wtorek, 22 lutego 2011

Pushkar 20-23.02

To juz moj piaty dzien w Puszkarze chwilowo jestem sama. W miedzyczasie wdrapalam sie na wzgorze do jednej z licznych pobliskich swiatyn, jadlam kolacje z ksieciem, zostalam ubodziona przez swieta krowe, zrobilam troche zdjec oraz wczoraj nabawilam sie okrutnego przeziebienia, a wiec dzisiejszy poranek spedzilam wcinajac imbir, cytryne, rutinoscorbin i co tam jeszcze mialam. Dopadl mnie bardzo meczacy katar ktory wogole nie chce przejsc. Moze to powietrze. Ale jakos nie spieszno mi do miejskiego gwaru wobec czego w Puszkarze mam zamiar siedziec caly tydzien. Mieszkam sobie w rodzinnym pensjonacie, gdzie kobiety szyja i piora caly dzien, ogladajac przy tym lokalne soap - opery. Oprocz tego w domu od 4 rano panuje gwar i ruch, zaczyna sie od porannego kaslania, ktore brzmi jakby ktos probowal wypluc pluca i jednoczesnie gwalcil akordeon. Potem mycie podlog, pluskanie, chlastanie, na koniec sytuacja sie uspokaja i pani domu klaszczac odspiewuje poranna modlitwe za dom i mieszkancow. Pozniej szycie, gotowanie, telewizor, kaslanie, pozniej do 1 w nocy rozmowy z goscmi i panem domu ktore brzmial jakby ktos na przemian krzyczal i gulgotal. Na szczescie na tarasie jest cisza, a fakt ze jestem w miejscowosci turystycznej umozliwil mi jednak kupno zatyczek do uszu ktore na codzien sa towarem niedostepnym. Poniewaz wodospady kataru uniemozliwiaja mi sprawne myslenie podziele sie kilkoma uwagami i spostrzezeniami w formie punktow.

1. Jak juz wspominalam we wczesniejszym wpisie 10 lat temu byl tu tylko 1 hotel. Teraz jest ich pelno a na glownej ulicy - bazarze, sklep za sklepem, restauracja za restauracja, masaze, torby, a takze papier toaletowy (miejscowi uwazaja go za kuriozum). Wobec czego miasto podzielone jest na 2 frakcje - tych co zyja z turystow i tych co chcieliby zeby byla cisza i spokoj i miasto bylo odwiedzane tylko przez pielgrzymow.

2. Poniewaz miasteczko jest wysoce turystyczne nikogo nie dziwi widok bialego, chociaz sklepikarze i zebracy i tak w kolko do znudzenia powtarzaja: excuse me madam, how are you, where are you from, come to my shop, give me food, give me money etc...

3. Wsrod przybyszow kroluja blond glowy cale w dredach i kolczykach, wytatuowane nogi, rece i bog wie co jeszcze. Niektorzy nie przejmuja sie ogolnie przyjeta zasada szacunku dla innych i paraduja w podkoszulkach na ramiaczkach oraz szortach, trzymajac sie przy tym za rece.
(u miejscowych to nie spotykane chyba ze chodzi o dwoch mezczyzn). dzisiaj widzialam nawet bialego Sadhu (medrca) o ile taka kombinacja wogole jest mozliwa.

4. Na waskiej ulicze - bazarze motocykle , rowery i ryksze mimo przechadzajacych sie tlumow nie zatrzymuja sie, ani tez nie ustepuja tak jak na ulicach duzych miast, poprostu trabia krzycza i wjezdzaja w ludzi ktorzy uskakuja a oni nie musza hamowac.

5. Swiete krowy - tylko dla nich motocykle sie zatrzymuja. Naleza do kogos. Nie wiadomo do kogo. Jednakze pastwisk tu nie ma, wybetonowane albo spieczone ubite gliniane ulice to ich teren. Zywia sie odpadkami podobnie jak dzikie swinie. Jedza skorki owocow, czasem ktos przyniesie im jakichs ziol. Poniewaz na ulicach lezy plastik czesto krowy zjadaja go, plastikowe torebki owijaja sie im wokol zoladkow a one cierpia. Czesto maja cialo w ranach. O to nikt nie dba.

6. Mimo wszystko to miasteczko ma duzo wiekszy urok niz duze miasta, choc halas i ruch panuje tu ciagle. Sa i przyjazni sklepikarze, restauratorzy, ktorzy nie probuja naciagac i zapraszaja do swoich przybytkow w nienachalny sposob. No i mimo brudu jest o niebo czystsze niz inne miejsca w ktorych do tej pory bylam.

wszystkich zapraszam do komentarzy i pytan.

cdn....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz