja w jednym rzedzie dostaja swoja tacke, sosy, placki i kazdy moze najesc sie do syta. Uroczy sa mali Sikhowie w mini turbanach, albo chustkach z zakretasem na czubku ktorzy takze pomagaja przy roznoszeniu posilkow. Placki nalezy przyjmowac obiema rekami. Oczywiscie na terenie swiatyni zarowno mezczyzni jak i kobiety musza miec chociaz skrawek materialu na glowie, wobec czego dookola rozstawione sa kosze z roznokolowymi szmatkami. Aha no i oczywiscie wszyscy na bosaka. A ze wczoraj troche padalo i bylo zimno balymsy sie przeziebiena, ale w koncu to swiete miejsce wiec moze bedzie ok:) Potem mycie rak i nog i wizyta w pieknej wyscielanej dywanami swiatyni, gdzie na zywo spiewane sa modlitwy transmitowane radiowezlem na terenie calego "osrodka". Na koniec dostaje sie blogoslawienstwo w postaci smacznego slodkiego malego kawalka chleba i potem juz tylko lyk swietej wody oraz obmycie nia twarzy no i szczescie gwarantowane. Ponoc jeden z goru po kolejnej napasci na Delhi, gdy bylo ono w ruinach dotknal ziemi i trysnelo zrodlo - ktore to dziala do dzis. Przy swiatyni znajduje sie takze ogromne baseno-jezioro do rytualnych kapieli oraz wszelkiego rodzaju kruzganki i pomieszczenia w ktorych moga spac ubodzy potrzebujacy oraz podrozni. Ogolnie dzien bardzo owocny bo takze z samochodu moglismy zobaczyc wiele choc na koniec zerwala sie tak straszna ulewa i pioruny ze podobno 10 lat takiej tutaj nie bylo nawet w monsunowej porze. Ale jakos udalo sie dotrzec do domu, a dzisiaj chociaz juz 14ta bede probowala dostac sie do Agry gdzie mam zarezerwowany pokoj. Jak sie nie uda to wracam do shivy.... A jak sie uda to w czwartek Taj Mahal o wschodzie slonca:)) potem Jaipur i pushkar gdzie podobno mozna sie zrelaksowac..... pozdrawiam was czytelnicy:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz