Warszawa -Krakow 2.02
Po nocnym pakowaniu Last Minute (Dzieki Klaudia!!) i wieczornych sprawunkach (Pozdrowienia dla Adama!) decyduje ze jednak zamiast pociągiem o 6.05 pojadę tym o 7.50. Co prawda nie zaoszczędzę 10 pln ale za to mam 1,5 h snu extra.
Na dworzec odprowadza mnie niezawodny komitet pożegnalny w osobie Marzeny. Pociąg rusza i czuje jednocześnie wielka ulgę, ze ta podroż już się zaczęła, ale tez i niepokój "co bedzie dalej".
Ciężko jest znieść takie bombardowanie ze wszystkich stron: "Jedziesz sama?" , "Ale nie boisz się?" . Kazdy się chyba trochę boi wiec i ja. Ale dzięki przyjaciołom wyposażona jestem w spora ilość dokładnych informacji, liczne propozycje pomocy w sytuacjach alarmowych, dobre rady etc. Przecież zawsze chciałam pojechać w taka podroż. Poza tym myślę, ze każdy chociaż raz w życiu powinien odbyć długa podróż samemu, a Indie na taka okazje są kierunkiem wręcz doskonałym. Tyle słyszy się o ludziach ktorzy podrozuja nawet rok - dwa lata, biura podrozy oferuja bilety dookola swiata - popyt jest, a chetnych nie brakuje, wiec co to jest te kilka miesiecy. Dawno minely czasy, kiedy kazda informacja musiala byc przekazana ustnie sprawdzona tylko i wylacznie osobiscie. Dzisiaj zyjemy w globalnej wiosce, podrozujemy z laptopami komorkami, gpsami. Dlatego czasem przyjemnie zatracic sie w wedrowce czy przygodzie z tradycyjna mapa.
Dalej nie wiem co bedzie z noclegiem w Istambule, mam co prawda numer do czlowieka ale na smsa nie odpowiedzial. Ale to znajomy znajomych wiec zakladam ze nie dadza mi zginac:-). Troche przerazona jestem iloscia swojego bagazu: cale 10kg plus jeszcze 1,5 kg bagaz podreczny. Jeszcze nie minela godzina a juz zaczynaja mnie irytowac te wszystkie torebeczki, torebusie i saszetunie w majtkach i innych ciekawych miejscach ciala w ktorych poumieszczane mam paszport, dokumenty, karty dolary.
We Wloszczowej do przedzialu przysiada sie sympatyczna dziewczyna, a ja nerwowo przetrzasam plecak, zeby zrobic rachunek sumienia czego zapomnialam. Tym razem to kabel do aparatu (akurat to nic kupie w krakowie) i poduszka podrozna w ktora z taka pieczolowitoscia zaopatrzyla mnie Alicja..:-( Gdy dziewczyna zauwaza grubasny tom Lonely Planet India, usmiecha sie. Okazalo sie ze wlasnie kilka dni temu wrocila z 3 miesiecznej podrozy po Ameryce Centralnej a teraz wlasnie jedzie do Krakowa spotkac sie z kolezanka ktora wlasnie wrocila z Indii. Jak widac kierunek niezwykle popularny....:-) Tradycyjnie jak przed kazda dluzsza podroza dopadlo mnie przeziebienie. Mysle ze poprzedniego dnia na cmentarzu choc tego nie czulam - mocno zmarzlam. Poki co fatalnie czuje sie w cieplych pomieszczeniach. Oby minelo.
Krakow - Budapeszt
Autobus Orangeways okazal sie bardzo przyjazny. Czysty, ladne wygodne siedzenia. Jedynym problemem okazalo sie nadmierne ogrzewanie i pasazerowie kaszlacy coraz bardziej z godziny na godzine - na pewno nie pomaga mi to w przeziebieniu. Na szczescie dzieki temu, ze postanowilam nie brac "prawdziwej" kurtki tylko ubrana jestem warstwowo w swterek puchowy, windstoper bluze i t-shirt mam ta przewage nad innymi ze moge sie rozbierac. No i moja rezerwacja daje wyniki - na podwojnym miejscu jade sama. A dzieki namowie Klaudzilli podrozuje w dresiku i klapeczkach wyjetych z plecaka. Po drodze puszczaja nam amerykanskie filmy z wegierskim dubbingiem i angielskimi napisami przyslaniamymi bujnymi czuprynami pasazerow przede mna. Stewardesa podaje wysterylizowane sluchawki i napoje w bardzo niewygorowanych cenach 2-3 zl. Napis na toalecie szczegolowo informuje ze pasazerowie maja korzystac z niej "only for number one".
Przyjezdzamy godzine przed czasem. Na szczescie zorientowalam sie ze wjezdzamy w granice miasta i kontaktuje sie z Gyorgym ktory obiecuje czekac na dworcu. Gyorgy od razu prowadzi do siebie i zapisuje adres lacznie z kodem do domofonu gdybym miala sie zgubic jakims cudem chyba - bo przeciez "na miasto" idziemy razem. Wszystko bardzo godne zaufania. Po chwili decyzji zostawiam u niego jedna saszetke z paszportem. W koncu jestem w Unii w razie czego wroce na dowod. Po tradycyjnej kolacji w tureckim barze idziemy na obchod. Gyorgy zna chyba z 5 jezykow wiec rozmawiamy sobie tez troche po polsku. Oprowadza mnie po dawnym gettcie zydowskim, gdzie obecnie dziala kilka restauracji oraz religijnych szkol zydowskich. Sa tam tez undergroundowe bary i kluby.Jak sie okazuje w Budapeszcie jest kilka dzialajacych synagog ortodoksynych oraz reformowanych a takze yeshiw i wogole wszelkiego rodzaju zydowskich i izraelskich instytucji kulturalnych i edukacyjnych. Po drodze rozmawiamy o swoich zainteresowaniach i podrozach. Konczymy piwkiem w barze ktory miesci sie w zrujnowanej kamienicy, wyglada jak 500m2 hangar, wszystkie sciany ma posprejowane w grafitti, a kazdy mebel inny.
Dzien w Budapeszcie 3.02
Niestety noc nie byla najlepsza. Chyba dopadla mnie goraczka, najpierw dreszcze, potem poty, budzilam sie co godzine.
Rano juz duzo lepiej poszlismy od razu do apteki i choc nie ufam do konca homeopatii to mysle ze antybiotyki sa chyba jeszcze gorsze. Lykam wiec co nieco i pomalu ruszamy na obchod. Zaczynamy od glownego bulwaru Budy ktory podkowa od rzeki prowadzi przez miasto. Wszedzie piekne, kamienice koniecznie z rzezba pod dachem. Bardzo tez podobaja mi sie tramwaje ktore maja drzwi na obie strony. Budapeszt ma kilka dworcow wiekszosc z nich jest bardzo ladna. Dworzec Zachodni np. zaprojektowany zostal przez Eiffla. Odbywamy tez krotka wizyte na dworcu Keleti z ktorego wieczorem mam odjazd - nadchodzi chwila prawdy czy bilet kupiony na stronie wegierskich kolei przez znajomego znajomego (dzieki Tomek) bedzie mozna odebrac/wydrukowac lub potwierdzic w jakikolwiek inny sposob.
