sobota, 5 marca 2011

Jaskinie

Jaskinie to bylo cos niesamowitego - takze pod wzgledem fizycznym:) Ich zwiedzanie zajelo nam pelne dwa dni. Najpierw decyzja bierzemy wykupiona wycieczke, 50 osob + 1 przewodnik, czy jedziemy na wlasna reke. W koncu ustalilismy ze wstaneimy wczesniej i pojedziemy miejskim autobusem. Wszystkie napisy byly oczywiscie w jezyku Marahti poza napisem Ajanta - pierwszy uklon w strone turystow. Po 2 godzinach dotarlismy do skrzyzowania przy ktorym znajdowala sie droga prowadzaca do Ajanty. Tam oczywiscie czekal juz "pasaz handlowy" oraz bus dowozacy pod same jaskinie. Dla tych ktorzy nie chcieli sie wspinac po schodach(albo nie mogli) w ofercie bylo krzeslo z poduszkami a la lektyka niesione przez 4 tragarzy.
Jaskinie w Ajancie to jasknie "wydlubane" przez mnichow buddyjskich - niektore to pelne dwupietrowe klasztory z przzedsionkami, kruzgankami, mini celami oraz koniecznie posagami buddy i resztkami malowidel przestawiajacymi sceny z zycia Gautamy oraz jego matki Maji. Najstarsze z jaskin datowane sa na 2 w p.n.e. To niesamowite jak wiara daje ludziom sile i cel w zyciu do tego zeby dlutem wielkosci lyzki wyzlobic w litej bazaltowej skale piekne kolumny, nawy, zdobienia, stupy. Niektore ze znajdujacych sie tutaj freskow i malowidel sa jednym z najstarszych przykladow malarstwa indyjskiego porownywane do dziel Michala Aniola. Prace w jaskiniach postepowaly w bardzo ciekawy sposob, najpierw wydlubywano gorne partie kolumn i rzezb, pozsostawiajac wystajace bloki w przyszlej "podlodze", ktore to nastepnie sluzyly jako rusztowania do wykonczenia rzezb i utworzenia malowidel. Na koniec skuwano bloki w podlodze. Skuty material wrzucano do znajdujacej sie ponizej rzeki, a poniewaz byl on dosc mialki a prace postepowaly wolno, nie blokowalo to nurtu rzeki, w ktorej sezonie wiosenno -letnim ilosc plynacej wody jest dosc skapa. Niektore z jaskin pozostaly nie dokonczone - mozna wiec zobaczyc jak przebiegaly prace. Wiekszosc z nich ma przepiekna akustyke. Niektore sa bardzo proste - takze dla tego ze byly bogato zdobione malowidlami, ktore niestety nie przetrwaly. Na szczegolna uwage zasluge 23 metrowej wielkosci posag lezacego buddy. Jest to o tyle rzadkoscia ze przewaznie budde przestawia sie w pozycji medytacyjnej. Nastepnego dnia mielismy zwiedzic jaskinie w Ellorze a potem jakos probowac przedostac sie na Goa. Rano przed pojsciem na autobus wstapilismy do prywatnej agencji w ktorej chcielismy kupic bilety zeby juz miec pewnosc ze jedziemy, jako ze okazalo sie ze alternatywy panstwowej ani pociagowej nie ma. Najpierw okazalo sie ze bilety ktore poprzedniego dnia kosztowaly 100 rp mniej nagle zdrozaly a potem ze zeby to sprawdzic trzeba czekac 5 minut. Oczywiscie 5 minut trwalo 40 minut az w koncu stracilismy cierpliwosc i poszlismy na dworzec (na druga strone ulicy). Tam jak zwykle po ustaleniu na migi i po angielsku znalezlismy stanowisko odjazdu autobusu (ktory odjezdza albo co 20 minut albo co godzine - tego nie udalo nam sie ustalic) gdzie jeden z konduktorow zaczal sie od nas domagac informacji gdzie to zmierzamy i machac do nas zebysmy szli na srodek placu parkingowego autobusu. Tam niemal wepchnal nas do wlasnie odjezdzajacego autobusu i zatrzasnal drzwi a my zdezorientowani zaczelismy pytac: Ellora? Ellora? Na co konduktor w tym autobusie pokiwal glowa na boki (to moze znaczyc tak, nie albo nie wiem) ale wyraz oczu wskazywal na "nie". Wobec czego zaczelismy wysiadac z juz odjezdzajacego autobusu, ale wtedy ten z konduktorow ktory nas przyprowadzil do niego zaczal przytrzymywac drzwi wyjsciowe i wykrzykiwac na konduktora w srodku autobusu. Konduktor w srodku autobusu zaczal skamlec jak zraniony pies po czym zlapal sie za glowe a nastepnie za zawieszony na szyji elektroniczna maszynke do drukowania biletow. Na co konduktor na zewnatrz zlapal za ta maszynke tak ze prawie wyciagnal konduktora ze srodka przez okna i zaczal jeszcze bardziej krzyczec jednoczesnie gestykulujac i pokazujac klawisze na maszynce i robiac przy tym niesamowicie grozne miny. W koncu nasz konduktor poddal sie, pokiwal glowa, opadl ciezko na siedzenie a my moglismy sie tylko spodziewac lub nie ze wysadza nas tam gdzie trzeba.
Tutaj zreszta wtrace ciekawa dygresje: nie wiem czemu ale wydawalo mi sie ze bedac native speakerem latwiej jest zrozumiec kogos kto kiepsko mowi po angielsku bo mozna sie bardziej domyslec, tymczasem okazuje sie ze to ja paradoksalnie jestem tlumaczem z indyjskiego angielskiego na angielski angielski:)) Pozatym posiadam tez pewne zdolnosci interpretacyjne i bardzo czesto "rozmawiam" bez tlumaczenia. Wobec czego powyzsza sytuacja mogla by wygladac nastepujaco:
Konduktor 1: Panstwo dokad?
My: Do jaskin Ellora
K1: Elora? Hmm Szybko Szybko , za mna autobus wlasnie odjezdza.
My (do KOnduktora 2 w autobusie): Przepraszam, do Ellory?
k2: nie nie, trzeba wysiasc!
k1: wcale nie trzeba wysiadac! Przeciez i tak jedziecie tamtedy, wysadzcie ich poprostu na najbliszym skrzyzowaniu!
k2: ale to jest autobus pospieszny! nie zatrzymujemy sie tam! Pozatym i tak nie wiem jak nabic cene!
k1: Nie gadaj glupot! Nastepny autobus dopiero za godzine! Pozatym prosze bardzo masz wbic kod taki a taki! Uwazaj teraz pokazuje!
k2: 1 3 5 4?
k1: tak!
k2: no dobrze a co potem?
k1: no wbijasz tutaj i drukujesz, a ci tutaj maja wysiasc na skrzyzowaniu przed targiem, jasne?!
k2: jasne....

Wobec czego mielismy jeszcze okazje przejsc sie przez targ dosc wczesnie i nawet nie probowano nam niczego sprzedac czesciej niz co 500 metrow (sukces). W Indiach naprawde mozna sie zmeczyc kiedy usilujesz przejsc sie z punktu A do punktu B a w miedzyczasie" riksza madam", "good prajs", "musical instruments, postcards". Nawet czasami nie da sie przejsc przez ulice bo stoisz zeby przejsc a tam 4 ryksze sie zatrzymuja i "where du ju gou". No coz przynajmniej te cie nie przejada, bo inni sie nie zatrzymuja. Nie mniej jednak udalo nam sie dotrzec do Ellory, gdzie czesc jaskin faktycznie zwiedzilismy riksza (auto) bo byly dosc daleko polozone od siebie. Te jaskinie to z koleji grupa jaskin - klasztorow roznych wyznan. Buddyjskich, hinduistycznych i dzinistycznych. Tutaj na kolana powala glownie architektura. Niektore z nich maja 3 pietra i wygladaja jak male osiedla wybudowane w skale - z ta roznica ze to wszystko faktycznie wykuto recznie. W jednej ze swiatyn buddyjskich sufit wyrzezbiony zostal w specjalny zebrowany sposob, oraz balkon zeby lepiej slychac bylo spiewajacych mnichow. Jeden z panow pilnujacych (nawet bez oplaty) opowiedzial nam o tym i nawet pieknie zaintowal zeby zademonstrowac echo i akustyke. Musze przyznac ze az lzy stanely mi w oczach.
Pozniej czekala nas calonocna wyprawa autobusem - pol sypialnym na Goa. Pisze pol sypialnym, bo pelne sypialne skladaja sie w Indiach z takich jakby boksow z zaslonka, a tutaj co najwyzej siedzenia rozkladaly sie powiedzmy do poziomu dentystycznego. Przy czym jesli osoba z przodu tez rozlozy swoje siedzenie to akurat i tak unieruchamiala osobe siedzaco-lezaca za nia. Z dodatkowych atrakcji byla klimatyzacja - wielce powazna w Indiach sprawa, raz ze za wszystko za AC placi sie duzo drozej (nawet jesli ac faktycznie nie dziala), a dwa ze o ile w pociagu jakos bez AC spokojnie idzie wytrzymac o tyle w zamknietej puszcze jaka jest autobus moze byc znacznie gorzej. Zwlaszcza jesli sie jedzie 16 godzin. W bonusie takze bollywoodzki 4 godzinny film w hindi puszczony z takim natezeniem glosu ze nawet zatyczki do uszu (ktore udalo mi sie jednak kupic!!) nie pomagaly, o tresci: "zabili go ale tylko na niby bo wrocil z zagranicy zeby pomscic brata". Juz o godzinie 2 w nocy gotowa bylam polozyc sie na podlodze ale jakos udalo mi sie zasnac. Z autobusami jadacymi 16 godzin to troche tak jak z wodka, pare godzin po wypiciu mowisz nigdy wiecej, ale kiedy nadarza sie dobra okazja to jednak wsiadasz i jedziesz a potem klniesz. Dobrze ze nastepnego dnia nie trzeba na 8 do pracy :)

2 komentarze:

  1. Kaju, po drobnych poprawkach ortografii masz gotowa ksiazke; tylko glupi by jej nie wydal. Pisz,pisz bo masz talent. I dbaj o zdrowie, ogladaj lokalne placowki sluzby zdrowia z bezpiecznego daleka.Bardzo zaluje, ze nie mam kondycji by wybrac sie w taka podroz,ale twoj blog pozwala mi zwiedzac wirtualnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. dzieki:) w zla godzine o tej placowce napisales bo bylam w szpitalu ale wszystko dobrze poza skrecona kostka:) buziaki

    OdpowiedzUsuń