Udalo sie! Zwiedzamy tez ulice Andrassy, zagladamy do opery oraz Instytu Polskiego gdzie ogladamy ciekawa wystawe o Kazimierzu Nowaku - czlowieku ktory w latach 20. XX w zjechal afryke na rowerze. Po przeciwnej stronie stoi bardzo ciekawy budynek, dom fotografii w domu Mai Mano. Niestety wystawa jest zamknieta ale na budynek i tak warto popatrzec. Nastepnie idziemy do zabytkowej retro ksiegarni, Alexandria troche przypominajacej nasz trafik ale zachowujacej oryginalny styl art deco. Znajduje sie tam tez wspaniala kawiarnia z oryginalnymi zabytkowymi freskami. Jak w wiekszosci wegierskich ksiegarn mozna tam takze kupic wino. Zwiedzilismy tez z zewnatrz muzeum poczty ktore jest pieknym domem gdzie oprocz muzeum mieszkaja normalni lokatorzy. Potem w przepysznej koszernej wegetarianskiej restauracji zjedlismy "do-it-yourself falafel" ktory napelnia sie wszelkiego rodzaju dodatkami i sosami. Pycha! Wycieczki dopelnily przejazdzka tramwajem wzdluz dunaju oraz wizyta na krytym targu zywnosci, ktory zaprojektowany byl jako kolejny dworzec w Budapeszcie ale koniec koncow nim nie zostal. Na koniec kawka i winko w gejowsko przyjaznej (gay friendly) kawiarence "szalony zegar" gdzie dekoracjami byly wszelkiego rodzaju zegarki, zegary, budziki etc. Gyorgy okazal sie wspanialym gospodarzem i przewodnikiem,. Podarowal mi nawet mape istambulu i podpowiedzial co tam jeszcze zwiedzic.
Budapeszt - Rumunia 4.02
Wiekszosc dworcow na Wegrzech i Rumuniii charakteryzuje sie tym, ze numer peronu z ktorego odjezdza pociag podawany jest w ostatniej chwili. Wszyscy tlocza sie przy samym wejsciu i stoja z wysoko zadartymi glowani a przez megafon monotonny zawodzacy glos podaje przyjazdy i odjazdy nie przerywajac ani na chwile. Poniewaz z jezyka wegierskiego nie rozumiem kompletnie nic a wielka pol-hala daje ogromne echo, odnosze wrazenie, ze to jakies wschodnie wezwanie na modly. Jak zwykle w tych rejonach ogrzewanie w pociagu jest wprost niemozliwe. Pociag bezprzedzialowy z czterema siedzeniami ustawionymi po dwa na przeciw siebie i stolikiem. Na szczescie w "moim" kaciku nie siada nikt. Z tylu dwie chyba Chinki z laptopem, obok jakis pan. Okolo polnocy legitymuje nas policja, skanujac dokumenty - no tak, uswiadamiam sobie ze przeciez Rumunia nie jest w Schengen. W dodatku przestawiamy czas o godzine do przodu. W sumie jazda pociagiem jakies 17 godzin. Udaje mi sie przespac kilka godzin zawinieta w rog spiwora ale i tak budze sie okolo 6tej.Panie Chinki maja lepiej bo z racji konstrukcji prawie cale mieszcza sie na lezaco kazda na dwoch siedzeniach i chrapia w najlepsze. Jakis czas potem na pierwszej gorskiej stacji wysiadaja. Przez chwile czuje ulge bo zmienilismy lokomotywe i jest jakby chlodniej, ale niestety wrazenie mija i znowu siedzimy niczym w saunie. Za oknem piekne gorskie rumunskie widoki, pociag pnie sie po gorskich tunelach i widac snujaca sie ponizej nas mgle. Zastanawiam sie ile stopni bedzie w Bukareszcie i czy moje urzadzenie "kurtkopodobne" bedzie odpowiednie. Nie bardzo juz mam co na siebie wlozyc - ale tak do -5 powinno byc ok.
Przeziebienie tez jakby ustaje takze wiadomosci sa dobre. Na stoliku przede mna prawdziwie miedzynarodowe towarzystwo: Polska gazeta, wegierska woda i ser, indyjski balsam na przeziebienie i anglojezyczna ksiazka o kobietach w islamie. Zimowy krajobraz przemyka przed oczami a ja ze smutkiem zdaje sobie sprawe ze to pewnie ostatnie dni z ciepla woda i cywilacja:)
Teraz pozostaje tylko trafic ze stacji do mojego nastepnego gospodarza Vlada.
cdn...
(czyli o tym jak zlapac autobus ktory byl samochodem:))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz